Sport.pl

Rafał Majka: Dokonałem wielkiej rzeczy. Wygrana nie jest przypadkiem [ROZMOWA]

Rafał Majka bohaterem całej Polski. 25-letni kolarz z Zegartowic wygrał 71. Tour de Pologne. - Ledwo stoję na nogach, dałem z siebie naprawdę wszystko - mówi zawodnik Tinkoff-Saxo.
Ciekawostki o małopolskim sporcie wklejamy na Facebooka Kraków - Sport.pl »

Michał Knura: Jak wygrywać pierwszy wyścig Pro Tour, to tylko w Polsce?

Rafał Majka: Bardzo chciałem. Dwa wygrane etapy i zwycięstwo w klasyfikacji generalnej to coś wielkiego.

Dla kogo ta wygrana?

- Dedykuję ją całej mojej rodzinie, narzeczonej. Zawsze są ze mną, tata często dzwoni, jak jest ciężko i mówi "młody, będzie lepiej". To nie jest łatwy sport, trzeba wiele poświęcić. W ciągu roku jestem dwa miesiące w domu.

Ostatni etap był niesamowicie ciężki.

- Końcówka nie była pode mnie, ale dałem z siebie wszystko. Naprawdę wszystko, ledwo stoję na nogach. Na dwóch ostatnich kilometrach patrzyłem tylko w przód.

Jechaliście w ekstremalnych warunkach. Wysoka temperatura, żar lał się z nieba.

- Kocham taką pogodę, nawet jakby było 50 stopni Celsjusza. Byłem dobrze przygotowany, wierzyłem, że mogę wygrać. Dużo sekund nadrobiłem w piątek, a w sobotę dokonałem wielkiej rzeczy. Ale to nie przypadek.

Podczas dwóch etapów górskich wśród kibiców panowała euforia, ale w sobotę to była ekstaza.

- Dla mnie i mojej ekipy to coś pięknego. Obsługa spisała się rewelacyjnie, nawet walizki za sobą nie muszę nosić (śmiech). Robili wszystko, bym wygrał.

Kibice pomagali na trasie, jak mogli.

- Bardzo im za to dziękuję. Byłem pod presją, bo bardzo na mnie liczyli, a nie jest łatwo sobie z nią radzić. Ja lubię, gdy kibice skandują moje imię i nazwisko. "Rafał, dawaj, dawaj" - coś pięknego.

Za rok znów zobaczymy pana na starcie?

- W tej chwili nie wiem, zobaczymy, jakie będę miał plany. Rok temu byłem czwarty, ale obiecałem kibicom, że wygram. I dokonałem tego. Jak coś mówię, to zawsze dotrzymuję słowa, choć nie przychodzi to lekko.

Czas na kolejne wyzwania?

- Na początek chcę odpocząć, a kolejnym wyzwaniem będzie ślub (śmiech).

Presja będzie większa niż przed startem TdP?

- Nie, nie. Chcę pobyć z rodziną, bo rzadko bywam w domu. Wykonuję ciężką pracę, ale to się opłaca. Pięć wygranych w ciągu miesiąca to coś wielkiego.

Spełnia pan w tej chwili marzenia?

- Powoli tak, ale troszkę brakuje do tych największych. Jestem młodym zawodnikiem, przede mną wiele nauki. Jeżeli chcę zostać wielkim zawodnikiem, to muszę sobie podnosić poprzeczkę.

Więcej o:
Najczęściej czytane