Sport.pl

Bokser i mgr resocjalizacji: Szpilka po wyjściu z więzienia jest innym człowiekiem

- Boks uczy pokory, a jej brak może przeszkodzić - i to bardzo. Pięściarze, którzy jej nie mają, nie zostają mistrzami. Artur ją ma - mówi Paweł Kołodziej, jeden z najlepszych polskich bokserów i pochodzący z Krynicy Górskiej magister resocjalizacji.
Pochodzący z Wieliczki Szpilka (9 zwycięstw, 7 k.o) w Atlantic City zmierzy się w sobotę z Terrancem Marbrą (6-1, 5 k.o). Odkąd wyszedł na wolność (siedział za udział w bójce pod dyskoteką), jest o nim głośno. Często i chętnie udziela wywiadów, reklamuje się w portalu społecznościowym, a nawet występował jako ekspert w studiu telewizyjnym przed meczem Wisły Kraków.

Jarosław K. Kowal: Artur Szpilka został zresocjalizowany?

Paweł Kołodziej: Podczas pobytu w więzieniu zrozumiał mnóstwo rzeczy. Miał w końcu dużo czasu, by przemyśleć wiele spraw, i wyszedł inny człowiek. Ma postawiony cel, skupia się na pracy i odpoczynku. Ale w jego przypadku nie mówiłbym o resocjalizacji, która w polskich realiach jest niemal niemożliwa.

Czyli jest fikcją?

- Jeśli ktoś np. wychowywał się w środowisku kiboli i ma swoje przekonania, to trudno, by ktoś zza biurka wytłumaczył mu, by się zmienił. Ale Artur sam doszedł do odpowiednich wniosków. Po wyjściu opowiadał, że w celi godzinami kontemplował, rozmawiał sam ze sobą.

Stał się wręcz celebrytą. Wszędzie go pełno.

- Ale ani on, ani my, bokserzy, nie uważamy go za celebrytę. Po wyjściu budzi duże zainteresowanie i wykorzystuje to. Jest w dodatku wiarygodny w tym, co mówi i robi. Ale najważniejsze, że przede wszystkim ciężko pracuje.

Mówi się, że bokser musi być niepokornym łobuzem.

- Boks uczy pokory, a jej brak może przeszkodzić - i to bardzo. Pięściarze, którzy jej nie mają, nie zostają mistrzami. Artur ją ma.

Pan z kolei nie jest uznawany za zbyt porywczego boksera. To chyba wbrew stereotypowi.

- Odpowiem tak: staram się kontrolować emocje, ale aniołkiem też nie jestem.

Dobrym przykładem jest Tomasz Adamek, który na konferencjach prasowych nie opowiada niestworzonych rzeczy, a został mistrzem. Po drugiej stronie można postawić np. Mike'a Tysona.

- To, co dzieje się poza ringiem, nakręca zainteresowanie. Ale wszystko rozstrzyga się od pierwszej do ostatniej sekundy między linami. Często spokojni pięściarze byli bestiami w ringu. Z drugiej strony pies spuszczony ze smyczy nie zawsze musi zagryźć. Jaki jest złoty środek? Najważniejsze, by umieć trzymać wszystko w ryzach i iść w dobrym kierunku. I czasem lepiej zrobić dwa kroki w tył, by potem trzy do przodu.

Wydaje się, że pan zbliża się do końca drogi. Po ostatnim zwycięstwie nad Rumunem Giulianem Ilie jest pan drugi w rankingu federacji IBF. Kiedy walka o mistrzostwo świata wagi junior ciężkiej?

- Ciągle o niej marzę i jestem przekonany, że niedługo do niej dojdzie. Tylko czekam na sygnał od trenera, że termin został ustalony. O pas na pewno nie będę mógł walczyć w Krynicy, raczej w Niemczech. Tam sędziowie mogą być przychylni dla rywala, ale w dzisiejszych czasach w dobie telewizji nie można łatwo oszukiwać. Wierzę, że jestem w stanie być najlepszy na świecie.