Puchar Polski. Okocimski nie dał rady liderowi ekstraklasy [FOTO]

Nie pomogły obiecane premie i obecność kamer. II-ligowy Okocimski nie sprawił sensacji, choć Śląsk Wrocław przez chwilę mógł martwić się o awans do 1/8 Pucharu Polski.
W 16 tys. miasteczku wszystko było gotowe na piłkarskie święto. O meczu z ambon informowali księża, firmy płaciły po kilka tysięcy, by być sponsorem strategicznym lub tytularnym, a piłkarze za zwycięstwo mieli obiecane premie. Prezes Okocimskiego chodził po brzeskich przedsiębiorcach, zapraszał na mecz i sprzedawał wejściówki. Pół godziny przed spotkaniem parking i wszystkie pobliskie uliczki były zastawione samochodami, a pierwszy gwizdek sędziego usłyszało ok. 2 tys. kibiców. - Te rozgrywki są właśnie po to, by w miasteczku mógł zagrać taki klub jak Śląsk - przyznał Orest Lenczyk, trener Śląsk.

Balon pękł po kilkudziesięciu sekundach. Mateusz Pawłowicz, kapitan gospodarzy kopnął piłkę w stronę swojej bramki, bramkarz Dawid Mieczkowski bał się łapać piłki i tak odbił ją głową, że wpadł do siatki, a lider ekstraklasy mógł przypuszczać, że przyjechał na spotkanie z amatorami, którzy nie znają piłkarskiego abecadła. - Teraz pewnie pokażą ten kiks w wieczornych wiadomościach - kręcił głową jeden z kibiców.

Lenczyk: - Nie pamiętam, żebym wyszedł na prowadzenie tak szybko i w takich okolicznościach.

Niespełna kwadrans później było 2:0. Brzeszczanie jakby niedowierzali, że rywale potrafią tak szybko biegać i wysoko skakać, a do tego uciekali od piłki, jakby była ich największym wrogiem. W przerwie kibiców próbował podbudować spiker i przypominał, że kilka lat temu w PP Okocimski odrabiał już nawet trzy bramkowe straty do Lecha Poznań i Wisły Płock.

I wydawało się, że teraz może być podobnie, bo Michał Oświęcimka wykorzystał podanie Roberta Trznadla. Prezes Czesław Kwaśniak skakał po trybunie i krzyczał "jeszcze jeden", a gospodarze zobaczyli, że rywal nie taki straszny i mieli kilka okazji do wyrównania. - A ostrzegałem moich piłkarzy, że jak stracą gola, to będzie im trudniej, bo rywal złapie oddech. No i tak się stało. Grę uspokoiło dopiero trafienie Elsnera - przyznał Lenczyk.

Oświęcimka: - Rywal zaskoczył nas pressingiem, szybko popełniliśmy błąd i przegrywaliśmy. Widać, że dzielą nas dwie klasy rozgrywkowe.

Krzysztof Łętocha, trener gospodarzy: - Znamy miejsce w szeregu. Zagraliśmy fajny mecz, pokazaliśmy charakter i z honorem przyjmujemy porażkę.