Wojenka o dobro narodowe. Co ze skokami w Zakopanem?

Słowo ?skandal? pada często, ale pojawiają się też mocniejsze. - Ktoś chce uśmiercić skoki w Zakopanem! - krzyczą pod Giewontem. Opóźnia się remont Wielkiej Krokwi i stolica polskich Tatr może stracić konkursy Pucharu Świata. Niektórzy twierdzą, że na lata.
- Jesteśmy w kropce, nie wiemy, co robić - usłyszeliśmy w Tatrzańskim Związku Narciarskim, który organizuje PŚ w Zakopanem. Właśnie unieważniono przetarg na remont skoczni. To problem, bo jeśli Wielka Krokiew nie zostanie przebudowana, może nie zyskać homologacji. A bez niej skakania na światowym poziomie nie będzie.

- Na szczeblu rządowym usłyszeliśmy: "Wielka Krokiew jest dobrem narodowym, nie damy jej zrobić krzywdy". Piękne słowa pod publikę, ale czyny za tym nie idą - kręci głową Rafał Kot, członek zarządu TZN.

To kolejna odsłona zamieszania wokół skoczni. O konieczności jej przebudowy mówi się od lat i od lat trwają kłótnie. Ale do niedawna każdy zapewniał: "pieniądze są, nie ma się o co martwić". Jeszcze w marcu pisaliśmy: "koparki w końcu wjadą pod Wielką Krokiew", bo wydawało się, że kryzys został zażegnany. Ale koparki nie wjechały. Kot twierdzi, że jeśli remont nie rozpocznie się na początku lipca, to szanse, by zdążyć na styczeń, spadną do zera.

Zła wola?

Ministerstwo Sportu faktycznie zabezpieczyło pieniądze. Tyle że do wydania jest 7 mln zł, a chętnych na budowę za taką kwotę nie ma. Do przetargu rozpisanego przez Centralny Ośrodek Sportu stanęły dwie firmy. Pierwsza wyceniła prace na ponad 14 mln zł, druga na jeszcze więcej. Dlatego przetarg trzeba było unieważnić. Zanim nowy zostanie rozpisany i rozstrzygnięty, minie kilka tygodni.

- Kwoty proponowane przez firmy są przesadzone. Wpływ miały na to presja czasu i wąski rynek wykonawców. Może ktoś chciał zarobić więcej niż w normalnych okolicznościach? Sprawa nie jest przesądzona. Zarówno ministerstwo, jak i COS chcą przeprowadzić remont, ale nie będziemy przepłacać - mówi Grzegorz Kotowicz, dyrektor COS w Zakopanem. I zapowiada, że kolejny przetarg ogłosi 7 czerwca, a otwarcie ofert zostanie zaplanowane na 21 czerwca. - Tak naprawdę mamy tylko siedem dni opóźnienia, choć czasu jest faktycznie mało - przyznaje.

Jak mało? W najbliższy poniedziałek w Meksyku odbędzie się kongres Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), gdzie zostanie zatwierdzony kalendarz PŚ na przyszły sezon. Dotąd władze FIS organizatorom wierzyły na słowo. Zakopane zostało wpisane do wstępnego terminarza, ale pod warunkiem, że skocznia zostanie przebudowana. Niewykluczone, że tym razem zapewnienie nie wystarczy. I stolica polskich Tatr straci święto skoków.





- To zła wola pewnych osób. Dyrekcja Centralnego Ośrodka Sportu nagle zmieniła warunki przetargu, dołożyła prac. Żadna firma na świecie nie byłaby w stanie ich wykonać za 7 mln zł. A gdyby nawet pieniędzy znalazło się więcej, byłyby wyrzucone w błoto, bo skocznia aż tak dużego remontu nie wymaga. To skandal. Cena jest zaporowa - uważa Kot.

Dyrektor Kotowicz odpowiada: - Nie wiem, które prace wpisane do przetargu ktoś mógłby uznać za niekonieczne do przeprowadzenia. Chyba nie chodzi o wymianę igelitu, który ma już 12 lat? Albo zainstalowanie torów lodowych? Potem ktoś powie, że ledwo skocznia została zmodernizowana, a znów konieczny jest remont. To tak jakbyśmy budowali dom i postawili ściany z tektury. Inwestujemy w symbol polskich skoków, więc trzeba to zrobić dobrze.

Długa przerwa?

- To czyjeś celowe działanie. Komuś zależy, by uśmiercić skoki w Zakopanem i przenieść wszystko do Wisły oraz Szczyrku - twierdzi jednak Kot.

- Komu na tym zależy? - pytamy.

- Tego nie powiem.

Wielka Krokiew potrzebuje m.in. zainstalowania torów lodowych, trzeba też zmienić kąt progu, wyprofilować tzw. bulę. Ale dyrektor Kotowicz przekonuje, że nawet bez tego skocznia może dostać homologację. I że przyszłoroczne konkursy mogłyby się odbyć nawet bez remontu. - Bo nowe przepisy wejdą w życie dopiero za parę lat. Dlatego zakopiańska skocznia i tak spełnia normy - twierdzi.

W teorii jest możliwość, że FIS pójdzie na rękę Zakopanemu i wyjątkowo zgodzi się na rozegranie zawodów. Kłopot w tym, że w federacji mogą stracić cierpliwość. Bo już dawno alarmowali, że skocznia musi być przebudowana.

A pesymistyczny scenariusz? Kot twierdzi, że jeśli w przyszłym roku pod Giewont nie przyjadą najlepsi skoczkowie świata, to szybko tu nie wrócą. - Jeśli wypadniemy z kalendarza, będziemy potrzebowali ładnych paru lat, by znów się w nim znaleźć. Proszę mi wierzyć, jeśli to się stanie, skoki w Zakopanem nie przetrwają. Nic się tu nie będzie działo, miejscowe kluby upadną - kręci głową.

Według wstępnego kalendarza konkursy skoków na Wielkiej Krokwi mają się odbyć 21 i 22 stycznia 2017 roku.