Sport.pl

W ekipie Andrzeja Wawrzyka nie ma ochów i achów [WYWIAD]

- Za Andrzejem Wawrzykiem przemawiają warunki fizyczne, młodość i szybkość - mówi Fiodor Łapin, trener krakowskiego boksera, w rozmowie z portalem Krakow.sport.pl.
Wawrzyk ma szansę zostać pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej. 17 maja na gali w Moskwie zmierzy się z Aleksandrem Powietkinem. Stawka? Tzw. zwykły pas mistrza świata WBA. Prawdziwym mistrzem - w nomenklaturze WBA "supermistrzem" - jest Władimir Kliczko. Z nim Rosjanin ma się spotkać w sierpniu.

Mimo wszystko tak prestiżowego tytułu, o jaki zawalczy krakowianin, żaden Polak w królewskiej kategorii wagowej nie miał. Próbowało czterech, ale ani Andrzej Gołota, ani Tomasz Adamek, ani Albert Sosnowski nie zdobyli pasa. Ostatnio szansę miał też Mariusz Wach, inny pięściarz z Krakowa, ale dostał lekcję boksu od Władimira Kliczki.

Wawrzyk do walki przygotowywał się najpierw w Warszawie, a potem w Zakopanem. Do Moskwy wyleci na początku przyszłego tygodnia.

Rozmowa z Fiodorem Łapinem, trenerem Andrzeja Wawrzyka

Jarosław K. Kowal: Górskie powietrze pomaga w przygotowaniach?

Fiodor Łapin: W zasadzie nie przyjechaliśmy tu dla gór, bo Andrzej robi to samo, co w Warszawie. Sparuje, biega krótkie dystanse, chodzi do siłowni.

Nie za mało macie czasu?

- Nie. Od dawna wiedzieliśmy, że do walki z Powietkinem może dojść. Negocjacje trochę trwają i droga od pierwszej propozycji do poinformowania mediów jest długa. A Andrzej przecież od nowego roku jest w treningu, ma za sobą sześciorundową walkę... Wszystko idzie zgodnie z planem.

Był pan zaskoczony, kiedy pojawiła się oferta?

- Po prostu cieszyłem się. Andrzej jest siódmy w rankingu WBA, dlatego trzeba było sobie zdawać sprawę, że propozycja tego kalibru prędzej czy później może przyjść. O sensacji można było mówić, kiedy Krzysiek Włodarczyk czy Maciej Zegan dostali walkę o mistrzostwo świata. Teraz już na ochy i achy nie było miejsca. A to że Wawrzyk w wieku 25 lat dostał taką szansę, świadczy jak najlepiej o naszej grupie promotorskiej.

Co za nim przemawia?

- Warunki fizyczne, młodość i szybkość.

Artur Szpilka, inny pana podopieczny, mówi wprost, że będzie mistrzem świata. Wawrzyk robi wokół siebie trochę mniej szumu. Które podejście jest dobre?

- Odpowiada mi i jedno, i drugie. Każdy jest inny, nie patrzę na zawodników przez pryzmat własnych sympatii. Gdyby Artur próbował być skromniejszy, nie byłby sobą. Kipie z niego energia, a Andrzej jest bardziej stonowany. To w końcu głowa rodziny, ojciec dwójki dzieci...

Rywal jest pana rodakiem. To pomaga w przygotowaniach?

- To nie ma żadnego znaczenia. Nie możemy już mówić o polskiej czy rosyjskiej szkole boksu, jak w latach 60. W tej chwili każdy czerpie z różnych źródeł. Tylko w Rosji jakby więcej czasu poświęcają szkoleniu młodzieży. W Polsce chyba trochę za bardzo się spieszymy.

Jak dużo w Rosji mówi się o walce?

- Media śledzą, co się dzieje w naszej ekipie. Byli u nas przedstawiciele dwóch rosyjskich portali internetowych. Dziennikarze przede wszystkim chcą poznać Andrzeja, bo wprost przyznają, że do tej pory o nim za dużo nie słyszeli.

Więcej o: