Pierwszy trener Artura Szpilki: Byli jak na polowaniu

W sobotę Artur Szpilka pokonał na punkty Tomasza Adamka w polskiej walce roku. - Byłem w szatni Artura. Mówił, że musi wykonać to, co sobie zakłada. Wykonał i wygrał - mówi Władysław Ćwierz, jego pierwszy trener.
Facebook? » | A może Twitter? »


Dla Ćwierza był to szczególny pojedynek. Jego wychowanek, którego traktuje jak syna, walczył z żywą ikoną polskiego boksu - Tomaszem Adamkiem. Szkoleniowiec był na trybunach Kraków Areny i dopingował Szpilkę. - Boksował najlepiej jak potrafi. Początek zdecydowanie należał do niego, a 1. i 2. runda były bardzo dobre. Adamek w pewnym momencie poczuł mocny cios, a później nie nacierał już z taką furią. Artur zrobił to, co było zaplanowane. Adamek natomiast walczył bez swoich atutów, czyli szybkości i ruchliwości. Jak widać, lata swoje robią - zauważa Ćwierz.

Trener obserwował walkę nie tylko jako kibic, ale też pod kątem szkoleniowym. Co zwróciło jego uwagę? - Tempo było bardzo mocne. Obaj byli jak na polowaniu, czekali na jeden cios, nie punktowali za dużo. Taktycznie bardzo dobrze rozegrane zawody. Przed walką byłem w szatni Artura. Mówił, że musi wykonać to, co sobie zakłada. Wykonał i wygrał - cieszy się Ćwierz.

- Artur zaskoczył Adamka prawym prostym. Wcześniej ta ręka opadała, a teraz trzymał ją wysoko. Adamek myślał, że rywal będzie używał lewego sierpowego, a tu niespodzianka. Kilka razy przecież go wyprzedził. Prawy prosty to najskuteczniejszy cios przy jego warunkach. Musi nad nim jeszcze pracować, to nudne i monotonne, ale przynosi efekty - podpowiada trener.

Wygrana Szpilki ma ogromne znaczenie dla jego przyszłej kariery. Pokonanie pięściarza z takim nazwiskiem jak Adamek otworzy mu wiele drzwi do pojedynków z jeszcze lepszymi zawodnikami. Teraz to on jest najwyżej sklasyfikowanym polskim bokserem wagi ciężkiej. - Ta walka była jak Andrzeja Gołoty z Adamkiem w 2009 roku. Zmieniają się warty w boksie i teraz to Szpilka jest najlepszy - mówi trener.

Szpilka nigdy nie zapomina o korzeniach. Urodził się i wychował w Wieliczce, a pod okiem Ćwierza stawiał pierwsze bokserskie kroki. Kiedy tylko jest w rodzinnych stronach (na co dzień mieszka w Warszawie), odwiedza nie tylko doświadczonego szkoleniowca, ale też znajomych i przyjaciół. W sobotę, jeszcze w ringu, dziękował im za obecność i wsparcie w Kraków Arenie.

- Rozmawiałem z nim przez telefon w poniedziałek. Miał przyjechać, ale obiecał, że zobaczymy się we wtorek tuż przed wyjazdem, bo już wraca do Warszawy. Rozmawiałem też z panią w sklepie, która mówiła, że Artur wygrał, bo walka była ustawiona. Powiedziałem mu to, a on do mnie: "Nie wiem dlaczego ludzie tak mówią, dlaczego mi zazdroszczą. Ciężko pracowałem".

Teraz obaj panowie mogą się widywać jeszcze rzadziej. Szpilka rozważa wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Prawdopodobnie poleci tam na początku przyszłego roku. W USA chce trenować i sparować z amerykańskimi pięściarzami. Walki planuje jednak w Polsce. Liczy na jeden, dwa łatwiejsze pojedynki w kraju, a później chce zawojować Amerykę. - Mówiłem mu już po porażce z Bryantem Jenningsem, że dla niego najlepsze są Stany. To kolebka tego sportu, może tam mieć sparingi z naprawdę dobrymi pięściarzami, od których może się jeszcze dużo nauczyć - tłumaczy trener.

Szkoleniowiec nie ukrywa też, że jest dumny ze Szpilki. - Zrobił swoje, a taki boks mi się podoba - kończy Ćwierz.