Jagna Marczułajtis o igrzyskach w Krakowie: Łatwiej powiedzieć "A po co nam to?"

- Opinie w sprawie igrzysk w Krakowie są takie jak podczas starań o mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Łatwiej powiedzieć: "A po co nam to?", niż coś zrobić - mówi Jagna Marczułajtis-Walczak
Była reprezentantka Polski w snowboardzie, a dziś posłanka Platformy Obywatelskiej walczy o igrzyska olimpijskie w Krakowie w 2022 r. Stolica Małopolski byłaby oficjalnie miastem gospodarzem, ale sama nie udźwignie ciężaru. Sportowcy rywalizowaliby też m.in. w Zakopanem (np. skoki narciarskie) i na Słowacji (narciarstwo alpejskie).

Rozmowa z

Jagną Marczułajtis-Walczak, snowboardzistką, posłanką Platformy Obywatelskiej

Jarosław K. Kowal: Ostatnio miała pani powody do świętowania?

Jagna Marczułajtis-Walczak: Bardzo się cieszę, że jest poparcie i silna deklaracja, jaką ostatnio przedstawiła pani minister Joanna Mucha w imieniu całego rządu. Do dalszych działań na pewno będzie potrzebna taka deklaracja, ale już na piśmie. To tak poważna decyzja ze strony rządu, że postawiono nam wymagania przedstawienia wstępnego kosztorysu organizacji. Na jego przygotowanie potrzeba trochę czasu, a później rząd musi przeanalizować koszty.

Ostatnio miała pani chyba dużo ważnych rozmów.

- Cały czas je prowadzę, ale spotkania na szczycie były już we wrześniu: z premierem, minister sportu, sekretarzem stanu w kancelarii prezydenta. Jak pan pewnie wie, prezydent Bronisław Komorowski ostatnio poparł nasze starania. Również Lech Wałęsa powiedział, że jest za, więc czujemy wsparcie najważniejszych osób w państwie. To bardzo ważne. Ostatnio entuzjastycznie o igrzyskach po raz pierwszy wypowiedział się również premier Słowacji. Czyli jesteśmy na dobrej drodze. To oczywiście ciągle wielkie wyzwanie, ale nie boję się tego.

Jak często musi pani odpowiadać na pytania, czy się uda?

- Codziennie, i to wiele razy!

I co pani mówi?

- Gdy na początku opowiadałam o idei organizacji igrzysk, spotykałam się ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Ale teraz ludzie zaczynają wierzyć, że Polska może udźwignąć ciężar.

Komentarze internautów pani czyta?

- Nie wszystkie, ale zdarza się.

Przeważa sceptycyzm.

- Komentarze są dokładnie takie jak podczas starań o Euro 2012. Łatwiej powiedzieć: "A po co nam to?" i w przypadku niepowodzenia świętować triumf. Znacznie trudniej stawić czoła przeciwnościom i spróbować coś zrobić. Niektóre komentarze odbieram jako populizm. Ale jest też wiele opinii merytorycznych. Ludzie zwracają uwagę np. na zanieczyszczone powietrze nad Zakopanem. I chodzi właśnie o to, by to zmienić, by dzięki igrzyskom mieszkańcy odczuli różnicę jakościową w życiu. Trzeba też pamiętać, że Śląsk i Małopolska to regiony, które nie dostały prawa do organizacji Euro. Gdyby było inaczej, to już teraz bylibyśmy w lepszej pozycji przed walką o igrzyska.

Ludzie piszą: "Chleba, nie igrzysk". Argumentują, że nie stać nas na wielką imprezę.

- Rozumiem te obawy, ale trudno mi powiedzieć: "Tak, macie rację". Spotykam się także z osobami, które krytykują tę inicjatywę. Tłumaczę im, co chcemy osiągnąć i jakie mogą dzięki temu być korzyści dla mieszkańców Krakowa, Zakopanego i całej Małopolski.

Koszty są duże, ale trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Budżet operacyjny igrzysk ocenia się na prawie 1,5 mld dol. i 40 proc. tych środków wyłoży MKOl [Międzynarodowy Komitet Olimpijski - przyp. red.]. Jest jeszcze budżet inwestycyjny, czyli m.in. pieniądze na infrastrukturę drogową. O te środki musimy zadbać sami, ale przecież te inwestycje tak czy inaczej są przed nami. Igrzyska tylko przyspieszyłyby realizację. To nie będą pieniądze wydane na marne.

Kiedy spodziewacie się oficjalnej decyzji Rady Ministrów?

- Sprawa się przesuwa. 31 października złożyłam niezbędne dokumenty, ale w grudniu dostaliśmy prośbę o ich uzupełnienie. Razem z wiceprezydent Magdaleną Sroką i marszałkiem Markiem Sową oraz profesorem Szymonem Krasickim zbieramy dodatkowe materiały dotyczące m.in. kosztów organizacji igrzysk i na początku lutego przedstawimy je rządowi. Potem będziemy czekać na oficjalną decyzję. Nie chcę mówić o konkretnej dacie, bo presji na Radzie Ministrów nie możemy wywierać.

Potem będzie trzeba przedstawić oficjalną kandydaturę. Jak zamierzacie się promować?

- To odległy temat. Na pewno zaprosimy do grona ambasadorów wszystkich medalistów olimpijskich. Ale jest jeszcze za wcześnie, by rozmawiać o planie marketingowo-promocyjnym. Najpierw potrzebujemy oficjalnej decyzji.

Polsko-słowackie igrzyska zimowe to pomysł...