Agnieszka Radwańska - gwiazda tenisa ze szkoły pływaków i wioślarzy. "Z Tobą to łatwiej byłoby mi się umówić na randkę niż na sprawdzian"

Nie oglądała się za chłopkami, opuściła studniówkę, a w szkole była gościem. Usprawiedliwienia nosił dziadek, choć czasem wystarczyła... transmisja telewizyjna. - Od zawsze jej powtarzałem: Aga! Z Tobą to łatwiej byłoby mi się umówić na randkę niż na sprawdzian - wspomina wychowawca Agnieszki Radwańskiej, która młodość poświęciła tenisowi.
Lucyna Bętkowska, wicedyrektorka szkoły wygrzebuje z półki kronikę z siostrami Radwańskimi. Na zdjęciach Agnieszka jako gość honorowy, Urszula w poczcie sztandarowym. Za chwilę metamorfoza - dyrektorka wyciąga z szuflady sesję zdjęciową sióstr dla jednego z czasopism. - W życiu bym tu Agi nie poznała. Przypomina tą... Katarzynę Cichopek - uśmiecha się Bętkowska.

Marek Florczyk, wychowawca Agnieszki: - Do dziś niewiele się zmieniła, choć teraz widzę ją głównie w telewizji. Kolejna okazja w finale Wimbledonu? No nie wiem, to trochę nie na moje nerwy. Możliwe, że mecz z Williams nagram i odtworzę, gdy będę znał wynik. Często tak robię, dzięki temu jestem zdrowszy.

Jest w telewizji, więc nie wagaruje

Radwańska chodziła do szkoły sportowej oddalonej o 5 km od krakowskiego Rynku. Budynek nie pierwszej świeżości, w wielu miejscach przydałoby się przejechać pędzlem. W gabinecie dyrektora blisko 50 pucharów, co najmniej drugie tyle na korytarzach. Ale powód do dumy jest inny. - Mamy teraz wspaniałego "Orlika". Ostatnio nawet piłkarze Anglii go odwiedzili - cieszy się jedna z pracowniczek szkoły.

Ale kortów z prawdziwego zdarzenia nie ma (podobnie jak w całym Krakowie). Szkole nie są jednak zbyt potrzebne, bo specjalizuje się w wychowywaniu... pływaków i wioślarzy (jej absolwentką jest m.in. Otylia Jędrzejczak). O klasie tenisowej nikt nawet nie marzy, bo bez odpowiednich boisk ani rusz. Agnieszka chodziła do klasy ogólnosportowej. - Pamiętam, jak rodzice przyszli ją zapisać. Pytali o wiele rzeczy. Widać, że zależało im na wykształceniu córki - opowiada Wiesław Jałocha, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego przy ul. Grochowskiej, gdzie Radwańska chodziła do gimnazjum i liceum.

Na początku uczyła się zwykłym trybem, ale w drugiej klasie przeszła na indywidualny. Materiały brała od koleżanek, od części nauczycieli dostawała je mailem. Gdy miała przerwę w turniejach, przyjeżdżała do szkoły i nadrabiała zaległości. Z usprawiedliwieniami biegał dziadek. - Ale czasem nawet nie musiał, bo skoro widziałem Agnieszkę na turnieju w telewizji, to znaczyło, że nie mogła być na wagarach - uśmiecha Florczyk, nauczyciel historii i WOS-u. - Poza tym rodzina dbała o wykształcenie dziewczyn. Rodzice przychodzili na wywiadówki, a dziadek wpadał do szkoły dowiedzieć się, jak idzie jego "Isi".

Matura bez obciachu

Bętkowska też złego słowa o Radwańskiej nie powie. - Skromna, dobrze wychowana i lubiana, ale tak naprawdę nie udało nam się jej dobrze poznać. W pierwszej klasie liceum jeszcze do szkoły chodziła, ale później zdarzały się jej nawet półtoramiesięczne nieobecności. Trenowała, jeździła na turnieje, ale o edukacji nie zapominała - zapewnia wicedyrektorka.

Florczyk: - Agnieszka na wagarach? Daj pan spokój! Przez całe liceum może jedną uwagę dostała, ale tego też nie jestem pewny.

Nie była miłośniczką przedmiotów ścisłych, a w pierwszej klasie ciężko szedł jej również język polski. Przykłada się do angielskiego, choć nauczyciele przyznają, że od czasu szkoły zrobiła wielki postęp. Maturę zdawała z geografii, a przed wejściem na egzaminy towarzyszyły jej kamery i fotoreporterzy. - Powiedziała mi: "Muszę zdać, żeby nie było obciachu". Jak rzekła, tak zrobiła i to z całkiem niezłym wynikiem. Cała Agnieszka - wspomina Florczyk.

Mimo rzadkiej obecności w szkole, Radwańska miała swoje miejsce w ławce. Sąsiad na stałe nie był przypisany, ale do dziś przyjaźni się z kilkoma osobami. Jej najlepsza przyjaciółka trenowała taniec towarzyski. Teraz prowadzi swoją szkołę. - Ale podobno jak się spotkają z Agnieszką, to idą na tańce i bawią się do upadłego - zdradza Bętkowska.

Tak miało być także podczas studniówki. Szkoła i rodzice postarali się i wynajęli restaurację na samym Wawelu, a uczniowie na bal dojeżdżali dorożkami. Ale Agnieszki z nimi nie było. W tym czasie biegała po korcie lub była w drodze na kolejny turniej. Jedyny taki bal w życiu przeszedł jej koło nosa, podobnie jak większość młodości. - Pewnie, że było mi przykro, ale nic nie można było zrobić. Aga podporządkowała się tenisowi bez reszty - przyznaje Bętkowska.

Taka dziewczyna raz na 50 lat

Gdyby finał Wimbledonu rozgrywany był w dzień powszedni i w trakcie roku szkolnego, to uczniowie przy Grochowskiej znosiliby do klas telewizory i wspólnie oglądali pojedynek Radwańskiej z Williams. Tak było, gdy na Igrzyskach Olimpijskich medale zdobywała Jędrzejczak. - Tylko, że jak Otylia wskakiwała do wody, to nawet nie zdążyłem się zdenerwować i było po wszystkim. A mecze Agnieszki to kilka godzin stresu - kręci głową Florczyk.

Dyrektor Jałocha: - Ciężko będzie Agnieszce z tą Amerykanką, na pewno nie jest faworytką. Ale kiedyś na pewno wygra turniej wielkiego szlema. Przecież w Polsce taka dziewczyna rodzi się raz na 50 lat.

Więcej o: