Benzyna w bucie i pomoc kibiców - szalone przygody Rafała Sonika w Rajdzie Dakar [FOTO]

- Oczyma wyobraźni widziałem już moją nogę w kolorze krwistej purpury - opowiada Rafał Sonik, quadowiec z Krakowa, po wtorkowym etapie Rajdu Dakar.
Sonik dojechał na metę z ekstremalnymi przygodami. - Na początku pękł bak - sam od siebie. Bez upadku, bez innej przyczyny. Cała benzyna wlewała mi się do buta. A reszta na wydech. Bałem się, żeby się quad nie zapalił. Gdyby się zapalił to razem z moją nogą. Dziwne uczucie - opowiada Sonik, którego wyniki nie są zaliczane do klasyfikacji generalnej, bo tuż przed startem rajdu jego quad nie przeszedł badań technicznych.

- Nagle zaczęło mi się robić równocześnie gorąco i mokro. Potem coraz bardziej gorąco. Oczyma wyobraźni widziałem już moją nogę w kolorze krwistej purpury. Ledwo co dojechałem do mety. Po zdjęciu buta okazało się, że mam poparzenie skóry na nodze - opowiada krakowianin.

To nie był koniec emocji. W międzyczasie Sonik przebił oponę w tylnym kole, a potem urwał się łańcuch. Dopchać quad za linię mety pomogli mu... kibice.

Sonik jedzie już tylko dla siebie

Kierowca z Krakowa nie zrezygnował z udziału w Rajdzie Dakar, choć przed startem sędziowie orzekli, że jego quad nie spełnia regulaminu. - Nieuczciwie zostałem pozbawiony szansy rywalizacji - wścieka się Rafał Sonik.

Przed startem pojazdy siedmiu quadowców nie spełniły wymagań organizatorów. Np. Josef Machaczek po decyzji sędziów postanowił, że nie wyruszy w trasę. Nie zrezygnował m.in. Sonik.

- To nie fair i że zostaliśmy przez to pozbawieni szansy rywalizacji w generalnej klasyfikacji quadów nieuczciwie. Ja się z tym zgadzam, ale moja decyzja jest inna. Będę jechał dalej właśnie po to, żeby udowodnić, że żadna decyzja sędziów nie pozbawi mnie woli walki i konkurowania z innymi zawodnikami. Nie pozbawi mnie serca, by Dakar przejechać - powiedział quadowiec.

Wszystko o krakowskich sportowach - znajdziesz na Kraków.Sport.pl »