Sport.pl

Fluid nad derbowymi trybunami, czyli jak to było kilkadziesiąt lat temu [ZDJĘCIA]

Derby Krakowa w latach 30. XX wieku, czyli... 1931: 'Wspaniały słoneczny dzień sprawił, że przeszło 7000-czna rzesza miłośników piłki okrągłej zaległa boisko biało-czerwonych'; 1935: 'Zakwitły trybuny wielobarwnym obrazem wykwintnych pań i ich towarzyszów'; 1939: 'Już prawie jak finał Cupu Anglii...'.
Derby Krakowa z 1934 roku Derby Krakowa z 1934 roku Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Historia derbów na starych fotografiach

Historia derbów Krakowa ma już 102 lata. Do tej pory rozegrano aż 188 spotkań. W statystykach ujęte są nie tylko mecze ligowe czy pucharowe, ale także towarzyskie, jak np. o Herbową Tarcze Krakowa czy podczas okupacyjnych mistrzostw Krakowa. Częściej wygrywa Wisła - 84 zwycięstwa, przy 61 Cracovii. Jeśli wziąć pod uwagę tylko najbardziej prestiżowe rozgrywki ekstraklasy, to sobotnie derby będą 70. spotkaniem w najwyższej klasy rozgrywkowej. Cracovia wygrała 20 razy, a 20 zremisowała. To jednak drużyna z ul. Kałuży chodzi z podniesioną głową - wygrała bowiem ostatnie derby - 28 września 2014 roku 1:0. W sobotę Wisła zapowiada rewanż.
W derbach Krakowa od początku były emocje. Tak wyglądały w latach 30. XX wieku.

Derby Krakowa z 1931 roku Derby Krakowa z 1931 roku Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dwa gole w minutę

17 maja 1931: Cracovia - Wisła 1:4
Dziennikarzom sportowym nie zawsze udawało się zachować obiektywizm... "Wiślacy wychodzą na drugą połowę tak, jakby chcieli żywcem połknąć swego przeciwnika. 50. minuta. Kisieliński nie daje żadnych szans ani obrońcom ani bramkarzowi Pasów i znów prowadzimy! - czytamy w tygodniku sportowym "Raz, Dwa, Trzy".
Autor z trudem utrzymywał emocje na wodzy, o czym świadczy m.in. liczba wykrzykników. -Cracovia jest w szoku. Przez pięć minut po przerwie nie wyszła właściwie ze swojej połowy! Ba, nie wyszła także po wznowieniu gry od środka po stracie bramki! Przejmujemy od razu piłkę. Otlinowski chyba jeszcze roztrząsa strzał Kisielińskiego. Reyman uderza zaskakująco i jest 3:1! Euforia wśród kibiców Białej Gwiazdy. Nieczęsto bowiem zdarza się, aby w ciągu jednej zaledwie minuty strzelić dwa gole!".
O 46. derbach Krakowa informował też "Przegląd Sportowy". Dziennikarz zaczął od opisu okoliczności: "Wspaniały słoneczny dzień sprawił, że przeszło 7000-czna rzesza miłośników piłki okrągłej zaległa boisko biało-czerwonych. Żar słoneczny utrudnił jednak grę, mimo to widownia na brak emocji uskarżać się nie może. Wbiegających czerwonych wita burza oklasków, a zwiększona ich doza oznajmia, że i gospodarze są na boisku".
Jak się okazuje, Pasy imały się różnych sposobów i Diego Maradona nie był pierwszym, który ręką umieścił piłkę w siatce. W Cracovii już wcześniej wpadli na ten pomysł, ale sędzia nie dał się nabrać. ?Atakom biało-czerwonych brak jest wykończenia. Do piłki biegnie równocześnie kilku zawodników, przeszkadzając sobie wzajemnie i uniemożliwiając strzał nawet z bliskiej odległości. Obserwujemy jak Czarnik, po centrze Szumca, nie mogąc inaczej piłki chwycić, umieszcza ją pięścią w siatce, ponad głową podbiegającego Koźmina? - relacjonował "PS".
W latach 30. o fair play także nie pamiętano, a piłkarze Wisły także mieli problemy, by wznieść się na wyżyny umiejętności. "O ile gra była dotychczas ładna i efektowna, wskazująca, że zawody toczą się między reprezentantami elity piłkarskiej, o tyle to, co widzieliśmy po pauzie, dowodzi wyraźnie, że na dłużej niż na 45 minut Wisła nie może się wyzbyć swoich brzydkich przyzwyczajeń. Rozpoczyna grę brutalną i pełną fauli. Celuje w tem Skrynkowicz i Kotlarczyk II. Ponieważ zaś sędzia albo fauli nie widzi, albo też na nie nie reaguje, zanika dotychczasowy nastrój na boisku i gra traci na wartości".

derby KrakowaFot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

 

Derby Krakowa z 1932 roku - piłkarz Wisły oddaje strzał na bramkę Cracovii. Derby Krakowa z 1932 roku - piłkarz Wisły oddaje strzał na bramkę Cracovii. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Horoskop by nie pomógł

12 czerwca 1932: Wisła - Cracovia 2:2
52. derby Krakowa tradycyjnie rządziły się swoimi prawami. Cracovia prowadziła po 11 minutach 2:0, ale tylko zremisowała. "Tradycyjne spotkanie rywali krakowskich zakończyło się tym razem nieprzewidywanym wynikiem zarówno na podstawie horoskopów, które wysuwały biało-czerwonych na faworyta, jako też i wtedy, gdy Cracovia już w 11-tej zdawała się panem sytuacji. Wytrwałość Wisły w tym momencie i skuteczne przetrzymanie naporu przeciwnika, wreszcie zdobycie się na skuteczną ofensywę w drugiej połowie gry po pauzie, pozwoliło czerwonym na zdobycie cennego wyrównania" - podkreślał "PS". "Po pauzie gra zmienia charakter. Pomoc Wisły wobec słabej obrony tyłów gra bardziej defenzywnie. Szczególnie Kotlarczyk grawituje ku swej bramce, co atakowi Wisły uniemożliwia racjonalną ofenzywę. Cracovia przez pierwszych 20 minut jest w nieznacznej przewadze".

Derby Krakowa z 1935 roku Derby Krakowa z 1935 roku Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ruchomy wieniec

5 maja 1935: Wisła - Cracovia 4:0
61. derby Krakowa opisywał dziennikarz "PS", który być może był niespełnionym pisarzem i lubił przypodobać się władzy. "Oprawa meczu była wspaniała, godna wielkich tradycyj i chlubnych wspomnień. Zasiadł w loży prezydent miasta dr. Kaplicki, obok prezesa KZPON gen. Monda. Zakwitły trybuny wielobarwnym obrazem wykwintnych pań i ich towarzyszów. Ruchomym wieńcem otoczyło boisko 5.000 ludzi. Ale na tło tej pięknej oprawy padł cień szarej rzeczywistości, cień trosk i bolączek naszego stanu piłkarskiego, podupadłej klasy i przeciętności ligowej".
Za słabą grę dostało się piłkarzom. "Były utarczki słowne mniej lub bardziej gorące, były i starcia dość ostre. Na szczęście nie doszło jednak do poważniejszych incydentów, nie doszło dlatego, że wynik był wysoki i zwycięstwa Wisły nie można było kwestionować, jakkolwiek wyższość jej zadokumentowana została zbyt wielką ilością bramek".
Jeszcze nie umilkły echa błędów, jakie popełnił sędzia Złotek tydzień temu w meczu Legia Warszawa - Wisła. A jak się okazuje i w latach 30. dziennikarze nie zostawiali na arbitrze suchej nitki. ?Był więc sędzia, który rozczarował większość i zadowolił niewielu. P. Hauptmann ze Lwowa nie stanął na wysokości zadania. Pomijając już, iż skrzywdził kilkakrotnie Cracovię, nie potrafił on jednak utrzymać w ryzach tak ciężkiego meczu. Dziwić się należy, iż do prowadzenia tak ważnych zawodów nie wydelegowano bardziej rutynowanego arbitra" - krytykował "PS".

derby KrakowaFot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

 

Derby Krakowa z 1937 roku - w akcji bramkarz Cracovii Władysław Pawłowski. Derby Krakowa z 1937 roku - w akcji bramkarz Cracovii Władysław Pawłowski. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sztuczny czynnik walki o prymat

27 maja 1937: Wisła - Cracovia 1:1
Już w 1937 r. byli też kibice, którzy na mecz chodzili od święta. Z pewnością nie lżyli rywali tak jak teraz, ale dawali upust emocjom. "Ramy meczu nie odbiegały oczywiście od tradycji. Był to wielki dzień, w którym spotykano na trybunach wyborowe towarzystwo, uczęszczające na mecze tylko dwa razy do roku. Naprężona atmosfera wyładowywała się w nerwowych okrzykach i oklaskach, przechylających się co raz to w inną stronę" - pisał "PS".
Prestiż spotkania pętał nogi zawodnikom. "Nastrój udzielił się w niemniejszym stopniu obu zespołom świadomym stawki spotkania. Znać było w pierwszych uderzeniach piłki wpływ nerwów. Z tego nastroju oswobodziła się najpierw Wisła. Oczywiście, że nie pozostało to bez wpływu na poziom spotkania, który obracał się" - dodał dziennikarz.
Już w latach 30. uznano, że starcia Wisły i Cracovii tworzą historia wielkich meczów. Tak jak derby Krakowa z 2014 roku (gol Miroslava Covili w doliczonym czasie na 1:0), tak i te z 1937 r. rozstrzygnęły się w końcówce. "Skrzętny kronikarz będzie mógł po latach stwierdzić, że w przededniu jubileuszu 30-lecia Cracovia zmierzyła się ze swą lokalną rywalką i uzyskała remisowy wynik. Uzyskany został w 86. minucie gry, kiedy chyba nikt już z 7 tysięcy widzów nie przypuszczał. że "biało-czerwonym" uda się jeszcze zdobyć cenne wyrównanie i urwać jeden punkt. Nie ulega żadnej wątpliwości, że gdyby w 86. min ktoś na boisku "postawił coś" na wynik remisowy, każdy z widzów na pewniaka podjąłby zakład. Nikt nie wątpił bowiem, że prowadzenie Wisły 1:0 utrzyma się do końca. Przeświadczenie to wynikało z faktów, zaobserwowanych w ciągu całego meczu" - konkludował "PS".
I w tym przypadku można znaleźć porównania między 188. a 65. derbami Krakowa. "W napadzie "biało-czerwonych" był jeden groźny gracz, którego każdy ruch nosił w sobie zarodek niebezpieczeństwa. Był nim Skalski na prawym skrzydle". W obecnej Cracovii też jest jeden piłkarz, którego obawia się właściwie cała liga - Covilo, Serb znakomicie grający głową.
Dziennikarz "PS" wysnuwa wniosek, że problemem ówczesnej Cracovii był brak zgrania drużyny. - Pozostali czterej napastnicy reprezentowali cztery odmienne typy. Był więc na środku indywidualista Korbas, który nonszalancją i niepotrzebnym dryblingiem doprowadzał do pasji zwolenników swych barw. Był Zieliński, który po długiej przerwie robił, co mógł, ale nie potrafił zastąpić pełnowartościowego Malczyka. Był Szeliga, gracz ofiarny i pracowity, ale na skutek egoizmu Korbasa, pozbawiony piłek - i wreszcie Zembaczyński niemający pola do popisu, wobec formy swych partnerów. W tym stanie rzeczy stało się jasnym, dlaczego "bramkostrzelny" atak Cracovii grał poniżej formy".
Z kolei "Krakowski Kurier Wieczorny" nie potrafił odnaleźć emocji w tym meczu, a ich napędzanie uznał za elementy komercjalizacji. "Oczekiwane z wielkim zainteresowaniem tzw. derby krakowskie nie przyniosły spodziewanej emocji. Mecze te już dawno przestały elektryzować. Tylko ze względów kasowych podtrzymuje się ten sztuczny czynnik walki o prymat. W rzeczy samej zawody miejscowych rywali niczym nie różniły się od tylu innych, chyba tym, że Cracovia grała b. słabo, może najgorzej w tym sezonie".

derby KrakowaFot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

 

Derby Krakowa z 1938 roku - bramkarz Wisły Jerzy Jurowicz i piłkarz Cracovii w walce o Derby Krakowa z 1938 roku - bramkarz Wisły Jerzy Jurowicz i piłkarz Cracovii w walce o Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Padały ze zmiennym szczęściem

1 maja 1938: Wisła - Cracovia 2:2
W 1938 roku dziennikarz "PS" próbował wyjaśnić, na czym polega fenomen derbów Krakowa. To był 67. mecz Cracovii i Wisły. "Kto nie był świadkiem walki Cracovia - Wisła, kto nie umiał wczuć się we fluid unoszący nad trybunami, ten meczu tego nigdy nie zrozumie. Mecz Cracovia - Wisła to widowisko specyficzne, pełne wielkich napięć i wyładowań. Dzisiejsze spotkanie miało jednak jeszcze jeden moment, który przyczynił się wybitnie do spotęgowania napięcia. Czynnikiem tym były bramki. Padały one od samego początku. Padały ze zmiennym szczęściem. Przez 25 minut ważyły się losy to w jedną to w drugą stronę. Trybuna falowała, to znów zamierała w bezruchu. Zależnie którą stronę darzyła sympatiami".
Po świetnej pierwszej połowie, w drugiej obie drużyny spuściły mocno z tonu. "Bramek zabrakło, pozostały tylko dobre chęci. Po pauzie sytuacja zmieniła się. Początkowo obustronne zmagania, a później lepsza gra Cracovii. Znów wzmógł się moment napięcia. Jedni czekali z drżeniem serca na "realizację", drudzy, "modlili się", by chłopcy ich dali z siebie wszystko i nie dopuścili do klęski. Tak płynęły długie minuty, które... nie przyniosły zmiany. Widz oddychał z ulgą i wychodził za bramę. Miał dość naprężenia, pozostał czas na spokojną analizę i krytykę".

derby KrakowaFot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

 

Derby Krakowa z 1939 roku - kibice na trybunach w czasie meczu. Derby Krakowa z 1939 roku - kibice na trybunach w czasie meczu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wimbledon, Oxford-Cambridge i... sardynkowa prasa

7 maja 1939: Wisła - Cracovia 5:1
69. derby Krakowa "wzbudziły nieprawdopodobne wprost zainteresowanie w kołach nie tylko sportowych całego miasta. Zainteresowanie to zwiększa fakt, iż wszystkie drużyny krakowskie znalazły się obok Ruchu u czoła tabeli ligowej, udowadniając, iż piłkarze grodu podwawelskiego zechcą poważniejszą w tym mroku odegrać rolę w mistrzostwach Polski. Zainteresowanie zawodami jest niebywałe, dość powiedzieć, iż osiem pociągów popularnych przywiezie tysiące osób na ten mecz, które przyjeżdżać będą ze wszystkich pobliskich miejscowości. Pociągi zostają uruchomione z Katowic, Chorzowa, Tarnowa, Rzeszowa, N. Sącza, Oświęcimia, Bielska itd." - informował "Ilustrowany Kuryer Codzienny".
"Nowy Dziennik" już wtedy to spotkanie nazywał świętą wojną. "Historia walk o prymat piłkarski pomiędzy Wisłą a Cracovią datuje się już od przeszło 30 lat i przechodziła różne perypetie. Zawsze jeszcze gromadzi ta "święta wojna" tysiące widzów, elektryzuje i emocjonuje cały krakowski świat sportowy, a trasa od plant uniwersyteckich do stadionu miejskiego roi się od nieprzebranych tłumów i sznurów aut i dorożek. Kraków wygląda wówczas jak milionowe miasto. Żadne wypadki polityczne nie mogą usunąć w cień derby piłkarskiego Krakowa. Już prawie jak finał Cupu Anglii, wyścig Oxford - Cambridge albo Wimbledon w miniaturze. Nie radziłbym tylko nikomu wybrać lokomocji tramwajowej linii Nr 4. Ta przejażdżka to raczej reminiscencje tramwaju konnego sprzed 40 lat, a również sardynkowa prasa w najsłowniejszym znaczeniu".
Mecz przebiegł bez ekscesów. "W porównaniu z ubiegłymi laty była ona [atmosfera] znacznie spokojniejsza, zarówno nastawienie graczy, jak też i reakcja trybuny, pozbawione były tych wielkich wyładowań, które zwykle odbierały grze właściwe piękno i powodowały nieprzewidziane wyskoki" - informował "PS".
Kibice skupili się na grze, bo... ?zdobycie przez Wisłę bramki w pierwszej minucie wniosło odrazu do gry czynnik zwiększonego zainteresowania. Giergiel przebiwszy się przytomnie strzelił w róg i Wisła objęła momentalnie prowadzenie. Oczywiście że poderwało to oba zespoły, które ze zwiększoną pasją rzuciły się do walki. O ile jednak Cracovia nie zdołała niczego uzyskać, o tyle Wisła strzeliła jeszcze dalsze dwie bramki przez Giergiela w 25. min, Artura w 36. min. Szczególnie piękna była bramka Artura, który ciągnąc z daleka, umiał zmylić obrońców, a potem strzelić przytomnie w górny róg bramki".
"Głos Narodu" nie miał wątpliwości: "Tradycji stało się zadość. Cracovia została rozgromiona przez Wisłę 1:5! Ale na karb tradycji można złożyć tylko wysokość wyniku, bo Wisła wygrała zasłużenie, może trochę za wysoko. Na dobrą sprawę Cracovia nawet miała może więcej z gry i gdyby wyzyskała wszystkie sytuacje podbramkowe - jak to uczyniła nieledwie Wisła - wynik zapewne byłby inny. Ale to nie tłumaczy Cracovii, a przeciwnie obciąża jej konto. Wisła zaprodukowała nam - nie po raz pierwszy w tym sezonie - prawdziwy, nowoczesny football. Obrona twarda, ale grająca fair, pomoc pracowita, doskonała w ofensywie - zwłaszcza świetny "Neron" (co za paskudne pseudo!)".


Korzystaliśmy z serwisów wikipasy.pl i historiawisly.pl. Fotografie pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego

Więcej o: