Już w sobotę 2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski. "Rozwija się błyskawicznie" [WYWIAD]

- Nie chodzi nam o jak największą liczbę uczestników. Bardziej zależy nam, by biegacze czuli się komfortowo i wyjeżdżali z Krakowa uśmiechnięci - podkreśla Krzysztof Kowal, dyrektor 2. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



Andrzej Klemba: Imprezy na koniec sezonu zaczęliście od Biegu Trzech Kopców...

Krzysztof Kowal: Cieszymy się bardzo, że ta impreza tak się rozwinęła. Potwierdza to fakt, że po raz pierwszy w tym roku miała tytularnego sponsora - PZU. To gwarantuje, że bieg będzie coraz lepiej organizowany, a przez to będzie miał większą jakość i komfort dla uczestników. W przypadku tej imprezy mamy kłopot... bogactwa. To znaczy, że chętnych do startu jest więcej niż limit miejsc. Doszliśmy do magicznej liczby 2,5 tys. uczestników - więcej tą trasą biec nie może.

Myślimy dwutorowo, co zrobić z tak dużym zainteresowaniem B3K. Zastanawiamy się, co zrobić z trasą, jak ją zabezpieczyć, by pomieścić większą liczbę uczestników. To jednak trudna sprawa, bo na starcie jest dość wąsko. Drugi pomysł to start w dwóch turach, gdyby chętnych było np. tysiąc czy dwa tysiące więcej niż obecny limit.

Po raz drugi organizujecie Półmaraton Królewski...

- To właściwe zakończenie sezonu. Po raz drugi organizujemy ten bieg z PZU. A już podpisaliśmy też umowę na edycję w 2016 roku. Półmaraton rozwija się błyskawicznie. Już miesiąc przed startem mieliśmy ponad pięć tysięcy zgłoszeń [rok temu ukończyło bieg 3740 osób - przyp. red.]. Liczymy, że teraz co najmniej właśnie tyle zamelduje się na mecie półmaratonu. Staramy się uatrakcyjnić ten bieg zarówno dla startujących, jak i dla kibiców. Dlatego start jest koło Tauron Areny Kraków, a meta wewnątrz. Chcemy pokazać biegaczom i ich bliskim, a także mieszkańcom miasta, jaki to piękny i funkcjonalny obiekt. Oczywiście biegniemy też przez Stare Miasto, Trakt Królewski i Rynek Główny, bo uczestnicy to uwielbiają.

Bieg odbędzie się w sobotę.

- Ostatnio mamy takie "szczęście", że ktoś nam ciągle miesza z terminami. Półmaraton miał być 25 października, ale na ten dzień zaplanowano wybory parlamentarne. Oczywiście nie chcieliśmy w ten dzień blokować miasta, więc przenieśliśmy imprezę na sobotę. Być może nawet tego dnia będzie można liczyć na większą frekwencję. Tym bardziej że przygotowaliśmy wiele atrakcji pod halą, m.in. dla dzieci, a dla początkujących biegaczy po raz pierwszy organizujemy "Krakowską piątkę z PZU". No i oczywiście oficjalne bicie rekordu Guinnessa na największe pasta party. Liczymy, że 7 tys. porcji uda się zjeść. Zapraszamy wszystkich, bo to ma być też zabawa dla mieszkańców i całych rodzin. To będzie coś nowego i wierzę, że atrakcyjnego.

Skąd pomysł na finisz w hali?

- Na którymś z maratonów widziałem, że tak właśnie usytuowano metę. Każdy, kto kończył bieg, dostawał głośny doping publiczności, a co nie mniej ważne dla nas, mógł szybko skorzystać z pryszniców i szatni, co w przypadku imprezy pod koniec października i pogody, która może być bardzo różna, jest bardzo ważne. Jeśliby padało, szybko się ogrzeją i dojdą do siebie.



Maraton ma nowego sponsora.

- Przez trzy lata owocnie współpracowaliśmy z PKO i bieg stał się bardziej rozpoznawalny. Po zakończeniu umowy rozpoczęliśmy rozmowy z innymi firmami i efektem jest trzyletnia umowa z PZU. Jesteśmy zadowoleni z warunków. Firma chyba też, bo zdrowy tryb życia, a zwłaszcza bieganie jest jednym z punktów ich polityki prozdrowotnej. Dla nas też promowanie maratonu to nie tylko zachęcanie do biegania, ale także popieranie zdrowego sposobu na życie. Z tym sponsorem mamy bardzo dobre doświadczenia z zeszłorocznego półmaratonu królewskiego. Dlatego liczymy, że ten jubileuszowy, piętnasty maraton, 15 maja, będzie na piątkę.

Wkład PZU jest znaczący, to nie tylko pieniądze, ale także inne świadczenia, bo nasz partner organizuje np. imprezy towarzyszące, reklamuje się w mediach. Procentowo można powiedzieć, że jeśli koszty maratonu wynoszą 100 proc., to sponsor pokrywa około połowy.

W Polsce jest moda na bieganie i organizuje się coraz więcej biegów, w tym maratonów. Co robić, by przyciągać biegaczy?

- Mamy za sobą mnóstwo rozmów, w którą stronę maraton powinien iść i dlaczego tak bardzo liczba startujących nie rośnie. U nas i tak jest dobrze, bo nie spada. A niektóre maratony mają problemy z odpływem startujących. Wiąże to się z tym, że organizuje się coraz więcej takich biegów, więc maratończycy mają w czym wybierać, a nie da się w jednym roku wiele razy w nich wystartować.

Dla nas jest ważne, by liczba uczestników rosła, ale jeszcze ważniejsze jest to, by przed biegiem i podczas czuli się jak najbardziej komfortowo, a wyjeżdżali z Krakowa uśmiechnięci. Zapewniamy im opiekę medyczną, masaże, odpowiednie posiłki. Chcemy, by przyjeżdżali kilka dni wcześniej, by cała rodzina maratończyka znalazła coś dla siebie. Stąd też był pomysł organizacji trwających trzy dni Krakowskich Spotkań Biegowych, których finałem jest maraton. Jest tyle biegów, że każdy, podkreślam każdy, znajdzie coś dla siebie.