Zbigniew Lach ostro o wyborach w PZPN: Takie panienki mają rządzić polską piłką?

- Czemu zaatakowałem panią prezes Warty Poznań? Bo dziewczyna dwa lata temu weszła do tego biznesu i nagle ma rządzić polską piłką? - pyta Zbigniew Lach, członek prezydium Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, którego ogniste przemówienie stało się... hitem zjazdu wyborczego PZPN.
Lach w piątek mówił długo i emocjonalnie. Zaczął zabawnie: "Jeżeli bym pitolił, to mi przerwiecie, ale dajcie powiedzieć, co mi leży na sercu".

Potem nie wszystkim było do śmiechu. "Panie Pyżalski, mężu delegatki, dobrze że pan miał wyrok, ale wrócił na dobrą drogę" - mówił do... męża Izabelli Łukomskiej-Pyżalskiej, prezes Warty Poznań. I zarzucał jej, że poparła Zdzisława Kręcinę. "Zdzisku, ja ciebie szanuję, ale daj spokój. I pani Pyżalska, choć miałem nie mówić nazwiskami, czy pani naprawdę chce mieć takiego prezesa, jak Zdzisek?"

Kiedy prowadzący obrady poprosił, by Lach kończył, ten z przekąsem zapytał: "Chcecie, żebym mówił dalej?", a delegaci odpowiedzieli mu gromkimi brawami.

Rozmowa ze Zbigniewem Lachem, członkiem prezydium Małopolskiego Związku Piłki Nożnej

Jarosław K. Kowal: Czuje się Pan małym zwycięzcą piątkowych wyborów?

Zbigniew Lach, członek prezydium Małopolskiego Związku Piłki Nożnej: - Już przed zjazdem wiedziałem, że mogę sobie pozwolić na więcej, bo skoro nie startuję w wyborach, to nie muszę walczyć o przychylność delegatów. Chciałem, by w zarządzie znaleźli się starsi, którzy wniosą doświadczenie, ale też młodzi, którzy chcą się uczyć i pracować. Sprawdziło się, wyniki wyborów są dobre.

Podczas wystąpienia zaatakował Pan Izabellę Łukomską-Pyżalską, prezes Warty Poznań.

- Senator Stanisław Kogut [prezes Kolejarza Stróże - przyp. red.] powiedział mi potem, że nie wolno obrażać kobiet. Ale chwileczkę! Czy mówienie prawdy jest obrażaniem? Pan Senator radził, że powinienem przemawiać nie używając nazwisk, ale właśnie o to chodzi, by je wymieniać! Pani prezes może świetnie rządzić Wartą, ale nie powinna zabierać się za uzdrawianie polskiej piłki.

Dostało się też Zdzisławowi Kręcinie.

- Nie chodziło mi o niego, raczej miała to być uszczypliwość w stronę pani Pyżalskiej. Kręcina pewnie jest niewinny, ale dał plamę, której nie zmaże. Opinia publiczna tak szybko nie wybacza. A skoro pani prezes Warty dała mu rekomendację, to znaczy, że chciała z nim pracować. Dziewczyna dwa lata temu weszła do tego biznesu i takie panienki mają rządzić polską piłką? To samo Netzel [Jaromir, były prezes PZU - przyp. red.]. Pojawia się ni stąd, ni zowąd i chce do zarządu? Na jakich prawach? Właśnie dlatego moje uszczypliwości były potrzebne.

Zbigniew Boniek może uzdrowić polską piłkę?

- Jeden człowiek niczego nie jest w stanie uzdrowić, ale Boniek był najlepszym z kandydatów. Zresztą Kosecki też byłby niezły.

Nowy zarząd to chyba przede wszystkim szansa na ocieplenie wizerunku związku.

- Oczywiście, że tak. Wiceprezes Koźmiński to biznesmen, światowiec. Z kolei Zbyszek Boniek jest bystry i na luzie. Jego ręka w kieszeni nie podoba się mojej żonie, ale taki jest styl na Zachodzie. Co bardzo ważne, Zbyszek ma też kontakty.

Od czego powinien zacząć?

- Sam to powiedział nieoficjalnie, że najpierw musi zrobić przegląd umów podpisanych przez poprzedni zarząd. Przed Euro związek zatrudnił 20 nowych ludzi i nawet nie wiadomo, na jakich warunkach. Nie wiadomo np. jak wygląda umowa sekretarza generalnego? Trzeba więc zacząć od środka, a dopiero potem wyjść na zewnątrz.

Czy Zbigniew Boniek uzdrowi polską piłkę?