Agnieszka Radwańska: Klątwa chorążego? Nie wierzę w to

- To było niesamowite przeżycie. Coś, co będę pamiętała do końca życia. Mam nadzieję, że na Igrzyskach będzie podobnie. Klątwa chorążego? Coś słyszałam, ale nie wierzę w takie rzeczy - opowiada Agnieszka Radwańska, która we wtorek przed północą wróciła do Krakowa po występie w finale Wimbledonu.
Jarosław K. Kowal: Jak to jest zagrać w finale Wimbledonu?

Agnieszka Radwańska: Atmosfera była niesamowita. Szczególnie w momencie wyjścia na kort. Całe dwa dni przygotowań do finału są niesamowite. Zwłaszcza, że tej otoczki nie widać na zewnątrz. Nie widziałam, jak to wszystko wygląda od środka i przekonałam się. Będę pamiętała to do końca życia.

Teraz rozpoczyna Pani przygotowania do Igrzysk Olimpijskich.

- Miałam kilka dni wolnego, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Wracam do treningów i mam nadzieję, że na igrzyskach będę grała równie dobrze jak na Wimbledonie. Na odpoczynek nie ma czasu. Na chwile wytchnienia będę mogła sobie ewentualnie pozwolić w listopadzie. Na razie jest środek sezonu, a to dość ciężki okres. W ciągu kilku tygodni parę razy zmienia się nawierzchnię.

Na szczęście na Igrzyskach gra się na trawie.

- Dlatego mam nadzieję, że forma będzie taka sama, jak na Wimbledonie. Trzeba jednak pamiętać, że to nowy turniej, każda z zawodniczek chce przygotować się jak najlepiej, więc łatwo nie będzie.

Pani będzie chorążym reprezentacji.

- To dla mnie zaszczyt. Niezmiernie cieszyłam się z tego, że otrzymała telefon z Polskiego Komitetu Olimpijskiego z propozycją. To w końcu nie jest coś, co można robić codziennie. W Pekinie podczas ceremonii otwarcia szłam w jednym z ostatnich rzędów.

Słyszała Pani o klątwie chorążego [wszyscy polscy chorąży w XXI w. nie zdobywali medalu ani na letnich, ani na zimowych Igrzyskach Olimpijskich]?

- Coś słyszałam, ale nie wierzę w takie rzeczy. Nawet gdybym miała odpaść w pierwszej rundzie, to za cztery lata chętnie znów zostanę chorążym.

Jednak tenisiści do Igrzysk czasami podchodzą z przymrużeniem oka.

- Dla mnie to bardzo ważny start. Jednak w tenisie jest tak, że kiedy coś się nie powiedzie, to za kilka tygodni mamy US Open i kilka innych dużych turniejów. Szybko można się poprawić. W innych dyscyplinach takiej szansy nie ma. Pewnie dlatego na tenisistach nie ciąży tak duża presja. To jest plus.

Czy podczas Igrzysk wystąpi Pani w turnieju gry mieszanej?

- Na razie jestem zapisana do singla i debla wspólnie z siostrą Ulą. Zobaczymy, jak będzie, ale na razie miksta nie ma w planach. Trzy konkurencje w tydzień to jednak trochę za dużo.

Podczas Wimbledonu narzekała Pani na przeziębienie. Przeszło?

- Czuję się dobrze, troszkę odpoczęłam we Włoszech [Radwańska była przejazdem w Palermo, by wycofać się z rozgrywanego tam turnieju - przyp. red.], a tam klimat jest nieco inny. Chyba już po chorobie.