Michał Kościuszko: Karty to punkt wyjścia do wszystkich sportów motorowych,

Krakowski rajdowiec był gwiazdą krajowego finału Red Bull Kart Fight, który rozegrano przy Błoniach. - Wierze, że wyścigi przysporzyły kibicom wiele emocji - mówi
Andrzej Klemba: Jak daleko od kartów do rajdów samochodowych?

Michał Kosciuszko: - Wbrew pozorom nie tak bardzo. Karty to punkt wyjścia do wszystkich sportów motorowych, niezależnie czy wyścigów czy rajdów. Podstawowe odruchy są takie same. Wszystkie pojazdy mają kierownicę, cztery koła i silnik. I chodzi o to, by jak najszybciej przejechać z punktu A do punktu B. Nieważne czy jedziemy: samochodem rajdowym, dakarowym, driftowym, wyścigowym czy właśnie kartem. W każdej rywalizacji ważna jest maksymalna koncentracja i umiejętność wykorzystania atutów pojazdu. To sprawi, że pojedziemy szybko.

Zwycięzca ma 30 lat. To za późno, by zrobić karierę?

- Nie przesądzałbym. Sebastian Loeb pierwszy tytuł rajdowego mistrza świata zdobył właśnie w wieku 30 lat. A potem dodał jeszcze dziewięć triumfów. Wszystko może się wydarzyć, a dla dzisiejszego zwycięzcy Red Bull Kart Fight może rozpocząć wspaniała przygoda. Oczywiście część zawodników występ w tej imprezie traktuje jako zabawa, a cześć wiąże z tym jakieś nadzieje. Wierzę, że udział w tym wyścigu pozwoli im zrobić krok w sportach motorowych i otworzy drzwi.

Pan jednak zaczął startować w kartach już w wieku 15 lat.

- Tak i to już było trochę późno. Niektórzy moi koledzy mieli już np. siedmioletnie doświadczenie. W wieku 7,8 lat można już zacząć ściganie w kartach. Jeśli chodzi o rajdy samochodowe, 30 lat ot jest chyba optymalny wiek [Kościuszko ma 28 - przyp. red.].

Widać, że w Krakowie nie brakuje fanów sportów motorowych.

- Na to liczyłem. Tysiące kibiców oglądających zmagania mówi za siebie. Mnie się bardzo podobało, zrobiliśmy niezły show, choć oczywiście głównymi gwiazdami byli finaliści Red Bull Kart Fight. Dla nich ta impreza pewnie zostanie w pamięci do końca życia. My tylko uzupełnialiśmy pokazowymi przejazdami. Ja jechałem autem, którym na co dzień ścigam się w rajdach WRC, Adam Małysz terenowym tzw. dakarowym, a Jakub Przygoński driftowym. Także nasz wyścig gokartami przysporzył kibicom wielu emocji.

Gdzie teraz będzie się Pan ścigał?

- Moje najbliższe plany to rajd Niemiec na asfalcie. Już od niedzieli będę testował auto i trasy. Konfrontacja z najlepszymi kierowcami na świecie nie będzie łatwa, ale właśnie takie są rajdy WRC. Trzeba dać z siebie wszystko i wykorzystać potencjał tkwiący w samochodzie.