Sport.pl

Agnieszka Radwańska o wizycie w Bronksie i strachu

Najlepsza polska tenisistka udzieliła wywiadu ?Gali?, w którym opowiada o rozwodzie rodziców, niebezpiecznych sytuacjach i radości po zwycięstwach.


Tenisistka z Krakowa przyznaje, że w karierze zdarzyło jej się zawędrować w niebezpieczne miejsca, głównie w Stanach Zjednoczonych. - W Los Angeles chodziłyśmy z dziewczynami po dzielnicy, w której żadna z nas nie powinna się znaleźć. Byłyśmy we trzy, nie znałyśmy miasta. Weszłyśmy w jakąś uliczkę i znalazłyśmy się w dzielnicy typu Bronx... Zresztą parę lat temu na Bronksie w Nowym Jorku też miałam przygodę. Nagle na środku tej owianej złą sławą dzielnicy zgubiliśmy - byliśmy w kilka osób - drogę. A na skrzyżowaniach grupki z kijami do bejsbolu. Nie było przyjemnie - wspomina na łamach "Gali".

Ale i w rodzinnym Krakowa miała ciekawą sytuację, gdy grupa osiłków podążała ślad w ślad za jej samochodem. - Widzę, że jedzie za mną auto, już z 10 minut, więc coś jest nie tak. Okazało się, że chodziło im o autograf. Jestem wyczulona na takie sytuacje - że ktoś za mną jedzie, idzie albo się we mnie wpatruje, żeby, nie daj Boże, zrobić zdjęcie. Musi być dobry paparazzi, żeby mu się udało - uśmiecha się Radwańska.

Więcej tutaj.

Więcej o: