Bolesne porażki absolwenta prawa Jacka Bednarza, prezesa Wisły

Nosa Jackowi Bednarzowi utarli, głównie w kwestii interpretacji przepisów, m.in. 22-letni Adam Kokoszka, piłkarze z zagranicy czy ostatnio Cezary Wilk. Za każdym razem absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zapewniał, że racja jest po stronie klubu. Za każdym razem jednak się mylił.

Cezary Wilk jednak wolnym zawodnikiem

Pod koniec lipca na konferencji prasowej prezes Wisły zapewniał, że w sporze z Wilkiem, racja jest po stronie klubu. Piłkarz złożył do PZPN wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu, który zalegał mu z wypłatami. - Wpłynął dokument podpisany przez zawodnika z prośbą o rozwiązanie kontraktu w związku z zaległościami. Według władz klubu nie ma jednak do tego podstaw. Faktycznie m.in. wobec Czarka były zaległości, ale miesiąc temu spłaciliśmy 2/3 - mówi Bednarz.

Wilk był innego zdania w środę przyznała mu rację Izba ds. Rozwiązywania Sporów. Wisła będzie musiała spłacić pozostałe zaległości (niewykluczone też, że wypłacić do końca sumy wynikające z kontraktu) i nic na piłkarzu nie zarobi.

 

Cwetan Genkow rozwiązał jednostronnie kontrakt

Cwetan Genkow przysłał po  sezonie do klubu pismo, w którym jednostronnie wypowiedział umowę Wiśle, oczywiście z powodu zaległości. W klubie liczono jednak, że uda się go sprzedać i przy okazji zaoszczędzić na wysokim kontrakcie (około 300 tys. euro). Prezes Bednarz na początku nie chciał komentować sprawy napastnika. Później okazało się, że klub liczył też na to, że Genkow w zamian za dogadanie się, zrzeknie się 120 tys. euro. Krakowianie nie wydali certyfikatu i Bułgar nie mógł pomóc Levskiemu Sofia w europejskich pucharach.

- Cwetan rozwiązał kontrakt i my też tak na to patrzymy. Chcemy, by to potwierdził także w kwestii naszych zobowiązań wobec niego. Jeśli tak się stanie, nie widzę problemu, byśmy rozstali się jak dżentelmeni po uregulowaniu, co jesteśmy sobie winni - mówił Bednarz.

Jeszcze pod koniec lipca Bednarz mówił, że sprawa nie została zakończona. Tymczasem Genkow zagrał już w lidze bułgarskiej trzy mecze i strzelił dwie bramki.

Milan Jovanić wypowiedział umowę. Prezes uważał, że nie miał formalnych podstaw

- Rozwiązałem umowę z Wisłą - oznajmił Jovanić pod koniec grudnia 2012 roku.

Menedżer bramkarza przysłał pismo oznajmiające, że jego klient zrywa kontrakt z powodu m.in. opóźnień w wypłatach. W tej sytuacji umowa zostałaby zakończona z winy klubu i krakowianie mieliby wypłacić zawodnikowi cały kontrakt obowiązujący do czerwca 2015 r.

- Uważamy, że nie miał do tego formalnych i faktycznych podstaw - podkreślał Bednarz. - Latem chciał wyjechać do Serbii i poprosił o zgodę na wypożyczenie, ale zażądał, byśmy płacili mu wówczas 75 proc. wynagrodzenia. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Zaproponowałem, że możemy za darmo go gdzieś wypożyczyć, by się odbudował, ale wyraźnie mówił, że dla niego liczą się pieniądze.

W końcu Jovanić został przesunięty do Młodej Ekstraklasy, bo trenerzy mieli sporo zastrzeżeń do jego pracy. O tym fakcie Bednarz poinformował również pełnomocnika Jovanicia. - Po dwóch miesiącach wrócił do pierwszej drużyny, ale znów mieliśmy zastrzeżenia do jego postawy. Pewnie już wtedy czekał na odpowiedni moment, by odejść. Nie zgadzamy się jednak ze sposobem, w jaki to zrobił - podkreśla Bednarz. - Zgodnie z przepisami nie można jednostronnie rozwiązać kontraktu, a tak właśnie postąpił Milan. Uważamy dlatego, że nie miał do tego formalnych i faktycznych podstaw.

Wisła wzywała piłkarza do stawienie się klubie, ale Jovanić nie zamieerzał słuchać - wrócił do Serbii i jest piłkarzem Spartaka Subotica.

Prawo Webstera po stronie Adama Kokoszki

W 2008 roku Kokoszka złożył dokumenty o rozwiązanie kontraktu z Wisłą na podstawie prawa Webstera. Uważał, że 1 lipca mijają trzy lata, odkąd obowiązuje jego umowa, więc mógł opuścić klub za równowartość 24 wypłat. Bednarz, wtedy dyrektor sportowy, skrupulatnie wypunktował błędy proceduralne w postępowaniu Kokoszki: aneks podnosi zarobki piłkarza, więc czas trwania kontraktu liczy się od nowa, a Wisła nie otrzymała żadnych pieniędzy. Wniosek był zawsze ten sam: Kokoszka o zmianie klubu na podstawie prawa Webstera może zapomnieć. FIFA przyznała jednak rację obrońcy, który wkrótce znalazł sobie nowy klub - Empoli.

Bednarz uwierzył agentowi Łukasza Garguły

Na początku 2008 roku Wisła zapewniała, że Garguła lada chwila dołączy do drużyny. Wystarczy na konto GKS przelać 300 tys. euro. Klub z Bełchatowa żądał nawet 2 mln euro. Bednarz i prezes Marek Wilczek mieli usłyszeć od agenta piłkarza, że w aneksie do kontraktu piłkarz widnieje suma odstępnego. Bednarz ustalił z piłkarzem warunki kontraktu indywidualnego i wysłał do Bełchatowa umowę transferową opiewającą na 300 tys. euro.

Prezes Wilczek zapewniał "Gazetę", że widział kontrakt piłkarza i wszystkie aneksy. Później Wisła zaczęła się z tego wycofywać. - Żadnego kontraktu nie widzieliśmy - zapewniał Bednarz. - Nie mamy nawet do tego prawa. Opieramy się na zapewnieniach pana Radosława Osucha [wtedy menedżer piłkarza - przyp. red.].

Bednarz i Wilczek dali się w 2008 roku wywieść w pole, bo PZPN nie miał wątpliwości - zapis o sumie odstępnego został wcześniej zniesiony.