Jak menedżerowie mamili Wisłę i Cracovię

Na testy jechali ponad 20 godzin, mieli nadwagę, brakowało im sprzętu i fałszowali daty urodzin. Menedżerowie imają się różnych sztuczek, byle tylko wcisnąć swojego zawodnika,
- Gdy otwiera się okno transferowe, dyrektorzy sportowi otrzymują setki telefonów od agentów. Miałem ich 10 do 15 dziennie, ale ze wszystkich ofert może procent był warty zainteresowania - opowiada Jacek Bednarz, były dyrektor sportowy Wisły.
- Gdy zaczynał się okres transferowy, to czasami z półgodzinnej rozmowy wychodziłem z 20 nieodebranymi połączeniami - przyznaje Tomasz Rząsa, były reprezentant Polski do niedawna odpowiedzialny za sprowadzanie zawodników do Cracovii.

W internecie pełno jest kompilacji porównujących mizernych graczy do Leo Messiego czy Christiano Ronaldo, maile do klubów wysyłane są masowo, a np. miesiąc w szkółce Manchesteru United wystarczy, by kojarzyć swojego klienta z Waynem Rooneyem czy Ryanem Giggsem. Oto najciekawsi menedżerowi i ich piłkarze przymierzani do krakowskich klubów

Bramkarz ze stacji benzynowej

Wisła najazd menedżerów przeszła w czasie poszukiwań bramkarza. Przetestowała ponad 20 kandydatów, a wśród nich prawdziwe rodzynki. Jeden miał nadwagę, której bramkarska bluza nie była w stanie zamaskować, inny bardziej niż zawodnika przypominał boksera Nikołaja Wałujewa, ale najgłośniej było o zawodniku, który na testy zapomniał... zabrać sprzętu.

Większość prezentowała taki poziom, że np. Franciszek Smuda zrezygnowałby z nich po kwadransie (selekcjoner zapewnił kiedyś, że klasę zawodnika jest w stanie ocenić po tym, jak chodzi po schodach). Najbliżej zatrudnienia był Adis Nurković (na zdjęciu), który na ostateczną decyzję czekał na... stacji benzynowej

Aleksandr Sazankow (z lewej) Aleksandr Sazankow (z lewej) Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Na testy jechał 20 godzin... pociągiem

Problemy z podróżowaniem miał testowany dwa lata temu przez Wisłę Aleksandr Sazankow (na zdjęciu z lewej). ? Menedżer powiedział, że mam zgodę na przyjazd do Krakowa ? cieszył się Białorusin.Później rola agenta ograniczyła się do kupienia biletu... kolejowego. Sazankow na Reymonta jechał 20 godzin (z dwoma przesiadkami) i na trening wyszedł niemal prosto z pociągu. ? Ciężko go ocenić, był trochę zakręcony ? przyznał po zajęciach Rafał Janas, ówczesny drugi trener Wisły.

Krakowianie Sazankowa nie zatrudnili, ale zrobiła to Lechia Gdańsk. W półtora roku zagrał 10 meczów.

Atak krasnoludków

Mistrzowie Polski sporo czasu zmarnowali przy sprowadzaniu Łukasza Garguły. Jego menedżer mydlił im oczy, że znalazł lukę w kontrakcie zawodnika, dzięki której wykupią go z GKS-u Bełchatów za 300 tys. euro. Hit transferowy ogłosił światu na stronie internetowej, ale gdy PZPN nie pozwolił Gargule zmienić klubu, napisał, że stronę zaatakowały krasnoludki.

Garguła do Wisły przyszedł pół roku później.

Zagadka z metryką

W 2008 r. na testy przyjechał Etienne Ngiladjoe. Działacze wiedzieli, że pochodzi z Kamerunu i jest napastnikiem, ale nie byli pewni co do... jego wieku. Podczas mistrzostw świata w piłce plażowej był awizowany jako rocznik 1984, ale jego menedżer upierał się, że jest pięć lat młodszy. Stefan Majewski (na zdjęciu), trener Cracovii, w końcu pozbył się problemu razem z zawodnikiem.

Charles Nwaougu zamiast do Cracovii przeszedł do Energie Cottbus Charles Nwaougu zamiast do Cracovii przeszedł do Energie Cottbus Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta

Z kim negocjować?

Rok temu Cracovia chciała pozyskać Charlesa Nwaogu z Floty Świnoujście. Negocjacje utrudniał fakt, że Nigeryjczyk podpisał umowy z... czterema pośrednikami. Sprawa trafiła do PZPN-u, ale krakowianie nie doczekali się na rozwikłanie zagadki, bo napastnika zatrudniło Energie Cottbus.

Nieczyste gierki

Ubiegłego lata w ostatni dzień okienka transferowego przy Kałuży zapowiadało się na inny hit transferowy. W siedzibie klubu stawił się Tijani Belaid, pierwszy tunezyjski strzelec gola w Lidze Mistrzów, który wcześniej występował m.in. w angielskim Hull City. Zawodnik rozpalił oczekiwania kibiców, ale kilka godzin później był już graczem APOEL-u Nikozja, a w Polsce stawił się tylko po to, by wywrzeć presję na Cypryjczykach.