Sport.pl

Rafał Sonik: Jestem człowiekiem spełnionym, ale... [ROZMOWA]

Rozmawiał Łukasz Szpyrka
19.01.2015 , aktualizacja: 20.01.2015 11:55
A A A

RODRIGO ABD/AP

- Chcę pokazać, że Polak może wejść na szczyt. I to niejeden raz - mówi Rafał Sonik, zwycięzca Rajdu Dakar 2015.
Tutaj znajdziecie wszystko o walce Rafała Sonika podczas Rajdu Dakar »

Łukasz Szpyrka: Jest pan przesądny?

Rafał Sonik: Trochę tak.

Pytam, bo to pana siódmy start w Dakarze. I ta siódemka okazała się szczęśliwa.

- Rzeczywiście tak jest, bo do tej pory wiodło mi się ze zmiennym szczęściem. Byłem piąty, czwarty, dwukrotnie trzeci, rok temu drugi, a teraz pierwszy. Retrospektywnie patrząc, nie mogło być jednak lepiej.

Dakar to ogromny wysiłek, dwa tygodnie ścigania się na najwyższym poziomie. Co było kluczem do zwycięstwa w tak trudnym rajdzie?

- Wytrwałość, determinacja i to, co w Dakarze najważniejsze - umiejętność powstrzymywania siebie, czyli cierpliwość. Dakar nie daje szansy na zwycięstwo tak jak np. w pokerze, gdzie liczy się dobra "ręka", czyli jednorazowy moment. To tak długi rajd, w którym każdy zawodnik ma chwile słabości, euforii, przerażenia, stresu czy rezygnacji. Ale też chwile niezwykłego szczęścia. Dakar to życie w pigułce, to życie, które trwa dwa tygodnie. Przyjmuje się je ze wszystkimi jego częściami, a wobec tego warunkiem na sukces jest to, co w życiu - nie poddawać się, nie ulegać euforii, jeśli są ku temu powody, a nieustannie się dyscyplinować. Trzeba pokazać, że umie się jechać nie tylko rękami, nogami czy umiejętnościami technicznymi, ale że potrafi się jechać z głową. Tak jak tym razem Krzysztof Hołowczyc. Jego wynik jest fantastyczny i pokazał właśnie w tym roku, jak jechać z głową.

Kiedy poczuł pan, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki? W momencie, kiedy wycofali się Ignacio Casale i Sergio Lafuente, czyli najgroźniejsi rywale?

- Nie można powiedzieć, że zwycięstwo w Dakarze to coś, co można opisać jako "na wyciągnięcie ręki". Triumf w tym rajdzie jest wątpliwy do samego końca, do ostatniego kilometra. Nie czułem ani przez moment, że jest na wyciągnięcie ręki. Czułem natomiast, że mogę zwyciężyć Dakar od samego początku. W ubiegłym roku ścigaliśmy się z Ignacio Casale i Marcosem Patronellim. Pokonałem tych zawodników na najtrudniejszym odcinku tamtego rajdu, czyli w górach. Gdybym nie był przekonany, że mogę teraz wygrać, to bym nie przyjeżdżał. Czułem od początku, że mogę zwyciężyć, ale do tego potrzeba było zbiegu wielu różnych okoliczności, ale też trzeba było ustrzec się od błędów. I tak naciskać najlepszych zawodników, by to właśnie ich skłonić do pomyłek. To jest po prostu wojna psychologiczna. Wszyscy umiemy doskonale jeździć technicznie, ale nie każdy z nas ma taką samą psychikę.

Ogromne znaczenie miała też chyba taktyka. Ostatnie etapy pojechał pan zdecydowanie inaczej. Już się pan nie ścigał, nie podkręcał tempa, tylko jechał spokojnie i utrzymywał przewagę.

- Oczywiście, bo w Dakarze ze 100 tys. błahych powodów można wypaść albo zrobić sobie krzywdę. Nie można jednak wygrać go przez przypadek. Trzeba nie tylko ustalić taktykę, ale umieć ją zastosować. Zarówno na odcinki, gdzie temperatura wynosi 50 stopni Celsjusza, jak i spada poniżej zera. Na etapy na poziomie morza i w wysokich górach - ok. 5 tys. m n.p.m. To wymaga ogromnej dyscypliny, ale uczyłem się jej od wielu lat.

Euforia po zwycięstwie możliwa była dopiero na mecie, ale Dakar to też wiele trudnych momentów. Który był największy?

- Padały na nas kolejno trudne czy wręcz przerażające wiadomości. Gdyby to był mój pierwszy czy drugi Dakar, to prawdopodobnie bym się załamał. Ale był to mój siódmy rajd i wiedziałem, że, niestety, nie mam na te wiadomości wpływu. Jedyne, co mogłem zrobić, to przyjmować do siebie to, co się dzieje. I wieźć ze sobą - w sercu i umyśle. Jechało ze mną to, co się stało z synem Jacka Czachora Michałem Hernikiem i samochodem Adama Małysza. Przez te historie Dakar pokazuje, jak bardzo twardzi musimy być w życiu. Mieć serce, ale też bardzo dużo w sobie wytrzymałości i determinacji.

Jak śmierć Hernika wpłynęła na pana, zespół czy inne załogi?

- Znałem Michała od dwóch czy trzech lat, czyli czasu, od kiedy zaczął jeździć w rajdach i przygotowywać się do Dakaru. Stało się coś niesamowitego, bo chyba też po prostu nie wytrzymał psychicznie. Mam na quadzie czarną tasiemkę, którą po tej sytuacji wieźli wszyscy sportowcy. Mam nadzieję, że chociaż cząstkę jego życiowych marzeń udało nam się spełnić, dojeżdżając do mety. To było jego wielkie marzenie, ale, niestety, nastąpiła tragedia. Jedyne, co mogę w tej sytuacji powiedzieć, to że starałem się chociaż symbolicznie dowieźć marzenia Michała do mety.

Pan też przeżywał w pewnym momencie bardzo niebezpieczne chwile...

- Na dziesiątym etapie miałem wypadek. Część trasy była nieoznakowana. Nie było zaznaczonej wielkiej dziury - takiej, przy której powinny być dwa, a nawet trzy wykrzykniki. Wpadłem w nią i wyleciałem w powietrze. Przy bardzo dużej prędkości trafiłem w przeszkodę, a quad ciągnął mnie po skałach. Strasznie się poobijałem i cudem udało mi się wrócić na trasę. Dzięki temu, że udało mi się go utrzymać, mogłem jechać dalej. Choć byłem cały posiniaczony, pokrwawiony i poobijany.

Podczas tego rajdu człowiek musi żyć z maszyną. Obawiał się pan bardziej o siebie czy o quada?



- Zawsze bardziej martwię się o sprzęt niż o siebie. Wiele lat temu powiedziałem, że dopóki quad nie padnie, to ja też nie. Wytrzymał, ale na Dakarze jest tak, że o pojazd trzeba dbać bardziej niż o siebie. Jeśli przydarzy się pierwsza awaria i tego się nie naprawi, to później jest coraz gorzej.

  • 8
  • 3
Komentarze (25)
Zaloguj się
  • jagra2909

    Oceniono 35 razy 21

    Żeby inwestować w sportowców trzeba przede wszystkim wychować zdrowe i ruchowo sprawne dzieci, a u nas nadal sa szkoły, w których nie ma przyzwoitych sal gimnastycznych, a zamiast lekcji wfu - rekolekcje.

  • palo_ma1

    Oceniono 52 razy 12

    Promowanie ryku quadów w lasach to ostatnia rzecz, panie Sonik, na której mi zależy.

  • odier

    Oceniono 48 razy 8

    Panie Sonik gratuluję wygranej ale to zabawa dla bogatych. Co to za sport? Dlatego bardziej cenię skoki narciarskie, sporty olimpijskie przede wszystkim a nie realizowane ambicje Sonika czy Sołowowa...sorrry ale mnie to nie interesuje...

  • vienna007

    Oceniono 8 razy 6

    wiecznie wam cos nie pasuje - taka to natura nieudacznikow!
    A Sonik ma was wszystkich gleboko w d.... .... i ma racje!
    Gratuluje Panie Rafale sukcecu!

  • napletekgandalfa

    Oceniono 30 razy 6

    Panie panie. Zgłoś się do premierzycy, ostatnio ma gest ma "gest" w rozdawaniu nie swoich pieniędzy.

  • lefebvre

    Oceniono 30 razy 6

    Następny... Inwestować w paralotniarstwo, brydża sportowego, szachoboks i skoki do wody, tylko . Jeśli Polacy będą chcieli dumy ze zwycięstw w rajdach, to znajdą się inwestorzy, znajdzie się kasa. Jeśli się nie znajdzie, to przykro mi, life is brutal - będzie to oznaczać, że ten sport Polaków nie obchodzi.

  • poatyzator

    Oceniono 60 razy 4

    Mam nadzieję, że nie będziecie inwestować w quady i inne "sporty" motorowe. Dość już podczas biegania mnie motorków mijało.

  • jasio_kowalczykover

    Oceniono 3 razy 3

    Gość ma nosa, hehe :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Ekstraklasa 2015/16

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Legia Warszawa 37 43 70-32 21 10 6
2 Piast Gliwice 37 40 60-45 20 9 8
3 Zagłębie Lubin 37 38 55-42 17 9 11
4 Cracovia Kraków 37 36 66-50 16 10 11
5 Lechia Gdańsk 37 32 53-44 14 10 13
6 Pogoń Szczecin 37 30 43-43 12 17 8
7 Lech Poznań 37 27 42-47 14 6 17
8 Ruch Chorzów 37 21 40-60 11 8 18
9 Wisła Kraków 37 32 61-45 12 15 10
10 Śląsk Wrocław 37 31 41-46 12 12 13
11 Jagiellonia Białystok 37 28 46-62 13 6 18
12 Korona Kielce 37 27 39-45 10 15 12
13 Termalica Nieciecza 37 26 39-50 10 12 15
14 Górnik Łęczna 37 24 40-53 10 9 18
15 Górnik Zabrze 37 23 38-51 6 18 13
16 Podbeskidzie 37 20 45-63 9 12 16

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa