Sport.pl

Puchar Federacji w Krakowie. Ludzie mówią: "Wow, ale fajnie" [WYWIAD]

- Maria Szarapowa to najgorętsze nazwisko w kobiecym tenisie. Trudno się dziwić, że biletów na mecz z jej udziałem już od dawna nie ma - przekonuje Magdalena Grzybowska, była tenisistka i menedżerka sióstr Radwańskich. Ćwierćfinałowe starcie Polski z Rosją w Pucharze Federacji odbędzie się w dniach 7-8 lutego w Krakowie.
Facebook? » | A może Twitter? »


Jarosław K. Kowal: Mogę zacząć od nietaktownego pytania?

Magdalena Grzybowska: Proszę.

Nie żałuje pani, że nie jest kilka lat młodsza?

- By zagrać w Pucharze Federacji? No tak, największy turniej, w jakim wystąpiłam w rodzinnym mieście, był z okazji otwarcia hali przy ul. Rakowickiej (śmiech). Była orkiestra wojskowa, wszystko zrobione z pompą... A poważnie: nie żałuję, kartę związaną z zawodową grą w tenisa już zamknęłam. Stoję z boku i cieszę się, że będę mogła na spokojnie obejrzeć mecz. Będzie dużo zamieszania, tłok i generalnie wielkie wydarzenie. Szkoda tylko, że wszystko potrwa tylko dwa dni. Do niedawna w kasach były już tylko bilety VIP. Strasznie drogie...

350 zł. Za to normalne wejściówki były dużo tańsze. Jest pani zaskoczona, że tak szybko zostały wyprzedane?

- Nie. Ludzie z zewnątrz bardzo się zainteresowali tym meczem. Moja obecna praca nie jest związana z tenisem, ale współpracownicy często pytali o mecz. Ktoś usłyszał o Szarapowej i dla wielu takie wydarzenie to coś nowego, egzotycznego. Kiedy jeszcze grałam, były liczne dyskusje, co zrobić, by wypromować Puchar Federacji. Ci, którzy tenisem się nie interesowali, nie mieli pojęcia, co to za turniej. Nie do końca udało się to zmienić. Mimo wszystko ludzie mówią: "wow, ale fajnie, że coś takiego jest u nas". Niby na nic nie mają czasu, a jednak coraz więcej pieniędzy wydają na rozrywkę. Hala w Czyżynach też robi swoje. Dlatego trudno się dziwić, że biletów od dawna nie ma w kasach.

Co zrobić, by turniej zostawił coś po sobie?

- Tenis jest specyficzną dyscypliną. Grę na najwyższym poziomie każdy chętnie obejrzy, ale zdarza się, że postronnym obserwatorom mecze się dłużą. By było inaczej, trzeba się naprawdę wkręcić albo mieć dużo cierpliwości. Fajnie, gdyby w Krakowie kibic dostał coś więcej. Może trzeba zaangażować zawodniczki, pokazać ten sport od drugiej strony? Być może wtedy nie będzie to tylko epizod.

By Kraków regularnie mógł gościć imprezy na najwyższym poziomie, musiałby pojawić się możny sponsor.

- Kiedyś w Sopocie udało się to zrobić. Atmosfera była taka, że każdy co roku chciał tam jeździć. Kraków też ma potencjał, ale brak sponsora to niejedyny problem. Zorganizowanie np. turnieju WTA to nie jest prosta sprawa. Wiele miast chce trafić do kalendarza startów. Nie ma też porównania między turniejami rozgrywanymi w hali a na świeżym powietrzu. To latem wokół imprez toczy się życie towarzyskie i łatwiej je przekuć na masowy sukces. W Krakowie byłby problem ze znalezieniem odpowiedniego obiektu. Z drugiej strony nie jest tak, że komercyjny tenis w naszym mieście nie istnieje. Podobno są szkoły, w których lekcje bierze po 200 dzieci. Tyle że na zawodowe granie się to nie przekuwa.

Przylot Marii Szarapowej to mimo wszystko duża szansa na promocję.

- No bo kogo lepszego można sobie wyobrazić? Ona i Serena Williams to dwa najgorętsze nazwiska w kobiecym tenisie. Ale by to przekuć w sukces, potrzebna jest kontynuacja. Może mecze pokazowe ze znanymi zawodnikami w Kraków Arenie? Inaczej tenisistki rozjadą się do domów, i tyle. Przylot Marii niech będzie pierwszym krokiem.

Jest szansa ją pokonać?

- Ostatnio czytałam wywiad z Szarapową, która lekko ironicznie wypowiadała się, że już nie może się doczekać, że czeka ją tylko 30 godz. lotu, fantastyczna pogoda... Było widać, że trochę lekceważąco podchodzi do sprawy. Dla topowych zawodniczek takie podróże są najgorsze: z Australii trzeba było przedostać się na drugą półkulę i od razu grać o najwyższą stawkę. Na zwykłych turniejach takie zawodniczki w pierwszej rundzie mają najczęściej wolny los, a organizatorzy obchodzą się z nimi jak z jajkiem. A tu trzeba wyjść i zmierzyć się z zawodniczką na podobnym poziomie.

Dla nas to chyba dobra wiadomość?

- Agnieszka przyleciała wcześniej, więc miała trochę więcej czasu na aklimatyzację. Do tego będzie miała wsparcie trybun. To przemawia na jej korzyść.

CZTERY PYTANIA O MARIĘ





Która tenisistka zostanie bohaterką weekendu w Krakowie?
Więcej o: