Agnieszka i Urszula Radwańskie niedawno zaliczyły trzeci semestr na krakowskim AWF-ie. W miesiąc zadały osiem egzaminów, a największe problemy miały z językiem niemieckim. Naukę komplikowały też treningi, bo zawodniczki na kort wychodziły po trzy razy dziennie, a do tego trzeba była znaleźć czas na wizyty u masażysty, fizjoterapeuty itd.
Przed świętami A. Radwańska zagra jeszcze w lidze czeskiej. Z kolei po Bożym Narodzeniu wylatuje do nowozelandzkiego Auckland, gdzie
31 grudnia zaczyna się turniej. Później uda się do Sydney, a
16 stycznia zaczyna się Australian Open.
- Priorytety na 2013 r. pozostają bez zmian: wygrana w turnieju wielkoszlemowym i bycie numerem 1 w rankingu WTA. Do tego drugiego już w tym roku niewiele mi zabrakło. Więc może teraz się uda? - mówi Radwańska w
"Dzienniku Polskim"
Krakowska tenisistka przyznaje, że jej ulubionymi turniejami jest właśnie Australian Open i Wimbledon. - Nawierzchnia kortów w Melbourne i Londynie bardzo mi odpowiada. Proszę jednak pamiętać, że każdy turniej jest inny, każdy mecz jest inny. A kobieta zmienną jest, więc wszystko może się zdarzyć - dodaje Radwańska.