Sport.pl

Andrzej Wawrzyk długo dochodził do siebie. "Ale nie załamałem się"

PRZEGLĄD PRASY. Krakowski bokser po walce z Aleksandrem Powietkinem usunął się w cień. - Ale ani przez moment nie przechodziły mi przez głowę myśli o zakończeniu kariery - mówi teraz w "Gazecie Krakowskiej".
W maju Wawrzyk z Powietkinem nie miał żadnych szans. Mógł przejść do historii i zdobyć pas mistrza świata, a zamiast tego co chwilę padał na deski. Walka skończyła się w trzeciej rundzie.

Potem krakowianin długo nie wypowiadał się na ten temat. - Nie wiem, czy można to nazwać usunięciem się w cień, ale potrzebowałem takiej przerwy. Nie jestem człowiekiem, który czując złość lubi rozmawiać z dziennikarzami. Wolałem nic nie mówić niż udzielić durnowatego wywiadu. Ostatnie miesiące chciałem spędzić wyłącznie z rodziną i przyjaciółmi. Pozostałych ludzi trzymałem z boku, bo nie miałem potrzeby się zwierzać - przekonuje Wawrzyk.

Zapewnia jednak, że się nie załamał. - Ani przez moment nie przechodziły mi przez głowę myśli, żeby zakończyć karierę. Odpocząłem na tyle, że od dwóch miesięcy cały czas zasuwam - wyjaśnia. Dodaje, że nie korzystał np. z pomocy psychologa, bo do odzyskania dobrego samopoczucia wystarczyło mu wyciszenie się.

Więcej o: