Kraków trzyma kciuki za Agnieszkę Radwańską

Działacze wspominają dawne lata, dzieci ze szkółki Nadwiślanu zacierają ręce, a koleżanki pytają: "Jak nie teraz, to kiedy?" Pod Wawelem czekają na zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej w Wimbledonie
Do zwycięstwa zostały dwa kroki. Dzisiaj krakowianka zagra w półfinale z Sabine Lisicki, Niemką, która płynnie mówi po polsku. Jeśli wygra, będzie faworytką w finale.

- Zarówno z Kirsten Flipkens, jak i Marion Bartoli, które zmierzą się w drugim półfinale, Agnieszka nie powinna mieć problemów. Podświadomie na pewno czuje, że stoi przed ogromną szansą - ocenia Joanna Sakowicz-Kostecka, komentatorka Eurosportu i koleżanka Agnieszki.

Przed rokiem Radwańska też szalała na londyńskiej trawie, ale wtedy na jej drodze stanęła Serena Williams. - Dziś szanse są dużo większe. Jak nie teraz, to kiedy? Raczej nie ma obawy, że zje ją trema. Jedynie moja 15-letnia podopieczna jest trochę niezadowolona, bo to ona chce być pierwszą Polką, która wygra Wimbledon - śmieje się Katarzyna Strączy, była mistrzyni Polski z Krakowa, obecnie trenerka.

Można powiedzieć, że Wimbledon to najbardziej krakowski z wielkoszlemowych turniejów. Już przed laty w wywiadach Radwańska, pytana o drogę z Małopolski do Londynu, odpowiadała, że oba miejsce łączą natrętne gołębie, które zabrudzają chodniki.

Właśnie w Londynie krakowianka Jadwiga Jędrzejowska w 1937 r. była o włos od wygrania turnieju Wielkiego Szlema.

Prezes wyjmuje stare gazety

Sebastian Rutka, były sparingpartner Radwańskiej, przed kilkoma dniami wrócił z Wimbledonu. To właśnie starsza z sióstr Radwańskich załatwiła mu bilet. Półfinał będzie oglądał już z Krakowa. - W Londynie nie było czasu, by się spotkać, bo Agnieszka była bardzo zabiegana. Na pewno jest zmotywowana. Rok temu po finale się rozkleiła, bo w końcu Wimbledon to mekka tenisa. Każdy chce tam wygrać. Ale teraz ma kolejną szansę, pewnie nie ostatnią. Na tym poziomie to nie kwestia szczęścia, tylko umiejętności - przekonuje Rutka.

Szczególne emocje sukcesy Radwańskiej budzą natomiast w Nadwiślanie. W macierzystym klubie najlepszej polskiej tenisistki trenuje kilka grup najmłodszych adeptów tenisa. Dzieci chciałyby iść w ślady krakowianki, choć do dyspozycji mają tylko pięć ziemnych kortów. - Gdy tylko Agnieszka pojawia się na naszym obiekcie, jej treningi ogląda chmara dzieciaków. Jej sukcesy inspirują młodych, każdy chce grać jak ona - opowiada Otton Hodas, prezes Nadwiślanu.

Działacze, zawodnicy i fani Nadwiślanu zamierzają oglądać półfinał w klubowej kawiarence. Prezes przyznaje, że przygotowania rozpoczął już po zwycięstwie z Na Li. Z klubowych archiwów wyciągnął stosy wycinków gazet, które pisały o sukcesach nastoletniej Radwańskiej.

- Łezka się w oku zakręciła. Pamiętam Agnieszkę, która wygrywała pierwsze turnieje kilkanaście lat temu. Stała się już żywą legendą klubu, a przecież na sukces na wimbledońskiej trawie pracowała na naszych kortach. I to ziemnych, co tylko świadczy o jej kunszcie - uważa Hodas.

W dużo spokojniejszej atmosferze mecze Radwańskiej ogląda Wacław Mirek, trener przygotowania fizycznego, który współpracuje z siostrami Radwańskimi, kiedy tylko są w Krakowie. - Z jednej strony przeżywam starty Agnieszki, ale z drugiej staram się podejść do nich spokojnie. Wszyscy je śledzą i komentują. Jeśli pojawią się braki w przygotowaniu, to zawsze winny jest trener. Dlatego muszę na zimno analizować, nad czym można jeszcze popracować - mówi Mirek.

Siostra kciuki trzyma w domu

Ostatnie drobne kłopoty Agnieszki ze zdrowiem go nie martwią. Polka po każdym meczu oddaje się zabiegom w lodowatej wodzie i nie ukrywa, że odczuwa ból w udzie. - Takie rzeczy się zdarzają, ale to raczej sprawy związane z przeciążeniami. Mam nadzieję, że to nie powód do zmartwień. Przed wyjazdem na Wimbledon Agnieszka odpuściła inne turnieje i był czas, by popracować. Teraz pod względem motorycznym jest dobrze, problemów nie ma - zapewnia Mirek.

Za siostrę już z Krakowa kciuki trzyma Urszula Radwańska, która niedawno wróciła z Londynu. "Oczywiście z całego serca wspieram moją siostrę w Londynie i oglądam każdy jej mecz" - napisała na Facebooku.