Sport.pl

Liga Mistrzów. Jak tym razem wytłumaczą się piłkarze Wisły?

Wisła siódmy raz próbowała sforsować bramy Ligi Mistrzów. Siódmy raz starania zakończyły się niepowodzeniem. Po poprzednich sześciu porażkach w walce o awans do fazy grupowej prestiżowych rozgrywek Wiślacy skarżyli się między innymi na brak zespołowej gry lub błędy sędziego. Jak wytłumaczą się tym razem?
Wisła Kraków w starciu z FC Barceloną (rok 2001) Wisła Kraków w starciu z FC Barceloną (rok 2001) Fot. Adam Golec / AG

Sezon 2001/2002. Pożarci przez szmery

Wisła odpadła w rywalizacji z FC Barceloną. Na stadionie przy ul. Reymonta hiszpański klub wygrał 4:3 po hattricku Rivaldo, na Camp Nou 1:0.

- Po przedmeczowym porównaniu umiejętności obu drużyn doszedłem do wniosku, że taktyka obronna będzie najlepsza. Przeciwko takiemu rywalowi nie można grać "na hurra", bo kończy się to tak jak w Krakowie. Nie takie ekipy jak my były pożerane w Barcelonie - tłumaczył wówczas ?Gazecie? Franciszek Smuda, trener Wisły.

- Przy siedemdziesięciotysięcznym audytorium jeszcze nie występowałem. Tego szmeru tłumu z trybun na Camp Nou nie zapomnę do końca życia - dodawał Kazimierz Moskal, wtedy kapitan krakowian.

Sezon 2003/2004. ?Zastaw się, a później zgiń...?

Po raz kolejny wiślacy dotarli do decydującej rundy. Tym razem za silny okazał się Anderlecht Bruksela. Belgijski zespół wygrał oba mecze i dał sobie strzelić tylko jednego gola.- Jestem poważnie zaniepokojony tym, co się dzieje z drużyną. Przecież Anderlecht to nie jest jakiś świetny zespół - mówił ?Gazecie? Bogusław Cupiał, właściciel Wisły.

Bardziej wylewny był Bogdan Basałaj, wówczas (i także dziś) prezes krakowian. - Polacy myślą "zastaw się, a później zgiń", idee pospolitego ruszenia są wciąż żywe. Nasza polityka jest całkiem inna, nie gramy va banque. Można mieć zastrzeżenia do tego, jakich piłkarzy kupiliśmy albo jakich nie pozyskaliśmy, ale trzeba pamiętać, że wszystko jest kwestią ceny. Pieniądze zdecydowały o stracie Kosowskiego i Kuźby. Kogo mieliśmy pozyskać? Świerczewskiego? Juskowiaka? Jakbyśmy z nimi odpadli, też usłyszałbym, że zatrudniliśmy nie tych, co trzeba - podkreślał.

Sezon 2004/2005. Kocioł i smród w obronie

Tym razem mur nie do przeskoczenia postawił galaktyczny Real, na którego budowę Florentino Perez wydał ponad 200 mln dol. W Krakowie wynik rozstrzygnął rezerwowy Fernando Morientes, na Santiago Bernabeu rządzili madrytczycy, którzy wygrali 3:1.

- Brakowało gry zespołowej. Trzeba jednak pamiętać, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a ten nie pozwolił nam na wiele. Miałem takie wrażenie, że jak "Królewscy" przyciskali, robił się smród pod naszą bramką. Chłopcy nabiegali się na pewno nie mniej niż w Krakowie, ale tutaj było jeszcze trudniej odebrać Realowi piłkę - tłumaczył Radosław Majdan, wówczas bramkarz Wisły.

Majdan tłumaczył też, że na Santiago Bernabeu wykorzystali wszystkie największe atuty. - Angażowali olbrzymie siły w ofensywę. Nieprawdopodobnie często zmieniali pozycje, właściwie nie było nominalnego lewego obrońcy, bo Carlos grał i w ataku, i w obronie. Figo przechodził z prawej strony na lewą i robił się kocioł pod naszą bramką... Real pokazał nam, na czym polega nowoczesny futbol. My też mamy dobrą taktykę, na polskie warunki jesteśmy dobrzy, ale oni są najlepsi na świecie - dodał w rozmowie z ?Gazetą?.

Sezon 2005/2006. Ach, ten sędzia...

Z Panathinaikosem Ateny wiślacy rozegrali jeden z najbardziej dramatycznych dwumeczów w historii klubu. Po golu Radosława Sobolewskiego w Atenach przez chwilę byli jedną nogą w Lidze Mistrzów, ale w dogrywce stracili bramkę.

- Mówię otwarcie - gdyby nie seria błędów arbitra w decydującym momencie, to my bylibyśmy w gronie najlepszych europejskich zespołów i w Polsce panowałaby teraz wielka euforia - przekonywał Jerzy Engel, wówczas trener Wisły.

Szkoleniowiec podkreślał, że ?budżety, klasa i doświadczenie zawodników, którzy rok w rok grają w Lidze Mistrzów, dawały wszystkie atuty gospodarzom?. Poza tym, bo dogrywkę musieliśmy grać w Grecji, i to było nieszczęście. Na dodatek w dziesięcioosobowym składzie - dodawał Engel.

Sezon 2008/2009. Dwie różne dyscypliny

W sezonie 2008/2009 na drodze Wisły do LM stanęła ponownie FC Barcelona. Sprawa awansu rozstrzygnęła się już w pierwszym meczu na Camp Nou, gdzie gospodarze wygrali 4:0. - My tylko biegaliśmy, a rywale grali w piłkę ? przyznał bezradnie po spotkaniu Tomas Jirsak, środkowy pomocnik Wisły.

Trener Maciej Skorża nie krył rozczarowania po spotkaniu: - Czuliśmy duży zawód, bo liczyliśmy, że rozegramy wielki mecz w Hiszpanii, a zaprezentowaliśmy nasz zwykły poziom. Zabrakło czegoś ponad to, by nawiązać walkę - podkreślał w rozmowie z ?Gazetą?.

- W trakcie gry pomyślałem, że rywale uprawiają inną dyscyplinę sportu - dodawał Radosław Sobolewski, pomocnik krakowian.

Sezon 2009/2010. Waterloo po... "dobrym meczu"

Wisła skompromitowała się w starciu z Levadią Tallin. - Odpadnięcie biorę na siebie, bo był to błąd w sztuce trenerskiej. Dla mnie to piłkarskie Waterloo. Są porażki, które trudno wytłumaczyć. Do ostatnich minut walczyliśmy, ale fortuna była po stronie Levadii - tłumaczył Maciej Skorża, szkoleniowiec mistrzów Polski.

Piłkarze poszli dalej i wydali oświadczenie, w którym przeprosili fanów za zawiedzione nadzieje. ?Wiemy, że zapewne dziś najtrudniej w waszym życiu przychodzi wam pomyśleć sobie ?W sercu moim Wisła i na dobre i na złe", ale bardzo was prosimy, abyście w tej trudnej dla drużyny chwili nie odwracali się od nas? - napisali w oświadczeniu.

Liga Mistrzów. APOEL Nikozja - Wisła Kraków Liga Mistrzów. APOEL Nikozja - Wisła Kraków Fot. Petros Karadjias AP

Sezon 2011/2012. Wiślacy nie chcą zwalać na pogodę

- Nie zwalajmy tej porażki na pogodę. APOEL był zespołem mocniejszym i zasłużył na awans do Ligi Mistrzów - mówił po przegranym 1:3 meczu na Cyprze trener Wisły Robert Maaskant. Szkoleniowiec zdradził, że jego podopieczni schodzili po spotkaniu do szatni zalani łzami.

Jak będą tłumaczyć porażkę sami gracze Wisły? Przekonamy się już wkrótce.

Więcej o: