Sport.pl

Robert Radwański: W Polsce nie zdajemy sobie sprawy z sukcesu Agnieszki

Po bardzo dobrym dla sióstr Radwańskich sezonie, w którym Agnieszka zagrała w finale Wimbledonu, a Urszula przez chwilę zajmowała miejsce w pierwszej trzydziestce WTA, ojciec tenisistek oczekuje kolejnych sukcesów. - Agnieszkę stać na zwycięstwo w Wielkim Szlemie, a Ula może awansować do najlepszej dziesiątki - przekonuje.
- Po turnieju Masters w Stambule pozostał mały niedosyt. Nie ma jednak co gdybać, to był wspaniały sezon Agnieszki, ze świetnymi jej wynikami. Finał Wimbledonu to historyczny sukces i wyczyn. Przecież każdy tenisista marzy o tym, by tam zagrać. W Polsce chyba nawet nie do końca zdajemy sobie sprawę, jak wielki był to sukces. Przy takich pieniądzach włożonych w ten sport i tylu grających, to naprawdę sztuka - podkreśla na łamach "Dziennika Polskiego" Radwański.

Ojciec tenisistek odniósł się również do postępów, które poczyniła jego młodsza córka. Urszula awansowała z 105. pozycji na 31. miejsce w rankingu WTA. - Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, jak długą drogę Ula przebyła. Kontuzja kręgosłupa wyłączyła ją z gry praktycznie na rok - podkreśla Radwański. - Jestem pewny, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Teraz potrzebny jest jej awans do finału jakiegoś dużego turnieju lub zwycięstwo w nim. Przecież ogrywała już tenisistki z pierwszej "10" rankingu. Urszula dorośleje, ma stabilną głowę, a za tym idzie lepsza forma i spokój na korcie.

Zapytany o przedłużenie przez Agnieszkę umowy z trenerem Tomaszem Wiktorowskim, Radwański odpowiada, że odsunięcie go od szkolenia córek (ćwiczy z nimi tylko w Krakowie), nie jest dla niego wymarzonym układem. - Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, nie podoba mi się ten układ, ale nie będę rozdzierał szat. Czasem tak bywa, że ojciec musi pogodzić się z tym, że dzieci opuszczają rodzinne gniazdo. Robię to dla córek, jednocześnie cały czas trzymam rękę na pulsie - przekonuje.

Więcej o: