Agnieszka Radwańska: Chcę być numerem 1!

Cele na ten sezon? Te same co w poprzednim. Awans na pierwsze miejsce rankingu i wygranie Wielkiego Szlema - mówiła Radwańska przed występem w turnieju w Sydney (pula nagród 690 tys. dolarów).
Radwańska jest największą gwiazdą turnieju w Sydeny. Na konferencji prasowej została mocno przemaglowana przez dziennikarzy. Zadali jej kilkadziesiąt pytań We wtorek zagra w drugiej rundzie z Kimiko Date-Krumm. Japonka ma 42 lata, ale nie musi być wcale łatwą przeciwniczką. Dwa lata temu podczas Australian Open Polka nie bez problemów wygrała 6:4, 4:6, 7:5.

Tyle że na przeszkodzie zawodniczkom może stanąć upał. Według prognoz temperatura może sięgnąć nawet 42 stopni Celsjusza.

Co stało za tym, że zdecydowałaś się zacząć sezon w Nowej Zelandii zamiast przyzwyczajać się do upałów w Brisbane?

Agnieszka Radwańska: Właściwie nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego startu w nowym sezonie. Byłam w Auckland pierwszy raz, zagrałam kilka dobrych meczów. Było to dobre przygotowanie przed turniejem w Sydney i Australian Open

Startujesz w dwóch turniejach przed Australian Open. Duża liczba pojedynków pomaga w przygotowaniach do Wielkiego Szlemem?

- Dobrze jest pograć na początku roku, zwłaszcza kiedy nie grałyśmy przez kilka tygodni. Na pewno te pięć meczów za mną to dużo. Wiem, że we wtorek ma być bardzo gorąco, więc myślę że to dobre przygotowanie przed Melbourne.

W Auckland też było gorąco?

- Nie tak jak tutaj. Było około 25 stopni.

Jak Ci się grało w Auckland?

- Szczerze, to byłam zaskoczona, że trybuny były pełne od pierwszej rundy. Tamten turniej był bardzo dobry. Nie miałam na co narzekać.

W poprzednim roku, zdobyłaś trzy tytuły, zagrałaś w finale Wimbledonu. Jakie są cele w tym sezonie?

- Te same. Awans na pierwsze miejsce rankingu i wygranie Wielkiego Szlema. W zeszłym roku byłam bardzo blisko, więc w tym na pewno też spróbuje.

Jesteś gotowa na kolejny krok w tym kierunku?

- Tak myślę. Byłam bardzo blisko, zwłaszcza zostania numerem jeden. Brakowało może dwóch zwycięstw. Więc tak, jestem gotowa. Muszę cały czas ciężko pracować i próbować.

To jest tak proste - ciężka praca równa się awans?

- Nic tu nie jest proste, ale żeby zostać numerem jeden nie wystarczy wygrać jednego bądź dwóch turniejów. Trzeba grać bardzo dobrze przez cały sezon, by uzbierać taką liczbę punktów, by zostać numerem jeden. Będę nad tym pracować.

Doszłaś do finału w Wielkim Szlemie. Czy ten mecz czegoś Cię nauczył?

- Każdy mecz w Wielkim Szlemie, zwłaszcza w drugim tygodniu turnieju, to wiele doświadczeń. Kiedy wychodziłam na Kort Centralny na Wimbledonie, czułam że to finał inny niż wszystkie. Serena grała jednak wtedy za dobrze.

Willimas zaczęła sezon podobnie jak Ty od wygrania turnieju [w Brisbane - przyp. red.]. Amerykanka jest w Twoim zasięgu?

- Każdy turniej i każdy mecz to inna historia. Na pewno jest w formie i gra niesamowity tenis przez ostatnie kilka miesięcy. Na pewno teraz też jest bardzo trudną przeciwniczką.

Jeśli nie w Melbourne, to gdzie chciałabyś widzieć siebie jako zwyciężczynię Wielkiego Szlema, na jakiej nawierzchni?

- Dobre pytanie, ale szczerze to nie wiem. Na wimbledońskiej trawie byłam bardzo blisko i lubię tę nawierzchnię. Gram na niej dobrze od czasów juniorskich. Zdobycie Wielkiego Szlema jest w moim przypadku bardziej realne na hard korcie lub na trawie niż na mączce.

W Sydney zagrasz w upale, jak możesz się przed tym ochronić?

- Na pewno będę dużo piła, ale jestem gotowa. Z drugiej strony nigdy nic nie wiadomo. Czasem podczas takiej pogody trafi się mecz kiedy po prostu nie możesz pokazać swojego najlepszego tenisa.

Jak podchodzisz do meczu z Kimiko Date-Krumm w takich warunkach?

- Każdy gra w takich samych warunkach. Nie chodzi więc tylko o mnie. Taka pogoda może się trafić w półfinale Wielkiego Szlema i muszę być gotowa do gry.

Robisz jakieś przygotowanie psychologiczne przed meczami w takiej temperaturze?

- Dużo lodu też działa.

Masz 23 lata i już zaszłaś tak daleko. Budzisz się rano i myślisz o tych wszystkich szansach jakie są jeszcze przed tobą?

- Jak widzę dziewczyny w wieku 17, 18 lat, to myślę, że ja już mam prawie 24. Nie jestem już z tych najmłodszych. Pojawia się mnóstwo młodych dziewczyn, a czas leci. Mam nadzieje, że będę w stanie grać swój najlepszy tenis przez kolejne kilka sezonów. Jak widać, Serena nie jest dwudziestolatką, a gra niewiarygodnie.

To musi być niesamowite, mieć siostrę która też gra zawodowo w tenisa i Cię wspiera. Czy krytykujecie swoją grę?

- Nie, tylko się wspieramy. Nie mówimy nic negatywnego.

Tylko pozytywnie?

- Tylko. To ciężka praca i musimy stale podróżować, więc świetnie, że mamy siebie. Zwłaszcza teraz, kiedy jej ranking jest na tyle wysoki, że możemy grać w tych samych turniejach.

Jako nr 4 na świecie udało Ci się pozostać skromną i nie pozwolić, by nic nie uderzyło Ci do głowy?

- Jestem tą samą osobą jaką byłam kilka lat temu. Oczywiście, kiedy miałam 16 lat, nie uwierzyłąbym, gdyby ktoś powiedziałby mi, że będę numerem 4 na świecie. Jestem szczęśliwa, że utrzymuje się w czołówce przez kilka sezonów. To piąty sezon, w którym jestem w pierwszej dziesiątce.

Co robiłaś w zeszłym sezonie lepiej niż w poprzednich?

- Zadawano mi to pytanie już kilka razy, ale szczerze to nic tak właściwie nie zmieniłam. Na pewno ciężko trenowałam. Wygrana w Miami to był rewelacyjny wynik, grałam kilka meczów pod rząd i nie straciłam seta. Na mączce też zaprezentowałam się lepiej niż w poprzednich latach.

Czy Agnieszka Radwańska będzie w tym roku nr. 1 kobieciego tenisa?