Sponsor Termaliki Bruk-Betu Nieciecza: Chyba powinniśmy zgłosić się do Księgi rekordów Guinnessa

Jeśli Termalica Bruk-Bet awansuje do ekstraklasy, działacze zgłoszą to do Księgi rekordów Guinnessa. - Nasz region jest nieco upośledzony, więc sport to okno na świat - mówi Krzysztof Witkowski, sponsor klubu
W 2010 roku klub z wioski liczącej 700 osób, awansował do I ligi. Krytycy zarzucali wówczas działaczom, że porwali się z motyką na słońce. Minęło nieco czasu, a drużyna z malutkiej Niecieczy bije się o ekstraklasę. W ubiegłym sezonie pechowo zajęła 5. miejsce, a w tym - na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej - jest trzecia.

Za sukcesami stoi małżeństwo: Krzysztof i Danuta Witkowscy. Właściciel firmy Bruk-Bet jest głównym sponsorem, a jego żona prezesem klubu. Oboje niechętnie udzielają się w mediach, a jeśli już stają przed kamerami, to mówią głównie o działalności społecznej i chęci pomocy biednemu regionowi. Tłumaczą, że wolą stać w cieniu.

W środowisku Termalica słynie z wysokich płac dla zawodników, a dopiero latem po rewolucji kadrowej od klubu odkleiła się łatka klubu dla piłkarskich emerytów. W małej Niecieczy świętują każdy sukces. Na ostatnie mecze, okrzyknięte historycznymi (sparing z Wisłą i ligowy mecz z Cracovią) zjechali kibice z całej okolicy. Oni sami coraz częściej wymieniają zespół z Niecieczy w gronie faworytów do awansu. Realizacji tego celu, jak powtarza sponsor, nikt w klubie nie zamierza piłkarzom... zakazywać.

Rozmowa z Krzysztofem Witkowskim, sponsorem Termaliki Bruk-Bet Nieciecza

Szymon Opryszek: Był pan na derbach Londynu. Szukał pan rozwiązań na ekstraklasę?

Krzysztof Witkowski: - Tak daleko bym nie patrzył (śmiech). Obejrzałem spotkanie Arsenalu z Chelsea, mogłem się nieco nauczyć, ale wizyta była przede wszystkim związana z synami. Obiecałem im wyjazd na mecz z gwiazdami i spełniłem rodzicielski obowiązek. Czy pytali, kiedy gwiazdy światowego formatu zawitają do Niecieczy? Raczej nie, zachowują proporcje.

Termalica Bruk-Bet chyba zaczyna być postrzegana jako poważny klub.

- Przez ostatnie dwa lata drużyna była wysoko notowana. Wynik sportowy zadecydował o zmianie opinii na temat klubu. Początkowo spotykałem się ze stwierdzeniami, wręcz zarzutami, które odnosiły się do wielkości wioski, w której gramy. Dziś jesteśmy postrzegani jako faworyt I ligi. Ludzie zaczęli zauważać aspekt społeczny, na który w swojej pracy zwracamy uwagę.

Po poprzednim sezonie był pan zawiedziony?

- Nigdy nie deklarowałem, że wejdziemy do ekstraklasy. Wielkiego rozczarowania więc nie było. Awans w pewnym momencie był realny. Ostatnie mecze przegraliśmy, a dla części obserwatorów nasze porażki były związane z ewentualnymi problemami z licencją czy brakiem ambicji zawodników. Nie zgadzam się z tym. Prawda jest taka, że sportowo niektórzy piłkarzy zawiedli i zajęliśmy 5. miejsce.

Jak wielu piłkarzy gra w Niecieczy wyłącznie dla pieniędzy?

- Głównym czynnikiem przyciągającym zawodników są dobra organizacja klubu i klimat do rozwoju. Wynagrodzenia postawiłbym na 3., 4. miejscu. Latem pozyskaliśmy zawodników świadomych swoich celów, więc ich oczekiwania nie były wygórowane.

Na pewno?

- Jeśli sprawy finansowe przyciągają do Niecieczy, to raczej chodzi o regularność przelewów niż ich wysokość. Wcześniej może można było znaleźć kilka takich nazwisk. Teraz klub jest jak rodzina, a piłkarze skupiają się na ambicjach sportowych i budowaniu nazwisk.

To zasługa trenera Kazimierza Moskala?

- To bardzo dobry fachowiec, który nie mógł spełnić się w Wiśle. Może nie ma takiego nazwiska, jak np. Słowak Dusan Radolsky, ale cechuje go wysoka kultura osobista i inteligencja. To był ważny czynnik przy jego wyborze. Jego rola w kreowaniu atmosfery w drużynie jest bardzo duża, nie pomijając roli zarządu.

Wielu sponsorów wycofuje się z polskiej piłki. Pan się nie zraził?

- Nigdy nie miałem takiej chwili, bym pomyślał o rezygnacji z mecenatu. Owszem, kluby z tradycjami funkcjonują z różnym powodzeniem w dużych miastach. Tam chodzi o wynik i pieniądze. Mi zależało na stworzeniu alternatywy dla lokalnego środowiska. Nasza pomoc zbiegła się z ambicjami zawodników z regionu, którzy bez wynagrodzenia zdobywali kolejne awanse. Nasz region jest nieco upośledzony, więc sport może być krokiem do świata. Pół żartem, pół serio powinniśmy się zgłosić do Księgi rekordów Guinnessa, bo klubu z tak małej wioski, który grałby tak wysoko, chyba na świecie nie ma. Choć może lepiej poczekać na ekstraklasę (śmiech).

Czyli apetyt rośnie w miarę jedzenia?

- Walczymy zawsze o zwycięstwo. Nie powiem piłkarzom, że wystarczy mi 3. miejsce, bo chcę, by klub wygrywał. Dla wielu najważniejszy jest cel sportowy, a my skupiamy się na coraz lepszej organizacji Termaliki Bruk-Bet.

Stać pana na ekstraklasę?

- Firma Bruk-Bet jest obecnie jedynym sponsorem klubu. Po ewentualnym awansie są możliwe różne rozwiązania. Gdybyśmy mieli grać w ekstraklasie, to będziemy chcieli podołać także organizacyjnie.

Czy Termalica awansuje do ekstraklasy?