Liga Światowa w Kraków Arena. Sebastian Świderski: Lubimy czuć oddech kibiców na plecach

Gdy trybuny są bardzo strome, prawie pionowe, fani siedzą blisko, a właściwie wiszą nad nami, i atmosfera jest znakomita. Tak np. było w starej hali w Łodzi, gdzie klimat był bardzo ciepły. Ciekawe jak będzie w Krakowie - mówi 322-krotny reprezentant Polski, obecnie trener Zaksy Kędzierzyn-Koźle
Jesteś kibicem siatkówki? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Rozmowa z Sebastianem Świderskim

Andrzej Klemba: Kraków Arena pierwszy raz gości siatkówkę. To problem dla siatkarzy, gdy grają w hali, w której jeszcze nigdy nie byli?

Sebastian Świderski: Na pewno to sprawia pewne kłopoty, ale po to są tu wcześniej i mają kilka treningów, by przyzwyczaić się do nowego obiektu. Siatkarze muszą poszukać punktów odniesienia, by wiedzieć, na jakiej wysokości atakować piłkę czy też jak rozgrywać. Dwa, trzy dni w zupełności wystarczają, by się zaaklimatyzować do nowych warunków. Nie powinni mieć takich problemów jak podczas niedawno rozgrywanego meczu w Włoszech na otwartym powietrzu. Rozmawiałem z chłopakami i mówili, że były kłopoty, bo zmieniało się oświetlenie boiska - gdy zaczynali, było jasno, a gdy kończyli, już się ściemniało. Narzekali, że trudno w takich warunkach o dokładność.

Kiedy zaczynaliście grać w Lidze Światowej, to obiektów w Polsce było jak na lekarstwo.

- To prawda, były Spodek w Katowicach i stara hala sportowa w Łodzi. Teraz są jeszcze obiekty m.in. w Gdańsku, Bydgoszczy, nowy w Łodzi i Kraków Arena. Wszystkie spełniają wymogi organizowania światowych imprez. Możemy więc konkurować z najlepszymi nie tylko na boisku, ale także organizacyjnie.

We wszystkich halach czuł się pan dobrze?

- No właśnie, że nie. Siatkarze bardzo lubią niemal czuć oddech kibiców na plecach. Gdy trybuny są bardzo strome, prawie pionowe, fani siedzą blisko, a właściwie wiszą nad nami, i atmosfera jest znakomita. Tak np. było w starej hali w Łodzi, gdzie klimat był bardzo ciepły.

I to naprawdę, bo nie było tam klimatyzacji.

- Rzeczywiście, pot spływał zarówno z nas, jak i z kibiców. Ale bardzo lubiłem tam grać. W tej nowej hali w Łodzi z korony trybun już bardzo mocno trzeba wytężać wzrok, by zobaczyć siatkarzy. I atmosfera jakaś trochę chłodniejsza.

A jeśli chodzi o sportową stronę meczu w Krakowie, to Brazylijczycy są słabsi niż zwykle?

- Nie przeceniałbym wyników w tym sezonie LŚ. Z tego co wiem, bardzo ciężko trenowali, więc trudno oczekiwać, by byli radośni i świeży. Dla nich najważniejsza impreza jest we wrześniu - podczas mistrzostw świata można rozegrać nawet 13 meczów w 21 dni. To dla wielu siatkarzy dawka niemal zabójcza, więc trener robi wszystko, by byli na to przygotowani. To jeszcze nie jest ta Brazylią, jaką znamy, ale jeszcze ją zobaczymy.

A Polacy?

- Cieszy mnie to, że Stephane Antiga odważnie wprowadza młodych zawodników, a co ważniejsze, że ta młodzież pokazuje się z dobrej strony. Nie tylko nie odstaje, ale potrafi pociągnąć zespół. Przecież młodzi mieli duży udział w wyrwaniu zwycięstwa Brazylii. Dobrze spisali się także z Włochami.

Kto wygra mecz Ligi Światowej w Kraków Arena