Sport.pl

Żużel. Speedway Wanda jak zwykle w śmigusa-dyngusa inauguruje sezon

Niemal tradycyjnie już w lany poniedziałek drugoligowa Speedway Wanda Kraków zainauguruje ligowy sezon meczem z KSM-em Krosno (godz. 15). A jeszcze do niedawna nad nowohuckim klubem wisiał ogromny znak zapytania.
Jeszcze miesiąc temu nie było pewności, czy klub zostanie dopuszczony do rozgrywek. Działacze zalegali z wypłatami byłym zawodnikom i w ostatniej chwili dostali licencję na start w II lidze. - Udało się to tylko i wyłącznie dzięki pomocy Józefa Pilcha, wiceprzewodniczącego rady miasta. Ani przez moment nie mieliśmy jednak obaw, że nie wystartujemy. Założyliśmy sobie, że do końca będziemy o to walczyć - podkreśla Paweł Sadzikowski, prezes Wandy.

Do prapremiery żużlowego sezonu w Krakowie miało dojść już w czwartek, ale eliminacje Złotego Kasku zostały przełożone ze względu na opady deszczu. W poniedziałek według prognoz niebo ma być czyste i zniecierpliwieni kibice nie będą musieli dłużej czekać. Tyle że nie do końca wiedzą, czego się spodziewać, bo skład zespołu został odmieniony. Nie ma przede wszystkim Madsa Korneliussena, który w ubiegłym sezonie regularnie odjeżdżał rywalom.

Dziś działaczy pewnie i tak nie byłoby stać na Duńczyka, bo nie jest tajemnicą, że zawodnikom płacą mniej niż przed rokiem. - Trzeba się nieźle napracować, by w ogóle zarobić. Żużel to drogi sport i by wyjść na plus, trzeba zdobyć w meczu co najmniej 10 punktów - podkreśla Sławomir Pyszny, jeden z trzech zawodników, którzy zdecydowali się zostać w Wandzie po poprzednim sezonie. - Nawet nie zastanawiałem się nad zmianą klubu. Odpowiada mi tor w Krakowie, a przecież inni też borykają się z kłopotami finansowymi. Nikt w drużynie o konkretnych celach nie mówi, ale postaramy się sprawić kilka niespodzianek.

Więcej o: