Damian Janikowski stawał na głowie, by zachęcić dzieci do zapasów [FOTO]

Brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Londynie przyjechał pod Wawel po to, by zachęcać do trenowania zapasów w Wiśle, która niedawno reaktywowała sekcję i liczy, że sukces Janikowskiego napędzi nabór.
Przy Reymonta Janikowski poprowadził m.in. pokazowy trening dla uczniów z krakowskich szkół. Spokojnie objaśniał dzieciom kolejne ćwiczenia, a kiedy ci je wykonywali chodził między nimi i tłumaczył co powinni poprawić. Największe wrażenie na maluchach zrobił rzut przez ramię. - Pokazaliśmy go, bo jest najmniej kontuzjogennym chwytem - tłumaczył Ryszard Wolny, trener reprezentacji Polski w zapasach w stylu klasycznym, mistrz olimpijski z Atlanty (1996).

Jako podziękowanie Janikowski otrzymał od dzieci maskotkę smoka wawelskiego. - Pierwszy raz prowadziłem zajęcia dla tak młodych osób. To bardzo fajne doświadczenie. Wcześniej kilka razy trenowałem kadetów, ale to zupełnie coś innego, bo mieli już pojęcie o tym sporcie - mówi Janikowski.

Spotkanie z zapaśnikiem miało pomóc w ożywieniu sekcji. Po zakończeniu igrzysk w Londynie zawodnik zaczął jeździć po kraju i promować zapasy. - To jeden z najstarszych sportów na świecie. Uprawiany już w starożytnej Grecji - podkreślał razem z trenerem Wolnym.

Zachęcając młodzież do trenowania Janikowski mówi dużo o swojej drodze na matę. Olimpijczyk pochodzi z rozbitej rodziny. Wychowywała go babcia. - Duży wpływ na mnie miał pierwszy trener Leszek Użałowicz. Dużo ze mną rozmawiał. To za jego sprawą nie trafiłem na podwórko, tylko zostałem na macie. Kiedy koledzy z bloku pytali mnie dlaczego nie wolę siedzieć z nimi, odpowiadałem, że w sali mam szkoleniowca, z którym mogę pogadać i kolegów, z jakimi mogę się powygłupiać - podkreślał.

- Sport to najtańszy środek do tego, by nie pozwolić młodym wpaść w uzależnienia. Dzięki niemu wieczorami nie włóczą się po osiedlach, tylko mają zajęcie i funkcjonują w grupie osób aktywnych - dodawał Wolny.