Sport.pl

Jadwiga Jędrzejowska od podawaczki piłek bogaczom po finał Wimbledonu

Spała z wystruganą rakietą pod poduszką, nie miała pieniędzy na strój tenisowy, przez całą karierę paliła papierosy, kłóciła się z Charliem Chaplinem i złamała dworską etykietę. Krakowianka Jadwiga Jędrzejowska musiała pokonać o wiele więcej przeszkód niż Agnieszka Radwańska, by dotrzeć na szczyt
Radwańska awansowała do finału wielkoszlemowego Wimbledonu, w którym przegrała z Sereną Williams. Powtórzyła wyczyn Jędrzejowskiej, która 75 lat wcześniej też grała w finale prestiżowego turnieju na trawiastych kortach w Londynie. Droga obu polskich tenisistek na szczyt zaczęła się w Krakowie.

- Jędrzejowska była krakowianką z krwi i kości. Jej sposób mówienia był typowo małopolski, co nas, warszawiaków, nieco śmieszyło. Była zupełnie inna niż Radwańska, grę opierała na zabójczym forhendzie, a na korcie zawsze się uśmiechała w przeciwieństwie do smutnej i technicznej Agnieszki - wspomina Bohdan Tomaszewski, komentator sportowy, a niegdyś tenisista, który trenował z Jędrzejowską w warszawskiej Legii.

Radwańska kreowana jest przez media na dziewczynę z sąsiedztwa, której rodzina musiała sprzedawać kolekcję obrazów, by finansować wyjazdy na turnieje. Ale to Jędrzejowska musiała przełamywać przeciwności losu i konwenanse, by w ogóle marzyć o przebijaniu piłki przez siatkę.

Rakieta jak ukochana lalka

Urodziła się w 1912 roku w małym domku nieopodal kortów Akademickiego Związku Sportowego w Krakowie. W latach międzywojennych tenis zarezerwowany był wyłącznie dla elit. Na robotników, a tym bardziej na ich dzieci, na kortach spoglądano spode łba. Ośmioletnia Jędrzejowska postanowiła wspomóc finansowo rodziców i zaczęła podawać piłki bogaczom.

"Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy wzięłam rakietę do ręki. Wiem tylko, że było to w przerwie między spotkaniami starszych. Odbiłam piłkę prawdziwą rakietą, taką piękną rakietą z wypolerowaną rączką i brzęczącymi strunami. Piłka frunęła leciutko na drugą stronę kortu" - wspominała po latach na łamach książki "Urodziłam się na korcie".

Korty w krakowskim parku stały się jej drugim domem. Gdy miała 10 lat, ojciec wystrugał dla niej drewnianą rakietę. "Nie rozstaję się z nią odtąd ani na chwilę. Kiedy kładę się spać, wkładam ją pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę" - pisała Jędrzejowska.

Z dziecięcym zapałem organizuje własny klub tenisowy. Namawia chłopców z sąsiedztwa, by wystrugali własne rakiety. Na niewielkim placyku kredą malują linie, któryś z tenisistów daje im starą piłkę. Przez kilka dni zabawa w tenis trwa w najlepsze, ale 10-letnia Jadzia bije rówieśników na łeb. Obrażeni chłopcy rezygnują z gry.

W wieku 12 lat pomaga robotnikom walcować kort, a nawet podaje piłki podczas międzynarodowego meczu Kraków - Praga. Coraz częściej rywalizuje z dorosłymi, o jej talencie głośno mówi się wśród członków klubu. Ktoś wpada na pomysł, by dziewczynce od podawania piłek dać szansę i włączyć ją do kadry. Problem w tym, że to córka robotnika.

Rakietą w konwenanse

"Często czuję na sobie wzgardliwy i zawistny wzrok, który zdaje się mówić: "Co ta dziewczyna od podnoszenia piłek robi na korcie? Dlaczego zabiera miejsce innym? Dlaczego kręci się tu, pośród ludzi z innego świata?" - wspominała krakowianka. Dodawała, że ówczesna gwiazda Wanda Dubieńska chętnie utopiłaby ją w łyżce wody.

Andrzej Faruzel, były mistrz Europy, szef wyszkolenia młodzieży w Małopolskim Związku Tenisa, który grał z Jędrzejowską w katowickim klubie Baildon: - W jej autobiografii wydawanej w czasach cenzury trzeba było dopiec burżuazji. Ale tak naprawdę Jadzia wiele zawdzięczała wyższym sferom, bo dostała wielką szansę od losu.

Ostatecznie zarząd AZS-u przyjął 13-letnią Jędrzejowską do klubu po burzliwych obradach. - Nigdy nie będę grała z dziewczyną od podawania piłek - krzyczała jedna z członkiń zarządu. Kobiety nie chciały z nią trenować, więc ćwiczyła z mężczyznami. Zresztą na kortach wciąż obecne były konwenanse i zabobony. Jędrzejowska wspominała, jak jedna z tenisistek goniła po korcie hipnotyzera, który przed meczem niesłusznie przepowiedział jej zwycięstwo.

Krakowianka wierzyła wyłącznie w siebie. Dzięki tenisowi pierwszy raz pojechała pociągiem (na turniej do Katowic) i zobaczyła Tatry (podczas zawodów w Zakopanem). W wieku 15 lat miała zadebiutować w mistrzostwach Polski (razem z seniorami, bo wówczas nie było kategorii młodzieżowych), ale nie miała profesjonalnego stroju: obowiązkowej białej sukienki i długich pończoch. "Wiele łez wylewałam po nocach przez ten przeklęty kostium" - pisze w autobiografii.

Ostatecznie członkowie klubu kupili strój ze składek członkowskich, ale. nie spodobało się to wyżej notowanym tenisistkom, które nadal z pogardą traktowały córkę robotnika. Jędrzejowska zdobyła wówczas mistrzostwo Polski w deblu, za co otrzymała złoty zegarek. Wkrótce potem zwyciężyła w turnieju w Krośnie, a nagrodą był kuferek, z którym nie rozstawała się przez resztę kariery.

Przez tenis wyleciała ze szkoły. Zgodnie z ówczesnym prawem na zajęcia nie mogły uczęszczać członkinie klubów sportowych. Jędrzejowska spakowała książki i wróciła do domu, by napisać list do Ministerstwa Edukacji. W resorcie postanowili zrobić wyjątek dla utalentowanej krakowianki i przywrócili ją do szkoły. O złośliwości elit miała przekonać się jeszcze raz, tuż przed maturą. Zazdrośni tenisiści namówili jednego z krakowskich dziennikarzy, by napisał, że Jędrzejowska zdała egzamin dojrzałości dzięki sukcesom sportowym.

Z Krakowa na salony

Tenisistka robiła postępy i zaczęła wyjeżdżać na zagraniczne turnieje. Przed mistrzostwami Francji w Paryżu (ówczesny French Open) zgubiła się na dworcu i okradł ją taksówkarz. Zadebiutowała na Wimbledonie. Potem wygrywała między innymi mistrzostwa Londynu, międzynarodowe mistrzostwa Węgier, Austrii, Irlandii Północnej i Walii.

Z Krakowa przeniosła się do Warszawy i zaczęła pracować w przedstawicielstwie jednego z producentów sprzętu sportowego. Przełomowy był rok 1937. Dotarła do półfinału French Open oraz finałów Wimbledonu i mistrzostw USA.

Z rozrzewnieniem wspominała sukces na trawiastych kortach w Londynie. W trzecim secie prowadziła 4:1 z Dorothy Round, by przegrać. "Bałam się zwycięstwa" - notuje po latach.

Wspomina, że Alicja Marble, półfinałowa rywalka, podbiegła do niej na korcie i krzyczała: "Jesteś najlepsza na świecie, skąd u ciebie ten kompleks niższości?".

Po turnieju odrzuciła ofertę przejścia na zawodowstwo wartą 25 tys. dolarów (tzw. cyrk Tildena skupiał tenisistów, którzy rozgrywali turnieje pokazowe, ale nie mogli startować w zarezerwowanych dla amatorów zawodach pokroju Wimbledonu). Wyjechała do USA, gdzie na trybunach zdenerwował ją nieznajomy mężczyzna, który raz po raz krytykował zawodników. - Pan zupełnie nie zna się na tenisie! - rzuciła zdenerwowana. I wspominała, że "rozmowa przerodziła się w ostrą utarczkę słowną". Okazało się, że prowokował ją sam Charlie Chaplin. "Gdybym nie miała nogi w gipsie, niewątpliwie uciekłabym z loży" - pisała. Szybko zaprzyjaźniła się z komediantem i gwiazdą Hollywood.

W 1939 roku wygrała French Open w grze podwójnej, a potem jej karierę przerwała II wojna światowa. Pewnego dnia do jej domu w Warszawie wkroczyli gestapowcy z. propozycją azylu od Gustawa V, króla Szwecji i partnera deblowego. Mimo to Jędrzejowska odmówiła wyjazdu. - Po latach spotkali się podczas turnieju w Sztokholmie. Król zobaczył grającą na korcie Jadzię, ich spojrzenia się spotkały i wówczas pogroził jej palcem. Potem żartował, że złamała dworską etykietę, bo przecież królowi się nie odmawia. Bardzo lubił Polkę, która lepiej mówiła po niemiecku niż po angielsku i nazywała go Herr King - wspomina Tomaszewski.

W trakcie wojny schudła 23 kilogramy. W 1945 roku odwiedziła pogorzelisko po warszawskim domu. Pod stertą gruzu znalazła jedynie. srebrny medal wimbledoński.

Gem, set, papieros

Po wojnie wróciła do tenisa, ale jedynym międzynarodowym sukcesem był finał French Open w grze mieszanej. W kraju wciąż dominowała. Ostatecznie zdobyła 65 tytułów mistrzyni Polski (w 1933 roku związek przyznał jej mistrzostwo bez gry), choć jak wspominają jej przyjaciele, przez całą karierę namiętnie paliła papierosy.

- Do dziś widzę Jadzie na ławeczce przed kortami Legii, jak zaciąga się damskimi papierosami z munsztukiem. Paliła zarówno przed, jak i po grze, ale nawyk zupełnie jej w tym nie przeszkadzał. Wciąż była najlepsza - uśmiecha się Tomaszewski.

- Mimo upływu lat ponad 40-letnia Jędrzejowska imponowała precyzją. Gdyby rozłożyć na korcie chusteczkę, na pewno trafiłaby w nią bez problemu z serwisu. Ale cały czas paliła. Inną namiętnością były karty. Gdy padało, siadaliśmy w klubie i graliśmy w jej ukochanego remika - wspomina Faruzel.

Radwańska zarobiła w finale Wimbledonu 3 mln zł i część sumy przeznaczy pewnie na kupno torebek znanych marek. 75 lat wcześniej Jędrzejowska dostała za finał 3,5 funta w bonach towarowych i korty Wimbledonu opuszczała z kuferkiem, który wygrała jako nastolatka w Krośnie. Po zakończeniu kariery trenowała młodzież w Katowicach. Gdy po latach wróciła do Krakowa, ze smutkiem stwierdziła, że jej macierzyste korty AZS-u już nie istnieją. Zmarła w 1980 roku na raka krtani, zgodnie z wolą rodziny została pochowana na cmentarzu Rakowickim.

* Korzystałem z książek "Urodziłam się na korcie" w opracowaniu Kazimierza Gryżewskiego i "T jak tenis" Zbigniewa Dutkowskiego

Więcej o:
Komentarze (65)
Jadwiga Jędrzejowska od podawaczki piłek bogaczom po finał Wimbledonu
Zaloguj się
  • symulacrum

    Oceniono 41 razy 35

    nie rozumiem, dlaczego pisze się o Jędrzejowskiej w opozycji do Radwańskiej
    jedna się uśmiechała, druga techniczna i smutna
    jedna uboga naprawdę, druga - tylko gadanie
    itd.

    nie można napisać o jednej sportsmence pozytywnie nie dowalając innej "dla równowagi"?
    Jędrzejowska urośnie w czyichś oczach, jak się Radwańską pomniejszy?

    ja przed obiema paniami chylę czoła za ciężką harówę i szanuję za wielkie sukcesy!

  • casdecu

    Oceniono 32 razy 26

    Kilka słów komentarza.
    Po pierwsze, "robotnik" w odniesieniu do ojca Jędrzejowskiej, jest trochę zbyt ogólnym określeniem. Był kortowym, czyli tym który przynosi, odnosi i zamiata. I córka tego (zapewne niezbyt wyględnego) człowieka miała być wprowadzona do drużyny klubowej. To dopiero był skandal!
    Po drugie: Tilden z propozycją przejścia na zawodowstwo wysłał do Jędrzejowskiej samego Freda Perry'ego. Uczynił jej też ten honor, że była pierwszą kobietą, do jakiej tę propozycję wystosował - przed Wills-Moody, Marble, Round, Krahwinkel czy Jacobs. Przekładając to na dzisiejsze nazwiska, byłoby to mniej więcej tak, jakby Sampras wysłał do Agnieszki Radwańskiej takie zaproszenie za pośrednictwem Federera lub Nadala, z pominięciem sióstr Williams, Martiny Hingis i wielu innych tenisistek.
    Poza tym, o ile tzw. cyrk Tildena był pionierską próbą uzawodowienia tenisa, to warto wspomnieć, że Big Bill podjął się jej po to, żeby samemu spłacić długi, w tym te wynikające z grzywien sądowych za seks z nieletnimi chłopcami.
    Nie widzę też uzasadnienia przez Jędrzejowską odrzucenia tej nadzwyczaj (na owe czasy) intratnej propozycji. Chodziło jej o to, że praktycznie cały rok spędzałaby w podróży. W "Urodziłam się na korcie" pisze, że nie mogła znieść myśli o tak długim rozbracie z ojczyzną, a przede wszystkim - rodziną.
    Dobrze czasem czytać takie książki - są pozbawione prezentyzmu późniejszych interpretacji.

  • durfte17

    Oceniono 33 razy 23

    Nieładnie jest porównywać obie panie do siebie. Ta miała gorzej, ta ma lepiej. Każda z nich miała i ma inaczej. Każda z nich miała przeciwności losu lub osób. Boże, cieszmy się z tego co mamy, Polak - dziennikarz musi narzekać, coraz więcej czytamy takich artykułów... A na co kobieta przeznacza ciężko zarobione pieniądze - na to co chce, drogi dziennikarzu. A Ty na co?

  • darcy25

    Oceniono 26 razy 18

    Co tu porównywać?
    Jędrzejowska pewnie była rówieśnicą prababci Isi.
    Równie dobrze moglibyśmy porównywać przedwojennego ułana do wspólczesnego żołnierza GROMu, albo przedwojenne liczydło do wspólczesnego laptopa.
    Inne czasy, inne obyczaje, inna technika, inne pieniądze, inna mentalność .... 75 lat różnicy

    Każda jest symbolem czasów, w których przyszło jej żyć, przy czym Isia miejmy nadzieję, jest dopiero na początku swej drogi

  • seagool

    Oceniono 27 razy 15

    Jestem "bezpartyjna" ale blizej mi do pogladow Tuska, niz Kaczynskiego. Mimo to, jestem zdegustowana artykulem. Czegos podobnego nie czytalam od czasow komuny.
    Nie wiedzialam, jaka partie czy politykow wspiera Radwanska i dopiero lektura komentarzy innych internautow uswiadomila mi, czym wywolana jest jawna zawisc i przerazajacy brak profesjonalizmu autora tych wypocin.
    Interesuja mnie tylko wyniki Radwanskiej na korcie, a nie jej poglady polityczne, bo sa jej prywatna sprawa i ma do nich swiete prawo, udokumentowane przez konstytucje RP.
    Bardzo jestem dumna z rodaczki, ktora nie tylko zagrala ale doszla do finalu w Wimbledonie. Nic, absolutnie nic, nie jest w stanie umniejszyc jej sukcesu w Londynie, bo to gra indywidualna i Radwanska zawdziecza swoje wygrane tylko sobie, swoim intensywnym treningom i motywacji, a nie rodzicom. Oni umozliwili jej trening ale nikt nie moze kupic sobie talentu, hartu ducha i wygranej w Wimbledonie.
    Drwienie z jej sukcesu i porownywanie do kogos, kto zyl w innej epoce, jest tak obrzydliwe, jak zaszczuwanie ludzi przeciwnych partii w czasach komuny. Ktos, kto pisze w ten sposob, nie zasluguje na miano dziennikarza. Perfidne i podle zachowanie autora artykulu, obnaza jego najnizsze instynkty i liczne kompleksy. Niw twierdze, ze mialam jakies zludzenia co do bezstronnosci Gazety ale nie spodziewalam sie, ze jest tak niskich loltow...Co jaj mam teraz czytac???

  • jotembi

    Oceniono 15 razy 15

    taka ciekawostka trochę OT - mój ukochany Słonimski wspomina gdzieś, że podczas meczu Jędrzejowskiej w Wimbledonie ze zdenerwowania zjadł prawie cały słomkowy kapelusz :)

  • interfere

    Oceniono 33 razy 11

    No i co ja mam teraz zrobić? Kogo wybrać? Jedrzejowska czy Radwańska? Czy zacząć uważać, że sukces Radwańskiej jest mniej wart, bo grała za większe pieniądze i nie musiała przekonywać do siebie arystokracji? ;-) Nawet Tomaszewskiego próbują w to wmieszać, choć powinni się od niego uczyć rzetelnego dziennikarstwa.
    Po raz kolejny w artykule widzę jak "Gazeciarze" mają problem z przełknięciem sukcesów Radwańskiej - zapewne z powodu jej jawnie deklarowanych sympatii politycznych, i jak z tego powodu próbują przemycić w artykule ukryte treści. Akurat nie jestem fanem PiS, ale mam dokładnie w d* na kogo głosuje Radwańska /z całym szacunkiem ;-) of korz/.
    Więc proszę potraktować mnie poważnie i nie wrzucać mi cichaczem takiego shitu, lub wymyśleć coś inteligentniejszego, żebym się nie zorientował. ;-)

  • given5

    Oceniono 20 razy 10

    Dlaczego Polacy nie moga sie poprostu ucieszyc z sukcesu Radwanskiej?

  • macqbat

    Oceniono 22 razy 8

    w pale się nie mieści, że tyle lat temu dała radę pokonać krakowskie dziadostwo: biskupów, przekupów, pseudoarystkoratów i innych buszmenów. Nawet teraz to z reguły niemożliwe, dlatego w tym mieście taki syf

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX