Sport.pl

Bramkarz Puszczy Niepołomice: Fety nie ma w planach

- Wielkiego świętowania nie ma, ale zobaczymy się w telewizji - rozmowa z Andrzejem Sobieszczykiem, bramkarzem Puszczy Niepołomice, który w środę obronił dwa rzuty karne wykonywane przez piłkarzy Lechii Gdańsk. Drugoligowiec m.in. dzięki niemu awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski.
Damian Gołąb: Wasz trener mówił, że ćwiczyliście przed meczem rzuty karne. Sprawdzał pan, jak piłkarze Lechii je wykonują?

Andrzej Sobieszczyk: W poprzedniej rundzie gdańszczanie po karnych wyeliminowali Piasta Gliwice, ale na internetowej stronie Polsatu był tylko skrót meczu. A w nim były tylko dwa ostatnie karne - obroniony przez Damiana Podleśnego i wykorzystany przez Jakuba Wawrzyniaka. Całe szczęście na youtubie znalazłem nagranie wykonane przez jakiegoś kibica. Sfilmował całą serię, co prawda z dość daleka, ale dało się to odczytać. Z piłkarzy, którzy w tamtym meczu strzelali karne, z nami powtórzył się jednak tylko Rafał Wolski. Uderzył w ten sam róg i trafił, bo jego strzał był bardzo precyzyjny.

Mimo wszystko obronił pan dwa rzuty karne, w tym Milosa Krasicia, który jeszcze parę lat temu grał w Juventusie. To dodatkowy powód do satysfakcji?

- Jasne, chociaż tak samo cieszyłbym się po obronie strzału każdego innego piłkarza. Ma pecha, że akurat padło na niego, z takim nazwiskiem. Ale to normalny zawodnik. Wiadomo, że za nim kariera, o jakiej marzy każdy z nas, ale na boisku jesteśmy równi.

Jak mobilizowaliście się przed meczem? Wyszliście na boisko z planem, by nie dopuścić rywali do dobrych sytuacji pod bramką. I to długo się udawało.

- No tak, ale wiele przemawiało na naszą korzyść. Lechia od roku u nas nie wygrała, ja w tym sezonie w lidze jeszcze nie straciłem bramki [Sobieszczyk jest rezerwowym bramkarzem i gra tylko w PP - przyp. red.], puchary rządzą się swoimi prawami... Do tego na naszą korzyść przemawiała pora rozgrywania meczu - 14.45 - i "zimowa" piłka. To wszystko mogło zaskoczyć rywali. A poważnie - chcieliśmy zagrać konsekwentnie w defensywie i to się udało. Sytuacje, które stworzyli, nie były zbyt groźne. Zdobyli ładną bramkę, ale poza tym nie mieli stuprocentowych okazji.

Pewnie jest pan zaskoczony, że miał tak mało pracy?

- Było kilka strzałów z dystansu, jakiś rzut wolny, ale to nie były bardzo wymagające uderzenia. Ważna była koncentracja.

To zwycięstwo to chyba dla pana najpiękniejsze chwile w dotychczasowej karierze?

- Tak. Cieszę się, że będę miał kolejne okazje do występów, bo nie gram w lidze. Fajnie, że będą kolejne dwa mecze.

Występami takimi jak z Lechią może pan się zbliżyć do podstawowego składu.

- No tak, chociaż to cała drużyna dobrze zagrała. Rywalizacja jest, ale trzeba cierpliwie czekać. Dlatego cieszę się, że mogłem zagrać w PP i będą kolejne okazje.

Będzie czas na fetowanie zwycięstwa?

- Wielkiego świętowania nie będzie, bo kolejny mecz gramy już w sobotę. Tutaj każdy profesjonalnie podchodzi do sportu, poza piłką nic innego nie robimy. Ale zobaczymy się w telewizji, bo na pewno będą powtórki tego meczu.

Więcej o: