Sport.pl

Rosyjski tenis. Improwizacja, polityka i spiski

W sobotę i niedzielę rozegrany zostanie mecz ćwierćfinałowy Pucharu Federacji między Polską a Rosją. Do Krakowa przyjechały czterokrotne triumfatorki turnieju. Wiele spośród rosyjskich tenisistek fachu uczyło się, odbijając piłkę z chłopcami. Potem emigrowały. - W Rosji tenis jest tam, gdzie jest kochany. Rozwija się w regionach, gdzie we władzach są fani tego sportu - mówi szef rosyjskiej federacji.
Facebook? » | A może Twitter? »


Pierwszy finał Wielkiego Szlema to sportowe przeżycie z gatunku największych. W 2004 roku, na korcie Philippe'a Chartiera, głównej arenie turnieju Rolanda Garrosa, w ostatnim meczu turnieju kobiet zmierzyły się Anastazja Myszkina i Jelena Dementiewa - debiutantki na tym poziomie. Obie mogły się jednak wspierać, bo zanim zaczęły grać o trofea, przez lata zmagały się o... pizzę, która była stawką sparingów w tenisowej szkole Spartaka Moskwa. W Paryż u zwyciężyła Myszkina. Potem okazał o się, że był to jej jedyny wielkoszlemowy triumf.

Putin nie lubi tenisa

Gdy wróciła do Moskwy, na obiad zaprosił ją Borys Jelcyn, emerytowany prezydent Rosji i wielki fan tenisa. - On jest dla nas tenisistów jak dziadek. Rozmawialiśmy o meczach, mówił, jak mamy grać. Polecił mi więcej uderzać po linii i poprawić serwis. Mówił też, że powinnam grać w debla z Jeleną - przyznała Myszkina, kapitanka reprezentacji Rosji w Pucharze Federacji.

O ile dla sportowców Jelcyn był jak dziadek, to dla całego rosyjskiego tenisa jest ojcem chrzestnym. - Teraz ten sport stracił zainteresowanie najwyższych władz, Putin nie lubi tenisa. Za Jelcyna było inaczej - mówi Karol Stopa, komentator Eurosportu.

Zmarły w 2007 roku prezydent Rosji w młodości był świetnym zawodnikiem. Grał nawet wtedy, gdy był u szczytu władzy. Za osobistego trenera upatrzył sobie Szamila Tarpiszczewa, kapitana Sbornej w Davis Cup. Później mianował go ministrem sportu i tenis stał się jedną z hojniej dotowanych dyscyplin. Zbiegło się to z uznaniem go za dyscyplinę olimpijską, a złoty medal igrzysk to dla Rosjan najwyższy laur sportowy.

- W Rosji tenis jest tam, gdzie jest kochany. Rozwija się w regionach, gdzie we władzach są fani tego sportu - mówił Tarpiszczew w rozmowie z "The Moscow Times".

Dziś jest "tylko" szefem rosyjskiej federacji tenisowej. To on w październiku został zdyskwalifikowany przez WTA za nazwanie sióstr Williams "braćmi". Musi do tego zapłacić 25 tys. dolarów. W obronę wziął go Witalij Mutko, minister sportu związany ze środowiskiem piłkarskim.

Spartak jak Barcelona

Gdy Jelcyn z Tarpiszczewem zabrali się do rozwijania tenisa, korty rosły jak grzyby po deszczu w różnych częściach kraju. W kilkanaście lat liczba miejsc, gdzie dzieci mogą machać rakietami, wzrosła z 200 do 2,5 tys.

Niedoścignionym wzorem pozostała jednak akademia Spartaka, założona pod koniec lat 70. To do niej przez lata, oprócz najbardziej utalentowanych dzieci z Rosji, zjeżdżali dziennikarze z całego świata, którzy chcieli poznać sekret pracy z młodymi tenisistami. To podobne miejsce do szkół sprinterów z Jamajki czy piłkarskiej akademii Barcelony. Reporterzy zastali tam 21 kortów ziemnych, na których dzieciaki uwijają się lecie, i dziewięć zamkniętych hal, gdzie z dwiema setkami dziećmi pracuje dwunastu trenerów.

Jednym z nich jest Igor Wołkow, który w rozmowie z "Russia Today" zwraca uwagę , że kluczem do sukcesu są dobrzy trenerzy, nie warunki. - Każdy szkoleniowiec ma tutaj dyplom. Europejczycy i Amerykanie zwracają uwagę na rozwój fizyczny, nie techniczny, jak tutaj. Dlatego u nas jest inaczej - mówi.

Dementiewa dla "ESPN": - Spartak to zwykły klub, jak każdy inny, ale tutaj mamy zawodników utalentowanych i zdesperowanych. Rywalizacja to najlepsza motywacja i inspiracja do rozwoju. To coś, czego nie kupi się za pieniądze.

W moskiewskim klubie trenerzy często muszą improwizować. Na jednym korcie gra kilkoro dzieci i trzeba wymyślać dla nich specjalne ćwiczenia. Do tego gdy dziewczynki nie mają z kim grać, to mierzą się z chłopcami. - Młodzieniec uderza mocniej. Dlatego chłopcom trudniej jest o rozwój - mówi trenerka Jewgienia Kulikowska.

Odbija się to potem na wynikach seniorów. W pierwszej setce rankingu WTA jest sześć Rosjanek, z kolei u mężczyzn jest tylko jeden Rosjanin - Michaił Jużny, który choć wciąż może zachwycać swoim jednoręcznym bekhendem, to najlepszym tenisistom już raczej nie zagraża.

Drugiej Anoczki nie będzie...

Wychowane w Spartaku tenisistki (Dementiewa, Myszkina, Dinara Safina, Nadia Petrowa, Wiera Zwonariowa) długo zajmowały miejsca w pierwszej piętnastce rankingu. - Dobre środowisko to podstawa. Tutaj wychowujemy zwycięzców - twierdzi Kulikowska.

Pierwszą rosyjską tenisistką, która wdarła się na wysokie miejsca rankingu w 1998 roku, była Anna Kurnikowa, dziś znana przede wszystkim jako celebrytka. Ani razu nie wygrała turnieju wielkoszlemowego, choć wielu mówi, że było jej to pisane. Tak uważała choćby Larysa Preobrażenska, legendarna trenerka tenisa w Spartaku. - Anoczka miała tę magię, której nie da się opisać. Od początku nie można było odwrócić od niej wzroku - wspomina w rozmowie z "The Moscow Times". - Będziemy mieli mistrzów ze Spartaka, ale nigdy takiej Ani - kończy.

To, że talent to tylko malutka część sukcesu, to już wyświechtany slogan. Żeby wygrać wielki turniej, trzeba ciężko pracować. Ale nie tylko. Wielu z wychowanków Spartaka bardzo wcześnie wyjeżdża z Rosji i fachu uczy się w zachodnich akademiach. Koszty utrzymania tenisisty w kraju są za duże, a ośrodki treningowe niewystarczające. Do tego, jak mówi Tarpiszczew, budżet rosyjskiej federacji to ledwo 8 mln dol. Stany Zjednoczone wydają rocznie 225 mln.

Dlatego utalentowana, urodzona w Moskwie 20-letnia Irina Kromaczowa najbliżej na pierwsze treningi miała właśnie do Spartaka, ale jako nastolatka grała już w akademii Justine Henin i teraz zastanawia się nad przyjęciem belgijskiego paszportu.

...ale jest Maria

Przyszłości w Rosji dla Marii Szarapowej jej rodzice nie widzieli już bardzo wcześnie. Miała siedem lat, gdy wyjechała na Florydę i tam zaczęła odbijać piłki pod okiem słynnego Nicka Bolleteriego. Była tak utalentowana, że obok niej szybko pojawili się sponsorzy. Gdy miała 17 lat, w 2004 roku, wygrała Wimbledon. Było to ledwo kilka tygodni po tym, gdy Myszkina i Dementiewa walczyły w Paryżu.

Świat oszalał na punkcie Szarapowej. Pozowała do pism modowych, ale choć porównywano ją z Kurnikową, to nie poszła jej drogą. Do Krakowa przyjeżdża jako finalistka Australian Open i nr 2 światowego tenisa.

- Jest całkiem amerykańska, mówi po amerykańsku, bo nie po angielsku. Świetnie się odnajduje w zachodnim świecie ze swoją urodą i charakterem - mówi Witold Domański, komentator Eurosportu. Amerykańskie wychowanie na Zachodzie uznawane jest za zaletę, ale w Rosji wzbudza podejrzenia. W 2007 roku Władimir Kamelzon, najważniejszy trener tenisowy w kraju i kapitan reprezentacji, oskarżył Szarapową o to, że unika gry dla Rosji. Winą za to obarczył właśnie jej otoczenie. - Jej doradcy to Amerykanie, a oni nigdy nie pozwolą jej grać dla Rosji - mówił.

Gdzie widać spiski?

Dziś Kamelzon nie jest już kapitanem reprezentacji, ale wciąż pojawia się tam, gdzie grają Rosjanie. Pełni bliżej niesprecyzowaną funkcję. A to mówi się o nim jako o trenerze, a to jako o menedżerze. Choć kapitanką reprezentacji w Pucharze Federacji jest Myszkina, to właśnie doświadczony trener podjął decyzję, żeby do Krakowa zabrać Swietłanę Kuzniecową, starszą zawodniczkę. Dlaczego? Kamelzon uznał, że Polacy będą wrogo nastawieni do Rosjanek, a młode tenisistki by tego nie wytrzymały. W niedawnym wywiadzie dla Gazeta.ru szkoleniowiec żalił się, że tenisiści mają teraz własne kalendarze i wszyscy spotykają się dopiero na zgrupowaniach przed Pucharem Davisa lub Federacji. Narzekał, że przejście z juniora do seniora jest trudne, że młodzi nie dorastają. Mówił, że takie samo zdanie ma Tarpiszczew.

Obaj panowie nie zawsze się jednak ze sobą zgadzali. Kamelzon wybuchł przed czterema laty, gdy okazało się, że urodzona w Czelabińsku Ksenia Pierwak zdecydowała się reprezentować Kazachstan. - Nie mogę tego zrozumieć i nigdy tego nie zaakceptuję - grzmiał. Szef federacji zachowywał jednak spokój. Mówił, że to normalne, że oba kraje się wspierają w tenisie.

Kazachstan w ten sport inwestuje zdecydowanie więcej pieniędzy. Azjatycki kraj reprezentują urodzeni w Moskwie Julia Putincewa, Jarosława Szwiedowa czy Jewgienij Korolow. Wszystko dlatego, że mogą liczyć na lepsze pieniądze. Na Rosję byli za słabi.

- O rosyjski tenis jestem spokojny, zawsze ktoś się będzie wybijał - uważa Domański.

Rosjanki to czterokrotne zwyciężczynie Pucharu Federacji. Pierwszy raz wygrały w 2004 roku. Od tego czasu sześć razy doszły aż do finału. W sobotę i niedzielę zagrają z Polkami o półfinał.

CZTERY PYTANIA O MARIĘ



Która tenisistka zostanie bohaterką weekendu w Krakowie?
Więcej o: