Pech nie opuszczał Sylwii Jaśkowiec, ale z Falun wraca z medalem

Długo leczyła się po wypadku na nartorolkach, a gdy chciała błysnąć na igrzyskach olimpijskich, przewróciła się. Sylwia Jaśkowiec w końcu zdołała się pozbierać i w Falun zdobyła swój pierwszy medal mistrzostw świata.
Ciekawostki o małopolskim sporcie wklejamy na Facebooka Kraków - Sport.pl »

Urodziła się w Myślenicach, przygodę z nartami zaczęła w SKS Osieczany, ale pierwsze sukcesy odnosiła w LKS Wiśniowa. Pod okiem trenera Kazimierza Bubuli seryjnie wygrywała zawody mistrzostw i Pucharu Polski.

W 2010 r. podczas treningu na nartorolkach Jaśkowiec miała wypadek. Uszkodziła bark i musiała przejść kilka operacji. Do rywalizacji wróciła rok później, ale tylko na jedne zawody Pucharu Świata (w Szklarskiej Porębie). Później znów była skazana na leczenie. Po rehabilitacji z wielkimi nadziejami pojechała na IO do Soczi, ale w sprincie "łyżwą" przewróciła się i nie przeszła kwalifikacji. Po zawodach otrzymała kolejną złą wiadomość - z pracy z reprezentacją Polski zrezygnował Ivan Hudac. Jaśkowiec wiązała z nim duże nadzieje, ale słowacki trener wybrał ofertę Szwajcarii.

Obecnie 29-letnia biegaczka pracuje z drużyną Justyny Kowalczyk i wychodzi jej to na dobre. Tydzień temu w sprincie drużynowym stylem dowolnym ze starszą koleżanką zajęła 3. miejsce na MŚ w Falun, dwa dni później była 14. tą samą techniką na 10 km, a w piątek polska sztafeta z Jaśkowiec w składzie zajęła 5. lokatę. To najlepszy wynik polskich biegaczek od blisko pół wieku.

- Sylwia spisuje się rewelacyjnie. Brązowy medal w sprincie to coś niesamowitego. I ta sztafeta! - cieszy się Anna Bubula, prezes LKS "Hilltop" Wiśniowa-Osieczany, klubu Jaśkowiec. - 14. miejsce indywidualnie to też świetna lokata. Mogłoby być jeszcze lepiej, ale karty rozdawała pogoda.