Sport.pl

MŚ siatkarzy w Kraków Arenie. Belgia odbiera punkt Amerykanom!

Dla zwycięzców tegorocznej Ligi Światowej mecz z europejskim średniakiem miał być przetarciem. Amerykanie musieli się jednak namęczyć, by pokonać Belgów, ale i tak stracili punkt.
Facebook? » | A może Twitter? »


Jeśli porównać osiągnięcia obydwu reprezentacji, to od razu wiadomo, która była zdecydowanym faworytem drugiego meczu w Kraków Arenie. Belgowie to przy Amerykanach kopciuszek światowej siatkówki. W mistrzostwach świata wystąpili po 36 latach przerwy. Nigdy nawet nie zbliżyli się do podium. Ich rywale to m.in. trzykrotni mistrzowie olimpijscy, mistrzowie świata czy też triumfatorzy ostatniej edycji Ligi Światowej.

To spotkanie nie przyciągnęło na trybuny tak wielu kibiców jak mecz Włochy - Iran. Kraków Arena nie zapełniła się nawet w połowie. Byli za to kibice z Belgii, ale większość fanów sprzyjała Amerykanom. A ci od początku odwdzięczyli się im dobrą grą. Szybko odskoczyli rywalom i utrzymywali trzy-, czteropunktową przewagę. Wydawało się, że pierwszą partię wygrają łatwo. Rywale jednak się nie poddali i zbliżyli na dwa punkty (20:22) i John Speraw, trener Stanów Zjednoczonych, musiał wziąć czas. Podziałało, a seta zakończył atakiem ze środka David Lee.



W drugiej partii nieoczekiwanie role się odwróciły. Po znakomitym bloku Simona van de Voorde Belgowie prowadzili 9:6, a za chwilę asem popisał się rozgrywający Frank Depestele. Amerykanie popełniali bardzo proste błędy, a zawodnicy trenera Dominique'a Baeyensa z zimną krwią ją wykorzystywali. W efekcie na drugą przerwę techniczną schodzili z sześcioma punktami przewagi. Chwila oddechu nie pomogła trzykrotnym mistrzom olimpijskim. Mieli problemy ze skończeniem akcji - albo nadziewali się na blok, albo ich ataki były podbijane. Za to Belgowie mylili się bardzo rzadko i odrobili straty.



Wysoko przegrany set mocno zabolał i jednocześnie podrażnił Amerykanów. W trzeciej partii spisali się dużo lepiej i błyskawicznie uciekli rywalom. Już na pierwszej przerwie technicznej prowadzili 8:2, a na drugiej 16:6. I nie mieli problemów, by odzyskać prowadzenie.

Kłopoty powróciły jednak w czwartej partii. Nie poszli za ciosem, a Belgowie wręcz przeciwnie - nie załamali się laniem w poprzednim secie i zaczęli budować przewagę. Po bloku Gerta van Walle prowadzili już 13:7 i selekcjoner USA poprosił o czas. I podziałało - jego zawodnicy zdobyli cztery punkty z rzędu i wydawało się, że Amerykanie wracają do gry. Nic takiego się jednak nie stało, bo kolejna seria błędów (głównie autowych ataków) sprawiła, że było 19:14 dla Belgii i wkrótce remis 2:2.

W tie-breaku nikt się nie oszczędzał. Na początku gra toczyła się punkt za punkt. Dopiero po atakach Taylora Sandera Stany Zjednoczone uzyskały przewagę (8:4). Takiego prowadzenia już nie wypuścili z rąk, ale już na początku mistrzostw stracili punkt.

TAK SIĘ KIBICUJE W KRAKÓW ARENIE!


Belgia - Stany Zjednoczone 2:3

Sety: 21:25, 25:17, 16:25, 25:21,

Belgia: Depestele, Verhees, Deroo, van den Dries, Klinkenberg, van der Voorde, oraz Dekroningen (libero), van Walle, Coolman, Verhanneman, Claes

Stany Zjednoczone: Christenson, Anderson, Holt, Lee, Sander, Muagututia oraz E. Shoji (libero), K. Shoji, Ciarelli, Clark