Azoty Tauron Tarnów - nowym żużlowym mistrzem Polski!

Takiej nocy miejscowi kibice żużla nie mieli od siedmiu lat. Zawodnicy Azoty Tauron Tarnów w finałowym meczu ze Stalą Gorzów jeździli jak na mistrzów przystało i zostali nimi po raz trzeci w historii klubu.
W Tarnowie od kilku dni byli gotowi do wielkiego święta. Dwie godziny przed meczem wokół stadionu było tłoczno jak na bazarze, a znalezienie miejsca parkingowego graniczyło z cudem. Kibice do ostatniego miejsca wypełnili 16-tysięczny obiekt, bo na mistrzostwo czekali przez siedem chudych lat.

Po przedostatnim biegu wszystko było jasne. Z parku maszyn wyskoczyli żużlowcy na czele z Markiem Cieślakiem, trenerem gospodarzy, by podnieść i wyrzucić w górę Martina Vaculika i Grega Hancocka, którzy chwile wcześniej rozstrzygnęli sprawę tytułu. Słowak cisnął goglami w publiczność, a kibice z radości łapali się za głowy. Niedługo zgasły światła, kibice w efektownej oprawie odśpiewali "We Are The Champions", a rytualnemu spaleniu uległa... marynarka prezes tarnowskiego klubu.

Dla takich obrazków przed sezonem klub musiał przejść rewolucję. Sponsorzy opłacili m.in. kontrakt trenera Marka Cieślaka, który miał za zadanie stworzyć dream team. Sprowadził mistrza świata Grega Hancocka i mistrza świata juniorów Macieja Janowskiego, którzy pozwolili zapomnieć o upokarzającym poprzednim sezonie (tarnowianie zajęli w nim przedostatnie miejsce, choć zapowiadali walkę o medale).

"Jaskółeczko, powiedzże nam przecie, kto będzie pierwszy na mistrzowskiej mecie" - pytali kibice na transparencie, ale długo musieli denerwować się, zanim poznali odpowiedź. Mecz rozpoczął się pół godziny później, bo organizatorzy czekali na sygnał od stacji TVP Sport.

Pięć dni wcześniej w Gorzowie tarnowianie przegrali 42:47, ale powtarzali, że są w stanie odrobić starty już w pierwszym biegu i słowa dotrzymali. Początek był dla gospodarzy jak ze snu. Co wyścig na jako pierwszy przyjeżdżał zawodnik Tauronu Azotów i już podczas pierwszego równania toru prowadzili 10 punktami.

Za ozdobę meczu można uznać m.in. pojedynek niedoświadczonego Jakuba Jamroga z 20 lat starszym Tomaszem Gollobem. Młody zawodnik gospodarzy w siódmym biegu ataki legendy polskiego żużla, a poradził sobie tak, jakby to on miał na koncie tytuł mistrza świata. "To jego mecz życia, czapki z głów" - mówił spiker.

Królem toru był jednak Leon Madsen, dla którego mijający sezon jest jak marzenie. Tym razem regularnie uciekał rywalom (zdobył 14 punktów w pięciu biegach) i mógł świętować... trzecie drużynowe mistrzostwo w tym sezonie. Wcześniej wywalczył z zespołami złote medale w Danii i Szwecji.

Azoty Tauron Tarnów - Stal Gorzów 51:39

Azoty Tauron: Hancock 6 (1,2,2,0,1), Jamróg 6 (3,3,0,-), Madsen 14 (3,3,3,3,2), Vaculik 8 (1,d,1,3,3), Kołodziej 7 (3,1,3,0,0), Gomólski 3 (2,0,1) Janowski 7 (3,1,0,3).

Stal: Kasprzak 9 (2,1,2,2,2), Jensen 3 (0,2,1,-,-), Zagar 11 (0,3,3,2,0,3), Iversen 7 (2,2,1,1,1), Gollob 8 (2,1,2,2,1), Cyfer 1 (1,0,0,0), Kaczmarek 0 (0,-,0)