Sport.pl

Puchar Polski. Po sensacji w Puszczy fety nie planują

- Wielkiego świętowania nie będzie, ale zobaczymy się w telewizji - cieszy się Andrzej Sobieszczyk, bramkarz Puszczy Niepołomice. Drugoligowiec wyeliminował Lechię Gdańsk z Pucharu Polski.
Rozmowa z Andrzejem Sobieszczykiem, bramkarzem Puszczy Niepołomice

Damian Gołąb: Wygraliście po rzutach karnych. Sprawdzał pan, jak piłkarze Lechii je wykonują?

Andrzej Sobieszczyk: W poprzedniej rundzie po karnych wyeliminowali Piasta Gliwice, ale na internetowej stronie Polsatu był jedynie skrót meczu, i tylko dwa ostatnie karne. Całe szczęście w internecie znalazłem nagranie wykonane przez kibica. Sfilmował całą serię - co prawda z daleka, ale dało się to odczytać. Z piłkarzy, którzy w tamtym meczu wykonywali karne, powtórzył się tylko Rafał Wolski. Uderzył w ten sam róg i trafił, bo jego strzał był bardzo precyzyjny.

Mimo wszystko obronił pan dwa strzały, w tym Milosa Krasicia, który jeszcze parę lat temu grał w Juventusie.

- Ale tak samo cieszyłbym się po obronie strzału każdego innego piłkarza. Ma pecha, że akurat padło na niego. Wiadomo, że za nim kariera, o jakiej marzy każdy z nas, ale na boisku jesteśmy równi.

To najpiękniejsza chwila w pańskiej karierze?

- Tak. Cieszę się, że będą kolejne dwa mecze, bo nie gram w lidze [Sobieszczyk jest rezerwowym bramkarzem i gra tylko w PP - przyp. red.]. Świętowanie? Wielkiej fety nie planujemy, bo kolejny mecz już w sobotę. Ale zobaczymy się w telewizji, bo na pewno będą powtórki meczu.