Kto dziś chce być kajakarzem - rozmowa z wicemistrzem Europy

- Ludzie często po raz pierwszy przyjeżdżają na zawody i pytają, dlaczego kajakarstwa górskiego nie pokazuje się w telewizji, skoro jest tak widowiskowe - opowiada Piotr Szczepański, który razem z Marcinem Pochwałą zdobył srebrny medal w konkurencji C2 podczas rozgrywanych w Krakowie mistrzostw Europy w slalomie. Obaj są reprezentantami Krakowskiego Klubu Kajakowego.
Jarosław K. Kowal: Jaka jest szansa, by kajakarstwo było popularniejsze?

Piotr Szczepański, zawodnik KKK Kraków: - Coś zaczyna się dziać. Miasto dużo pieniędzy wydało na renowację toru. Na mistrzostwach będzie telewizja, więc ludzie będą mieli okazję zobaczyć kilka startów. Wiem, że prezes Polskiego Związku Kajakowego też zaczął dbać o promocję. Już na mistrzostwa Polski przyszło całkiem dużo kibiców.

Kraków jest dobrym miejscem do promocji tego sportu?

- Tak, choć tor jest położony trochę poza centrum [przy ul. Kolnej, niedaleko drogi prowadzącej na Tyniec - przyp. red.]. Czasami spotykałem się ze zdziwieniem mieszkańców, kiedy mówiłem im, że taki ośrodek w ogóle funkcjonuje. To musi się zmienić.

Jak można ich zachęcić?

- Dam dobry przykład. Ludzie często po raz pierwszy przyjeżdżają na zawody i pytają, dlaczego tego sportu nie pokazuje się w telewizji, skoro jest aż tak widowiskowy. Nie wiem, czy pan wie, ale kajakarstwo miało największą oglądalność podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich. Ludziom podoba się ta walka z żywiołem. Patrzą na kajakarstwo trochę jak na niebezpieczny sport. Zresztą nic dziwnego, skoro przy Kolnej czasem pontonem boją się spłynąć.

A pan się już nie boi?

- Doskonale wiem, że nie ma sportowca, który przed startem nie poczułby zastrzyku adrenaliny. Tylko jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej. Na mnie to chyba działa pozytywnie.

Jednak nie znam nikogo, kto powiedziałby: "chcę zostać kajakarzem". Dlaczego pan chciał?

- Mieszkałem w Drzewicy i nie miałem tam wielkiego wyboru. Kiedyś dziadek mnie zabrał, trochę powiosłowałem i spodobało mi się. Co prawda, mama nie chciała zapisać mnie do klubu, ale w końcu babcia to zrobiła. I tak już zostało. Niestety, teraz młodzież ma inne priorytety. Sięgają po alkohol zamiast lgnąć do sportu. I też nie sądzę, bym od kogoś usłyszał, że chce zostać kajakarzem. Jak ktoś już decyduje się na karierę sportowca, to potrzebuje dużo samozaparcia.