Wojciech Fibak: Agnieszka Radwańska to rogata dusza i łez po porażkach nie ociera

PRZEGLĄD PRASY. Tenisistka z Krakowa rozpoczęła walkę w wielkoszlemowym US Open, ale ciągle nie ucichły echa jej występu podczas zakończonych niedawno igrzysk olimpijskich.
Radwańska w Londynie najbardziej zawiodła w singlu, z którym pożegnała się już w pierwszej rundzie po porażce z Niemką Julią Goerges. Podobnie jak w mikście, a w deblu z siostrą Ulą wygrała tylko jeden mecz. Tenisistka była chorążym polskiej reprezentacji, ale można było odnieść wrażenie, że to dla niej turniej drugiej kategorii. Na korcie wyglądała na znudzoną, robiła miny i w kluczowych momentach odpuszczała walkę.

Po porażkach tylko wzruszała ramionami. Tłumaczyła, że dla tenisistów większy prestiż od IO mają turnieje wielkoszlemowe. - Szybko przyszło, szybko poszło, repasaży u nas nie ma, ale może jeszcze sprawdzimy - żartowała krakowianka po ostatnim meczu na londyńskim kortach.

Potem na Facebooku Radwańska wydała oświadczenie, w którym pisała m.in.: "Po raz kolejny oświadczam, że z moich ust nigdy nie padły słowa, że igrzyska nie są ważne. Jest mi przykro, że media interesują się bardziej porażkami niż zwycięstwami".

Wojciech Fibak, najlepszy polski tenisista w historii, komentuje na łamach "Gazety Krakowskiej": - Bardzo dobrze się stało, że w końcu to sprostowała. Trochę późno, bo zreflektowała się dopiero po kilku tygodniach, ale wiadomo, że Agnieszka to rogata dusza i po porażkach łez nie ociera.

Zapłakała jednak m.in. po przegranym finale Wimbledonu z Sereną Williams. - Ta porażka była dla niej jak zwycięstwo, to zupełnie inna sytuacja. Za to po igrzyskach było tylko wielkie rozczarowanie - zauważa Fibak.

Tymczasem Radwańska o igrzyskach pewnie już zapomniała, bo zaczął się US Open. W pierwszej rundzie krakowianka pokonała Rosjankę Ninę Bratczikową 6:1, 6:1. Teraz zmierzy się z Hiszpanką Carlą Suarez Navarro. - Losowanie wydaje się korzystne, ponieważ Agnieszka nie ma w swojej części drabinki ani Szarapowej, ani Petry Kvitovej, ani Wiktorii Azarenki, ni Chinki Na li, z którą ostatnio dwa razy przegrała - mówi Fibak.