Sport.pl

Kraków Arena zaliczyła kolejny test, czyli 7,5 cm z górnych rzędów

Okazało się, że w Kraków Arenie nawet niewielki krążek widać jak na dłoni. Podczas hokejowego Pucharu Polski padł rekord frekwencji, a trofeum pojechało do Tychów
Facebook? » | A może Twitter? »


Przez lata kilku prezesów, dziesiątki trenerów i setki zawodników robiło wiele, by polski hokej choć otarł się o wielkie zawodowe ligi. Stało się to dopiero teraz, gdy zawodnicy wyjechali na taflę Kraków Areny, której nie powstydziłaby się żadna drużyna NHL. - Hala naprawdę robi wrażenie - przyznał Leszek Laszkiewicz, były zawodnik Cracovii, obecnie JKH GKS-u Jastrzębie.

Choć polscy hokeiści dalej jeżdżą jakby w zwolnionym tempie, a krążek niechętnie przykleja im się do kija, to jednak przeciętny produkt udało się bardzo atrakcyjnie opakować. Telebim wiszący nad lodowiskiem, ciekawa oprawa muzyczna czy możliwość oglądania spotkania bez obaw przed zmarznięciem to w Polsce nowość, a właśnie w takich warunkach kibice śledzili sobotnie i niedzielne spotkania.

Dla Kraków Areny turniej Pucharu Polski był również testem. Pod względem widoczności hala przeszła już kilka sprawdzianów, ale ten był szczególny i został zaliczony. Bo jeśli z najwyższych miejsc widać krążek o średnicy 7,5 cm, to znaczy, że żadna dyscyplina Kraków Arenie nie powinna być straszna. Co więcej, z rzędów w środkowej części widok na pewno nie był gorszy niż na lodowisku Cracovii przy ul. Siedleckiego, które mieści 2,5 tys. widzów.

Wiele zapowiadało wielkie hokejowe święto. Rozeszły się wszystkie bilety, a na sobotni półfinał Comarch Cracovia - Ciarko Sanok przyszło 12,8 tys. osób i tym samym pobito rekord frekwencji podczas meczu hokejowego w Polsce (w 2000 r. spotkanie Polska - Wielka Brytania oglądało 8,5 tys. widzów). Dla krakowskich kibiców magia prysła jednak w sobotę po godzinie 21, gdy hokeiści Cracovii ze zwieszonymi głowami zjeżdżali z lodu po półfinałowej przegranej z Ciarko Sanok (2:3).

Krakowianie zaczęli nieźle - grali mądrze taktycznie i nie pozwalali rywalom rozwinąć skrzydeł. Objęli też prowadzenie po świetnym podaniu Filipa Stoklasy i bramce Marka Wróbla. W przerwie z gospodarzy jakby zeszła cała energia, ale mimo tego w końcówce hokeiści zaserwowali kibicom sporo emocji. Skuteczniejsi byli sanoczanie, a zwycięską bramkę zdobył Martin Vozdecki. - To był dobry mecz. Taki, jakiego się spodziewaliśmy. Niestety zrobiliśmy rywalom dwa prezenty, a zawodnicy takiej klasy nie mogli ich zmarnować - przyznał Rudolf Rohaczek, trener Cracovii.

Po porażce kibice krakowian w internecie wyprzedawali swoje bilety na niedzielny finał, z kolei tyszanie zorganizowali specjalny autobus dla fanów, którzy wcześniej nie planowali wizyty w Krakowie. Wycieczki pod Wawel raczej nie żałowali, bo w finale GKS pokonał Ciarko 3:1.

Hokeiści do Kraków Areny wrócą w kwietniu, bo w czyżyńskiej hali zostaną rozegrane mistrzostwa świata Dywizji 1A. Z kolei do 25 stycznia w arenie będą odbywały się ogólnodostępne ślizgawki.

KARATEKA Z KRAJU WIELKICH LUDZI [BOHATER CRACOVII]


Więcej o:
Najczęściej czytane