Azoty Tauron Tarnów o krok od złota. W finale będzie jazda va banque

Jeszcze 12 miesięcy temu nad Azotami Tauron Tarnów wisiało widmo spadku z ligi, a dziś są o jedno zwycięstwo (więcej niż pięcioma punktami) od mistrzostwa Polski. Jeśli odrobią straty w niedzielę w meczu ze Stalą Gorzów (godz. 19.30), powtórzy się historia sprzed ośmiu lat.
We wtorek pierwszy mecz w Gorzowie zostawił po sobie mały niesmak. W ostatnim biegu Niels Kristian Iversen, zawodnik gospodarzy, przekroczył kołem krawężnik okalający tor i mógł zostać zdyskwalifikowany. Gdyby tak się stało, Stal wygrałaby jednym a nie pięcioma punktami.

Dla tarnowian to jeszcze nie tragedia. Gospodarze mają wielką szansę zniwelować stratę już po pierwszym biegu juniorskim. - Decyzja sędziów po sytuacji z Iversenem nie była fair. Przecież byli tam chyba wszyscy przedstawiciele ekstraligi i widzieli, co się stało. Mam jednak nadzieję, że los odda nam to, co zabrał. Już po pierwszym wyścigu powinniśmy zaczynać od zera - twierdzi Martin Vaculik, żużlowiec Azotów Tauronu.

Jak rafineria mistrzostwo wykupiła

W Tarnowie na złoto czekają od siedmiu lat. Przed ubiegłym sezonem działacze też zapowiadali walkę o medale, ale drużyna ledwie odbiła się od dna tabeli i rzutem na taśmę uniknęła walki w barażach o utrzymanie w lidze. Potem doszło do rewolucji. Wymieniono zarząd, zmienił się prezes (Bogdana Gurgula zastąpiła Agata Mróz) i - przede wszystkim - skład. Do drużyny dołączyli m.in. ustępujący już mistrz świata Greg Hancock i mistrz świata juniorów Maciej Janowski. To był strzał w dziesiątkę.

- Pierwsze miejsce na koniec rundy zasadniczej mówi samo za siebie. Siła rażenia drużyny jest ogromna - podkreśla Marian Wardzała, który do ubiegłego sezonu prowadził Azoty.

Właśnie pod jego wodzą w 2004 i 2005 r. tarnowianie cieszyli się z mistrzowskich tytułów. Wtedy sytuacja była niemal identyczna jak dziś.

W klub inwestowała Rafineria Trzebinia, która opłaciła kontrakty m.in. Tony'ego Rickardssona i braci Jacka oraz Tomasza Gollobów (drugi z nich jest dziś zawodnikiem Stali). Klub musiał jedynie wyłożyć pieniądze na pozostałych zawodników, w tym Janusza Kołodzieja, który niedawno wrócił do Azotów Tauronu.

Dziś zastrzyk finansowy od sponsorów znów może dać złoto. Według naszych informacji firmy zapłaciły m.in. za sprowadzenie do Tarnowa trenera Marka Cieślaka, który miał komfort w doborze składu. - Pod tym względem ma lepiej niż ja. Zazwyczaj dostawałem karty i musiałem nimi grać. Sam składu nigdy nie dobierałem. Tylko raz, właśnie przed sezonem 2004, zarząd zapytał mnie, kto może pomóc wygrać ekstraligę. Wskazałem na Rickardssona oraz braci Gollobów i moje słowa sprawdziły się - opowiada Wardzała, który obecnie prowadzi Lubelski Węgiel KMŻ.

Będzie jazda va banque

Tym razem Wardzała będzie oglądał finał z trybun, zamiast z parku maszyn. - Kto jest faworytem? Azoty Tauron. To ciągle mój zespół, spędziłem tu 45 lat i świętokradztwem byłoby, gdybym mówił inaczej. Z ewentualnego mistrzostwa będę cieszył się niemal równie mocno jak kiedyś. Ale spodziewam się dramaturgii jak siedem lat temu. Wtedy z WTS-em Wrocław przegrywaliśmy nawet ośmioma punktami, a udało się wygrać. Teraz będzie podobnie. Nie sądzę, by Azoty Tauron odjechały rywalom. Stal postawi duży opór - podkreśla szkoleniowiec.

Vaculik jest jednak pewny siebie: - Nigdy wcześniej nie miałem okazji startować w finale polskiej ligi, dlatego nie mogę się doczekać. Szczególnie że każdy będzie jechał va banque. Czy pięć punktów straty to dużo? To prawie nic. Zrobimy co w naszej mocy, by je odrobić.

Czy Azoty Tauron w drugim meczu finału odrobią stratę?