Zastrzyki z krwi znów mają pomóc Dariuszowi Pawlusińskiemu

Wcześniej było zerwanie mięśnia dwugłowego, a teraz naderwane więzadło poboczne w kolanie. - Kontuzje nigdy w karierze mnie tak nie prześladowały - kręci głową pomocnik Termaliki Bruk-Betu Nieciecza w rozmowie z krakow.sport.pl.
Pech ciągnie się za Pawlusińskim od listopada. Zamiast przygotowywać się z kolegami na zgrupowaniu w Kamieniu, pomocnik musi się leczyć.

Niedawno wrócił do treningów po urazie mięśnia dwugłowego, ale doznał kolejnej kontuzji. - Poślizgnąłem się na sztucznym boisku. Noga uciekła i stało się - opowiada były piłkarz Cracovii.

Kiedy leczył poprzedni uraz mięśnia, pomogły mu... czynniki wzrostu, czyli białka osocza pobierane z własnej krwi. - Wówczas lekarze zalecali mi zabieg, ale się nie zgodziłem. Zastrzyki wystarczyły. I wierzę, że teraz będzie podobnie. Na dziś diagnoza jest taka, że minimum przez 10 dni muszę pauzować. Cóż, i tak niezbyt dobrze się z tym czuję, bo nigdy nie musiałem pauzować w sumie przez aż trzy miesiące. Inni trenują, walczą o miejsce w składzie, a ja się leczę - rozkłada ręce Pawlusiński.

Czasu ma jeszcze dużo, bo runda wiosenna I ligi rusza 8 marca.