Magiczny Tour de Pologne zawita pod Tatry

W weekend TdP przejedzie przez Podhale. Władze zacierają ręce, bo wyścig stanowi motywację do remontu dróg i świetną reklamę Tatr. Pod warunkiem, że święta nie zepsują protestujący górale.
- W Tatrach kolarze będą musieli narzucić ostre tempo, bo straty w górach mogą być duże. Nie zabraknie rywalizacji i dramaturgii - zapowiada Czesław Lang, dyrektor imprezy. Powtarza, że tatrzańskie etapy będą wisienką na torcie TdP.

W sobotę kolarze ruszą z Rabki-Zdroju do Zakopanego, a dzień później będą walczyć na trasach w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej. - Czapka z głów dla tych, którzy dadzą sobie radę z podjazdem w Gliczarowie. Wyścig jest trudny, ale to dodaje mu kolorytu - uważa Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego.

Uzdrowisko na dwóch kółkach

W poprzednich edycjach zawodów w Rabce-Zdroju organizowano start etapu oraz premię górską. Władze płaciły organizatorom wyścigu 50 tys. zł za pakiet reklamowy (m.in. za promocję na antenie TVP). Tym razem burmistrz Ewa Przybyło musiała sięgnąć głębiej do kieszeni.

- W tym roku jako miasto-organizator etapu płacimy 180 tys. zł za reklamę podczas wyścigu. Warto, bo tym razem start spod wyremontowanego amfiteatru będzie widowiskowy i Rabki-Zdroju nie zabraknie w telewizji. Czy warto? Oczywiście - uśmiecha się Przybyło.

Dodaje, że za 30-sekundowy spot w dobrym czasie antenowym musiałaby wyłożyć cztery razy więcej. Jej zdaniem promocja podczas wyścigu przekłada się na wpływy do budżetu uzdrowiska. Od czasu, gdy miasto bierze udział w TdP, do Rabki-Zdroju przyjeżdża 25 tys. turystów rocznie więcej.

Wyścig przyciąga też mieszkańców, którzy wychodzą na ulicę, by dopingować kolarzy. - U nas zadziałała magia Touru. Od kilku lat organizowane są rajdy górskie, coraz popularniejsze jest kolarstwo szosowe, szkoły jeżdżą na obozy rowerowe. Młodzież pomogła nam zaprojektować rowerowy Trialpark. Rowerowe szaleństwo trwa cały rok, a to zasługa dyrektora Langa - uważa Przybyło.

Protest peletonu nie zatrzyma

Kolarze wyruszą z Rabki przez Czarny Dunajec i Nowy Targ do Zakopanego. W stolicy Tatr zaplanowano metę V etapu. Problem w tym, że mieszkańcy osiedla Furmonowa zamierzają zablokować trasę. Od lat bezskutecznie walczą o drogę do ich domów.

- Doszły mnie sygnały o planowanym proteście, ale będzie on nielegalny, bo nie wyraziłem na niego zgody. W najgorszym przypadku będzie interweniować policja, ale nikomu nie uda się zatrzymać peletonu. Nie obawiam się o kompromitację, bo jesteśmy świetnie przygotowani do organizacji etapu - twierdzi Majcher.

Zdaniem burmistrza Zakopanego wyścig może być nieco uciążliwy dla turystów, bo główne trasy będą czasowo zablokowane. Korzyści płynące z promocji regionu podczas TdP są jednak ogromne. - Tatry pojawią się zarówno w polskiej, jak i zagranicznych telewizjach. To świetna reklama, ale i motywacja dla gmin, by remontować drogi. Nikt nie będzie chciał pokazywać dziurawych jezdni, jeśli za sprawą tak znanej imprezy można przyciągnąć w Tatry turystów - dodaje Majcher.

VI etap start i metę będzie miał w Bukowinie Tatrzańskiej. Kolarze wystartują spod hotelu, który dzieli koszty organizacji imprezy razem z gminą (Bukowina zapłaci porównywalne pieniądze do Rabki-Zdroju).

- Jeżdżę po gminie i raz po raz natykam się na turystów, którzy przyjechali tutaj i jeżdżą na rowerach, a przy okazji zobaczą największy wyścig w Polsce. Nam pozostaje podać im kolarskie emocje na tacy. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Czyścimy drogi, a że pogoda jest piękna, to obędzie się bez malowania trawy - żartuje Stanisław Łukaszczyk, wójt Bukowiny.