Jak powiat limanowski (nie) korzysta ze sławy Justyny Kowalczyk

Limanowscy samorządowcy chcą wykorzystać popularność Justyny Kowalczyk. Planują zbudować kolejny odcinek tras do biegów narciarskich. Tyle że o tych już istniejących turyści nie wiedzą, a dzieci z okolicznych szkół nie mają na czym jeździć.
Powiat limanowski wraz z gminami Słopnice, Kamienica i Dobra chce zbudować 7,5-kilometrowy odcinek trasy do biegów narciarskich pod Mogielicą. Wzdłuż niej ma pojawić się zaplecze, mają być parkingi i kontenery z nartami do wypożyczenia. Planowany jest zakup nowego ratraka i skutera śnieżnego. Inwestycja jest kontynuacją współpracy sprzed roku, kiedy to samorządy spontanicznie wytyczyły 25 km tras w związku z sukcesami Justyny Kowalczyk, która pochodzi z tych okolic. Za kilkadziesiąt tys. zł udało się stworzyć ciekawą atrakcję regionu. Inwestycji nie pociągnięto jednak dalej. Miała przyciągać turystów i zachęcać dzieci do aktywnego spędzania czasu.

Tymczasem samorządy osiadły na laurach, cicho pielęgnując nadzieję, że to na ich trasach narodzi się nowa gwiazda na miarę Kowalczyk. - Trasy są fajne, zadbane, ale co z tego? Nikt o tym nie wie, nie ma o nich żadnych informacji - ani w internecie, ani na plakatach. Chętni w ogóle mają marne szanse do nich trafić, bo nie ma żadnych drogowskazów, a duża część mieszkańców też nic nie wie - twierdzi Tomasz Tobiasz, właściciel wypożyczalni nart w Dobrej.

Samorządowcy zasłaniają się słabą w tym sezonie zimą. - Przez cały ubiegły sezon na stronie urzędu gminy działał serwis dotyczący tras, ale teraz nie ma za wiele śniegu, więc nie ma sensu go na nowo uruchamiać - uważa Adam Sołtys, wójt Słopnic. Zapowiada, że jak tylko spadnie więcej śniegu, serwis ruszy. Zapewnia też, że na terenie gminy stoją tabliczki informujące o trasach. - Przecież nie będziemy ich prowadzić aż do Krakowa - ucina.

- Nie tylko w biznesie promocja jest czymś nieodzownym. Nie można też zasłaniać się brakiem zimy. Jestem za tym, by biedne gminy opierały się na "przemyśle czasu wolnego", ale muszą to robić skutecznie - komentuje Kazimierz Czekaj, małopolski radny. Zapowiada, że w małopolskim budżecie znajdą się pieniądze na rozwój tras biegowych, jednak pod warunkiem, że będą one wielofunkcyjne - zimą nastawione na narciarzy, latem na rowerzystów i odpowiednio promowane. Również na własnym podwórku.

Pod Mogielicą nawet z tym jest problem. Słopnice jako jedyne w ogóle popularyzują biegi narciarskie wśród miejscowych. W ciągu ostatnich dwóch lat gmina sfinansowała zakup ponad stu kompletów nart dla szkół na swoim terenie. - Dzieci bardzo łatwo się uczą, chętnie uczestniczą w zajęciach - podkreśla Grzegorz Biedroń, dyrektor Zespołu Szkół Oświatowych w Słopnicach. Tutaj dzięki ministerialnym dotacjom uczniowie będą trenować także w weekendy.

Takiej szansy nie mają dzieci ze szkół w gminie Kamienica, bo samorząd nie kupił im sprzętu. - Kiedyś prężnie tu trenowano, sama biegałam. Teraz nie mam możliwości zarazić tą dyscypliną dzieci, bo nie ma sprzętu ani pieniędzy na dojazdy do tras - mówi Anna Kurzeja, nauczycielka wychowania fizycznego ze szkoły nr 2 w Kamienicy.

W gminie Dobra do sprzętu biegowego mają dostęp tylko dzieci z uczniowskiego klubu sportowego SET - Jurków. Trenuje je Janusz Kałużny, były nauczyciel Justyny Kowalczyk. Wspomina, że gdy zdecydował się na pracę w Jurkowie, w całej szkole tylko sześciu uczniów w ogóle umiało jeździć na nartach. Chwali on współpracę z gminą, ale przyznaje, że samorządowe dotacje kierowane są głównie na organizację zajęć. Brakuje sprzętu. - Trenuję 28 dzieciaków podzielonych na dwie grupy. Gdyby nart było więcej, mógłbym przyjąć więcej dzieci - przyznaje. Klub sam walczy o rozwój narciarstwa biegowego - co roku stara się urwać na sprzęt 2-3 tys. zł z dotacji, niedawno uzyskał dodatkowe 7 tys. z ministerstwa.

Sprzętu nie ma, promocji nie ma. Ale będą nowe trasy. Planowana inwestycja ma kosztować ponad 3 mln zł z 75-procentowym udziałem środków z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego.