Nowa strona Agnieszki Radwańskiej. Bez polityki i Smoleńska

Najlepsza polska tenisistka wygrała turnieje w Auckland i Sydney, a do tego ma nową stronę internetową, na której chętnie wchodzi w interakcję z fanami.
W nocy z soboty na niedzielę Radwańska ogłosiła na Facebooku, że ma nową witrynę. Dotychczasowa strona radwanskasisters.com działała jako wizytówka zespołu Radwańskich, a więc Agnieszki, Urszuli i ojca Piotra w roli trenera.

Na dawnej oficjalnej witrynie roiło się od informacji typowo politycznych, np. o katastrofie w Smoleńsku. Nie brakowało też wierszy, wpisów, które zachęcały do obejrzenia filmu Mgła, a ojciec tenisistek opublikował nawet oświadczenie krytykujące raport MAK. W specjalnej zakładce umieszczano też artykuły dziennikarzy, które nie przypadły do gustu tenisowej rodzinie.

- Tata zamieszcza na stronie różne rzeczy, także polityczne. Mam mu za złe, że tak robi, bo to jednak jest strona sportowa. Nie powinien tego mieszać. Ja staram się nie mieszać sportu z polityką, nie trzymam żadnej strony, nie interesuje mnie to. Miałam już w przeszłości propozycje popierania różnych partii, ale zawsze je odrzucałam. Skupiam się na tenisie, sporcie, stoję zupełnie z boku. I chcę, żeby tak zostało - mówiła Radwańska.

Nie było tajemnicą, że Agnieszka nie popierała politycznych fascynacji ojca, które mieszał sport z polityką. Na jej nowej oficjalnej stronie agaradwanska.com ze świecą szukać wątków politycznych. To ciekawa wizytówka internetowa z ładnymi zdjęciami z sesji, filmami i aktualnościami. W ostatnim czasie Radwańska zaczęła dbać o relację z fanami. Po zwycięstwach w Auckland i Sydney wrzucała na Facebooka zdjęcia z pucharami, zorganizowała sondę wśród kibiców, by wybrali sukienkę na finał z Dominiką Cibulkovą.

"Nie mogę zasnąć. Dzięki za pomoc w wyborze sukienki. Okazała się szczęśliwa! Kolejny puchar do kolekcji!!! Nie czas na myślenie o nowych torebkach ;) Z rana lot do Melbourne, a od poniedziałku Australian Open" napisała po zwycięstwie w Sydney.

Podoba Ci się nowa strona Radwańskiej?
Więcej o: