Krakowski rajdowiec Michał Kościuszko: - Wszędzie kibice pytają mnie o Kraków

Kościuszko w tym roku najprawdopodobniej będzie jedynym sportowym ambasadorem Krakowa. Zgodził się, by za darmo promować miasto. - Rozmawialiśmy z innymi sportowcami, ale okazało się, że gdybyśmy podpisali umowę, to dziennikarze przez dwa tygodnie pisaliby o tym, że wyrzucamy pieniądze - twierdzi prezydent miasta Jacek Majchrowski.
Kościuszko w 2009 roku zdobył wicemistrzostwo świata w kategorii JWRC, a dwa lata później w kategorii PWRC. Od 2010 roku współpracuje ze stolicą Małopolski w ramach programu "Kraków - Miasto Mistrzów".

Piotr Krukowski: Czy praktyka promowania miasta na samochodzie jest powszechna wśród kierowców?

Michał Kościuszko: Tak. To nic nowego w sporcie motorowym. Tego typu rozwiązania stosowane są nawet w większej skali. Przykładem mogą być teamy Citroen Abu Dhabi i Ford Katar, w których reklama miasta czy państwa znajduje się w nazwie zespołu.

Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar... Można się domyślać, że rajdowcy występujący w tych zespołach mogą liczyć na pokaźne pieniądze od sponsorów. Tymczasem Pan wspiera Kraków za darmo.

- Nie chcę komentować tego, jak wyglądają kontrakty innych. Ja na swoją umowę nie narzekam. Każdy kierowca ma pewną powierzchnię reklamową na samochodzie, którą może zapełnić według własnego uznania. Uważam, że zachowuję się właściwie. Chcę przysłużyć się do promocji miasta, które wspomagało mnie w poprzednich latach kariery. Jestem ambasadorem Krakowa już czwarty rok, a pieniądze dostawałem wtedy, gdy sytuacja finansowa była lepsza. Teraz to ja mogę pomóc miastu, w którym się urodziłem.

Gdzie na pańskim samochodzie znajdzie się adres internetowy miasta?

- Jeszcze tego nie ustaliliśmy, ale mogę zapewnić, że będzie to widoczne miejsce i obie strony będą usatysfakcjonowane.

Często przy okazji rajdów musi Pan odpowiadać na pytania dotyczące Krakowa?

- Tak. Moja dyscyplina tym różni się np. od Formuły 1, że kibice mają bezpośredni kontakt z kierowcami. Nie ma czegoś takiego jak padok czy kluby VIP, które oddzielają nas od fanów. Tu każdy może podejść, obejrzeć samochód i zobaczyć, co na nim jest. Często rozmawiamy o Krakowie, który nie jest anonimową marką. Wszędzie gdzie się ścigamy w Argentynie, Australii czy Meksyku słyszę pozytywne opinie o mieście. Nie spotkałem się z nikim, kto powiedziałby coś złego. Może wynika to z uprzejmości?

A czego o Krakowie chcą dowiedzieć się rajdowi kibice?

- Przeważnie pytają jak dostać się do miasta, kiedy najlepiej je odwiedzić i co zobaczyć. Nie jestem biurem turystycznym, ale zawsze służę radą. Ulotek przy sobie nie mam, ale z łatwością przychodzi mi mówienie o Krakowie.

Co Pan im poleca?

- Nie jestem oryginalny. Mówię, że koniecznie muszą zobaczyć Rynek Główny i Kazimierz, choć zaznaczam, że miasto ma wiele zabytków, o którym można by długo mówić. Co do terminu, to najlepsze momenty na przyjazd to grudzień i miesiące letnie. Pod koniec roku, gdy miasto jest udekorowane czuć magiczną atmosferę świąt Bożego Narodzenia. W wakacje jest z kolei zielono i słonecznie, a to najlepszy okres do zwiedzania.

Kraków jest przyjaznym miastem dla kierowców?

- Jeździ się po nim nie najgorzej. Nawet w godzinach szczytu można znaleźć niezakorkowane ulice. Stan dróg? Po zimie zawsze pojawiają się dziury. To naturalne. Trzeba zaczekać aż wiosna zacznie się na dobre i drogowcy przystąpią do ich łatania.