Rajd Dakar. Rafał Sonik po 2. etapie: Najbardziej zmęczyłem... struny głosowe

Obrońca tytułu stracił na drugim etapie do lidera prawie siedem minut. - 20-30 km jechałem w kurzu, w tempie spacerowym - podkreślał Sonik.
Kierowca quada narzekał, że na wąskiej i krętej drodze trudno mu było wyprzedzić rywali. - Odcinek specjalny miał 350 km, z czego 300 km spędziłem w oczekiwaniu. Najbardziej zmęczyłem struny głosowe, bo co dojeżdżałem do zakrętu i ktoś przede mną hamowałem to krzyczałem: "Puść! Puść!". I tak co chwilę, bo było bardzo kręto - opowiada Sonik. - Był zawodnik, którego wyprzedzenie zajęło mi 30 km, bo inaczej naraziłbym się na niebezpieczeństwo. Przeskoczyłem siedmiu czy ośmiu zawodników i nie wiem ilu motocyklistów, ale za każdym razem musiałem ważyć ryzyko.

Na razie krakowianin nie przejmuje się, że musi odrobić prawie siedem minut do lidera Casale. - Nie możemy do końca patrzeć na to w kategorii straty, bo Ignacio jechał w czołówce z motocyklistami i mógł w ogóle nie wyprzedzać. Miałem odcinki proste, gdzie nie wiało i 20-30 km jechałem w kompletnym kurzu. Z tego powodu tempo było spacerowe, bo używałem drugiego lub trzeciego biegu. Nic zupełnie nie wiedziałem. Trudno więc policzyć, ale te problemy kosztowały mnie na pewno około 15 minut - szacuje Sonik.

We wtorek trzeci etap z Termas de Rio Hondo do San Salvador de Jujuy. Do przejechania będzie 663 km, z czego 314 to odcinek specjalny.