Sportowców trudne świąt spędzanie i Nowego Roku witanie. "Lampka szampana? Samej to nie to samo" [CZĘŚĆ III ]

Dla sportowców Boże Narodzenie to chwile wytchnienia od treningów, obozów i zawodów, które mogą spędzić z rodzinami. Wigilię zaliczają wszyscy, ale niektórzy już w pierwszy dzień świąt wylatują na zawody i startują w drugi. Zwykle mogą zapomnieć o hucznym witaniu nowego roku.
Skoczków narciarskich 26 grudnia czekają mistrzostwa Polski w Wiśle, a 1 stycznia tradycyjnie zaplanowano drugi konkurs Turnieju Czterech Skoczni.

- Znamy się od 2006 r. i święta zawsze spędzaliśmy razem: albo ja byłam u niego, albo on u mnie. Nie przeszkadzają nam nawet. starty Kamila. 26 grudnia na pewno pojawię się na konkursie świątecznym w Wiśle, bo dla nas to też część tradycji. Nic innego na ten dzień nie planujemy. Potem niestety Kamil jeździ na zawody już beze mnie. Właśnie dlatego osobno spędzimy sylwestra. Lampka szampana? Samej to nie to samo. Być może jednak wybiorę się do swojej rodziny za granicę. Ale to są zazwyczaj spontaniczne decyzje - opowiada Ewa Stoch, żona Kamila Stocha, skoczka narciarskiego.

Boże Narodzenie spędzają jednak tradycyjne. - W ciągu roku Kamil dużo wyjeżdża, więc akurat w tym czasie nadrabiamy zaległości i staramy się nie rozdzielać. Np. w pierwszy dzień świąt jest pora na spotkania z osobami, z którymi nie mieliśmy czasu zobaczyć się przez cały rok. Jest bardzo miło i zabawnie: wspominamy dawne lata, opowiadamy historie, śpiewamy kolędy. Pasterka? Pewnie, że chodzimy, i to całą rodziną. Zależy tylko, czy jesteśmy u mojej mamy chrzestnej w Proszowicach, czy na Podhalu. Zdarzało nam się pójść na Bachledówkę albo do Zębu, albo gdzieś do centrum Zakopanego - dodaje żona Stocha.

Aleksandra Jagieło, siatkarka Polskiego Cukru Muszynianki Fakro Banku BPS przyznaje, że w tym roku pierwszy raz od wielu lat będzia miała w święta aż pięć dni wolnego. - Ostatnio w Boże Narodzenie jeździliśmy bowiem na turnieje [m.in. do Bazylei w Szwajcarii - przyp. red.]. Nie było miło zostawiać rodziny w takim dniu, ale jakoś musimy godzić pracę z życiem. Jak masz jeden świąteczny dzień z najbliższymi, to starasz się go jak najlepiej wykorzystać. Wszystko robi się jednak w biegu - opowiada siatkarka.

Zawodniczka przyznaje, że jako kapitan zespołu nigdy nie była u trenera z prośbą, by odpuścił wyjazd na świąteczny turniej. - Szkoleniowiec wcześniej ustala takie sprawy i należy się temu podporządkować. W końcu to kolejny etap przygotowań, który później powinien dawać spodziewane efekty. Ale przy wigilijnym stole nigdy nie myślałam, że jutro już jadę na turniej. Korzystałam z wszystkiego, co było, i nie zastanawiałam się, czy mi wolno czy nie. Taki dzień, a podobne potrawy nie trafiają się za często - uśmiecha się Jagiełło.

Powrót do zajęć bywa jednak trudny. - Na pierwszym treningu jeszcze czuć świąteczną atmosferę, ale później szybko się o niej zapomina. W tym roku będzie jednak inaczej. Spokojnie możemy posprzątać, coś ugotować. Wigilię spędzam u teścia, więc przygotowuję tylko część potraw. Kilogramów w święta nie będę musiała zbijać, bo cały czas aktywnie spędzam czas. Mam małe dziecko, więc nie ruszam się tylko w nocy - uśmiecha się siatkarka Polskiego Cukru Muszynianki Fakro Banku BPS.