Mechanik Rafała Sonika: Na Rajdzie Dakar śpi się po dwie, trzy godziny lub wcale

- Zaczynam dzień zwykle około godz. 4 rano. Pakujemy biwak do ciężarówki, w międzyczasie Rafał startuje, a my mamy śniadanie. To jedyny moment, by w miarę normalnie zjeść - opowiada Jarosław Zając, pierwszy mechanik quada Rafała Sonika na Rajdzie Dakar 2014.
Andrzej Klemba: Kiedy rozpoczynają się przygotowania do Rajdu Dakar?

Jarosław Zając: Trwają właściwie cały rok. Wszystkie zawody, w których bierzemy udział, służą temu, by jak najlepiej przygotować całą ekipę do styczniowego startu w Rajdzie Dakar. Testujemy na nich różne rozwiązania w quadzie, by później któreś wykorzystać. Sprzęt na Rajd Dakar wypłynął już pod koniec listopada z portu Le Havre. Co w nim było? M.in. samochód campingowy, ciężarówka, quad, dwa zapasowe silniki, około 60 opon i mnóstwo drobnego wyposażenia.

Jak wygląda praca mechanika? Podejrzewam, że śpi pan najmniej...

- Rzeczywiście przez dwa tygodnie samego rajdu śpię po dwie, trzy godziny dziennie. Czasem mogę zmrużyć oko podczas jazdy między biwakami etapowymi, ale to zależy od tego, jakim autem jadę. Jeśli to ciężarówka Man, która zwykle nie ma dopasowanych opon do nawierzchni, słabo amortyzuje, to bardzo trudno usnąć, bo tak głowa podskakuje. Za to po rajdzie, kiedy już wszystkie emocje opadną, śpię bite 24 godziny.

Zaczynam dzień zwykle około godz. 4 rano. Pakujemy biwak do ciężarówki, w międzyczasie Rafał startuje, a my mamy śniadanie. To jedyny moment, by w miarę normalnie zjeść. Potem jedziemy na kolejne miejsce biwakowania. To zwykle 600-800 km drogi przed nami. Na miejscu jesteśmy około godz. 17, rozpakowujemy sprzęt i czekamy na przyjazd Rafała. Wtedy zaczyna się największa praca. W zależności od uszkodzeń czasem nie kładziemy się spać do rana, tylko naprawiamy quada. Tak się dzieje, gdy np. Rafał zaliczy rolkę, czyli wypadek. Zawsze wymieniamy komplet opon, wszystkie filtry i olej. Sprawdzamy też elementy, które ulegają zużyciu, np. łańcuch. Musimy ocenić, czy już trzeba wymienić, czy jeszcze wytrzymają kolejny etap. Typ opon, jakie zakładamy, jest uzależniony od nawierzchni, po której quad będzie jechał, np. czy będzie głównie piach czy skały.

Największym wrogiem są kamienie. Mechanicy ich nienawidzą. Po każdy etapie widać, gdzie było uderzenie, a narażone są właściwie wszystkie elementy. Groźny jest też pył, który wbija się wszędzie, rozwala filtry powietrza, wiązki elektryczne, tak że wszystko przestaje działać.

Są ograniczenia wymienianych części?

- Limit jest tylko jeden - quad musi rano być na starcie i ruszyć. Oczywiście nie można np. wymienić całej ramy maszyny. Można ją spawać nieskończoną liczbę razy, ale zamontować nowej już nie. Jest możliwość wymiany silnika, ale za to są karne minuty. Za pierwszym razem to 15 minut, za drugim 45 minut, a za trzecim chyba półtorej godziny, ale to sprawiłoby, że nie walczylibyśmy już o podium.

Jaką macie kontrolę nad quadem i kierowcą w trakcie etapu?

- Mamy kontakt za pomocą telefonów satelitarnych i jak się coś wydarzy, Rafał do nas dzwoni. Jeśli nie jest to dojazdowy, to możemy spróbować do niego dojechać i mu pomóc. Jednak jeśli do wypadku doszłoby na odcinku specjalnym, to musi liczyć na siebie lub ewentualnie na pomoc innych zawodników.

Rajd Dakar startuje 5 stycznia.