Karolina Riemen po słynnym X-Games: Myślę już o igrzyskach w Soczi [WIDEO]

Jako jedyna Polka otrzymała zaproszenie na prestiżowe Winter X-Games, o których mówi się, że to igrzyska olimpijskie sportów ekstremalnych. Do ostatniej chwili zbierała pieniądze, by móc pojechać i - Choć nie wszystko poszło po myśli, to opłacało się! - uśmiecha się zawodniczka skicrossu z Zakopanego.
Winter X-Games to coroczne święto zimowych sportów ekstremalnych. Choć wyniki nie są zaliczane do punktacji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), to impreza gromadzi najlepszych zawodników świata, a w kalendarzu próżno szukać bardziej prestiżowej.

Od prawie dekady zimowe X-Games (jest też letnia edycja) odbywają się w amerykańskim Aspen w stanie Kolorado. W tym roku Polska miała dwoje reprezentantów. W snowboardzie wystartował Mateusz Ligocki, który pochodzi ze Śląska, ale studiuje na krakowskim AWF-ie.

Z kolei urodzona w Zakopanem Riemen w skicrossie (dyscyplina podobna do narciarstwa alpejskiego, ale rywalizacja toczy się w czwórkach, a zjazd utrudniają np. liczne wyskoki) zajęła ósme miejsce. Liczyła na więcej, choć - jak podaje oficjalna strona Polskiego Związku Narciarskiego - to i tak najwyższa pozycja w historii polskich startów w tej imprezie.

- Można powiedzieć, że od X-Games ważniejsze są tylko igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata. My byliśmy tam przede wszystkim, by zdobyć cenne doświadczenie. Naszym głównym celem są właśnie igrzyska, które w 2014 r. odbędą się w Soczi - podkreśla Ligocki w rozmowie z krakow.sport.pl.

Rozmowa z

Karoliną Riemen

Jarosław K. Kowal: Po raz drugi wystąpiła Pani w X-Games.

Karolina Riemen, zawodniczka skicross z Zakopanego: To niesamowita impreza. Powiedzmy, że dużo bardziej freestyle'owa niż zawody Pucharu Świata. Trasa jest dłuższa, wymaga większego skupienia. Wahałam się, czy w ogóle pojechać, bo miałam problemy finansowe. I choć nie wszystko poszło po myśli, to jestem naprawdę zadowolona, że się zdecydowałam.

Pomocy od Polskiego Związku Narciarskiego czy Ministerstwa Sportu nie było?

- Ludzi ze związku i ministerstwa kompletnie nie interesują tego typu zawody, dlatego żadnych pieniędzy nie dostałam. W innych krajach jest różnie. Np. zawodnicy z Austrii nie mają zgody na wyjazd na X-Games. Z kolei Francuzi, Szwajcarzy czy Kanadyjczycy dostają fundusze i przyjeżdżają całymi teamami. Natomiast w Stanach Zjednoczonych porównuje się tę imprezę do igrzysk olimpijskich, a prestiż jest bardzo duży. U nas liczą się jedynie zawody pod egidą FIS-u.

Co trzeba zrobić, by w ogóle wystartować w X-Games?

- W zasadzie nie ma konkretnych kryteriów. Trzeba po prostu zostać zauważonym i otrzymać specjalne zaproszenie. Organizatorzy stawiają przede wszystkim na widowiskowość.

Można powiedzieć, że im więcej wypadków tym lepiej.

- Oczywiście, widzowie je uwielbiają (śmiech). A poważnie: trasa jest dość ekstremalna, ale jednak stosunkowo bezpieczna. Skocznie mają długie lądowania, więc wypadków jest mniej niż podczas zawodów Pucharu Świata.

Co dalej? Myślami pewnie jest pani przy igrzyskach.

- Oczywiście, że wybiegam już do Soczi. Nie ukrywam, że moim celem jest medal i na pewno mam szanse go zdobyć. Na razie mogę jednak tylko obiecać, że będą trenować tak mocno jak się da, by dwa najbliższe lata maksymalnie wykorzystać.

Zobacz, jak Karolina Riemen radzi sobie z trasą w Aspen: