Ambasador RP na Słowacji: IO 2022 w Krakowie to mocna kandydatura

Kraków w sprawie organizacji zimowych igrzysk olimpijskich ma poparcie premiera Słowacji. - Polacy mieli Euro 2012 i wiedzą, że warto organizować duże imprezy sportowe. Zwykli Słowacy mają jednak wątpliwości - przyznaje Tomasz Chłoń, ambasador RP w Bratysławie.
W ostatni weekend komitety olimpijskie obu krajów podpisały umowę ramową o współpracy w sprawie starania się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich Kraków 2022. A w środę Robert Fico, premier Słowacji, oficjalnie potwierdził, że słowacki rząd będzie wspierał kandydaturę.

Według planów stolica Małopolski w 2022 r. ma być miastem organizatorem, ale część dyscyplin odbyłaby się na Słowacji. Deklaracja premiera Fico jest o tyle nieoczekiwana, że ciągle nie ma nawet oficjalnego poparcia polskiego rządu.

- Rzeczywiście, może się to wydawać dziwne, ale ta decyzja tylko nam pomoże, bo oznacza, że Słowacy nie mają żadnych wątpliwości. Poza tym nie mogliśmy podjąć uchwały w sprawie olimpiady bez oficjalnego stanowiska naszych południowych sąsiadów, bo bez nich po prostu nie jesteśmy w stanie zorganizować tej imprezy - uważa Jagna Marczułajtis-Walczak, była snowboardzistka, obecnie posłanka PO, przewodnicząca Komitetu Aplikacji KRK ZIO 2022.

Ze Słowakami chcemy podzielić się przede wszystkim konkurencjami alpejskimi (sportowcy rywalizowaliby na Chopoku), ale naszym sąsiadom najbardziej zależy na hokeju. To jedna z najpopularniejszych dyscyplin w kraju, ale zgodę na organizację hokejowych meczów poza Polską musiałby wydać Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

- Komitety Polski i Słowacji podejmą starania o zgodę w sprawie hokeja po drugiej stronie Tatr. Ale nawet jeśli nie będą mogły zorganizować meczów, to i tak poprą ten projekt. To bardzo ważne, że są gotowi podjąć to wspólne wyzwanie - podkreśla posłanka Marczułajtis-Walczak.

Rozmowa z Tomaszem Chłoniem

ambasadorem RP w Bratysławie

Jarosław K. Kowal: Słowacy chcą igrzysk?

Tomasz Chłoń: Odczucia są mieszane. Z różnych stron próbują prześwietlać sprawę i, jak do każdej nowości, podchodzą raczej z dystansem. Poza tym już dwa razy samodzielnie ubiegali się o organizację igrzysk, i doświadczenia tamtych prób też mają wpływ. Do tego poruszane są kwestie ekonomiczne, co jest naturalne. Może Słowacja nie jest w kryzysie, ale spowolnienie gospodarcze jest odczuwalne. Dlatego trzeba przestawić konkretne liczby. Słowacki komitet olimpijski musi pokazać obywatelom, że igrzyska można zorganizować elegancko i jednocześnie oszczędnie.

Ktoś może powiedzieć, że nie ma pewności, czy dostaniemy prawo do ich organizacji, a pieniądze na promocję kandydatury i tak trzeba wydać. Ale pamiętajmy, że inwestycja w markę Tatr nigdy nie jest zła. Zaraz pojawią się opinie, że nie ma co nawet konkurować z Alpami, ale jak będziemy tylko narzekać, to nigdy nie uda nam się przyciągnąć większej liczby turystów. Różnica między Polską a Słowacją jest taka, że my mieliśmy Euro 2012, które przekonało obywateli, że takie turnieje się opłacają. Na Słowacji nigdy tak dużej imprezy nie było, dlatego ludzie mają wątpliwości.

W Polsce sceptyków też jest sporo. Internauci piszą: "chleba, nie igrzysk".

- To fajne hasło, ale chyba zna pan środowisko internautów. Gdyby w Małopolsce zorganizowano referendum, to pewnie zdecydowana większość byłaby na "tak". Z drugiej strony sceptykom też nie można się dziwić, skoro przez 20 lat nie udało się wybudować dobrej drogi z Krakowa do Zakopanego. Ale właśnie igrzyska dają szansę na takie inwestycje. Zostało dziewięć lat, więc nie wyobrażam sobie, by "zakopianka" do tego czasu nie została przebudowana.

W Polsce właśnie droga z Krakowa do Zakopanego może się okazać punktem zapalnym. A na Słowacji?

- Ostatnio podczas konferencji prasowej dużo rozmawiało się o tym, co będzie z infrastrukturą sportową. Dam przykład: Słowacy chcą zorganizować turniej hokejowy. Zgodnie z przepisami, by gościć mecze mężczyzn, trybuny muszą pomieścić co najmniej 10 tys. miejsc, a kobiet - 6 tys. Wiadomo, że na co dzień hale w Liptowskim Mikulaszu i Popradzie nie potrzebują takiej pojemności. Kłopot w tym, by obiekty po igrzyskach nie okazały się zbyt duże na potrzeby.

Ale jest na to sposób, można np. stworzyć tzw. trybuny przejściowe. Dobry przykład dał Londyn. Proszę sobie wyobrazić, że pływalnia olimpijska w czasie igrzysk mogła pomieścić aż 17 tys. osób! Po zakończeniu igrzysk część została zdemontowana i nie było problemu. Także Euro 2012 udowodniło, że warto starać się o duże imprezy sportowe.

Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej będą koronnym argumentem w walce o poparcie Słowaków?

- Na pewno jednym z tych, którymi będziemy się posługiwać. Podczas przygotowań do Euro 2012 były opóźnienia, niektóre inwestycje zostały zrealizowane na ostatnią chwilę, jak np. droga A2, ale turniej dał bodziec do rozwoju. Fakty mówią same za siebie i w walce o poparcie słowackiej opinii publicznej dobrze jest używać konkretów. Daje je właśnie Euro - są przecież odpowiednie raporty, polskie PKB poszło w górę...

Tym bardziej że Polska i Słowacja ciągle mają problemy z komunikacją.

- Karpaty nie dzielą nas w sensie systemowym, ale ciągle brakuje przejść między granicami, nawet w formie ścieżek rowerowych. Igrzyska byłyby impulsem do tego, by Karpaty zaczęły łączyć nas jeszcze bardziej. O połączeniach autostradowych nawet nie ma co mówić. Na pewno będziemy je mieć długo przed igrzyskami.

Wierzy pan, że się uda?

- Nie wiadomo jeszcze, z kim będziemy konkurować, np. czy Monachium wystartuje. Ale nawet jeśli tak, to i tak uważam, że wręcz jesteśmy faworytem. MKOl preferuje miejsca, gdzie igrzysk jeszcze nie było. A my mamy naprawdę silną kandydaturę.

Czy Krakowowi uda się zorganizować zimowe Igrzyska olimpijskie?